Podniosłam wzrok i zobaczyłam wpatrzone we mnie ciemnoniebieskie oczy, przechyloną głowę pełną czarnych włosów i usta wykrzywione w półuśmiechu. — Zgubiłaś się, skarbie?
Był… piękny. Miał długie rzęsy, które zdawały się muskać jego wysokie kości policzkowe przy każdym mrugnięciu. W jego oczach było coś nienaturalnego, co tylko dodawało mu uroku — chłopięcego czaru, który jakimś cudem bił niebezpieczeństwem. I podobnie jak u pana Sterlinga, otaczała go aura potęgi i tajemnicy.
— Nie — wykrztusiłam, a mój głos brzmiał chrapliwie. — Właściwie to tak. Muszę znaleźć kamerdynera.
Idealnie przystrzyżona brew uniosła się pytająco. — Sebastiana? Po co ci on?
Zwalczyłam chęć jęknięcia i potrząśnięcia nim. Nawet jeśli wyglądał nieprawdopodobnie idealnie, to nie wystarczyło, by ugasić mój gniew. Wciąż potrzebowałam wody i samotności.
— Możemy pominąć pytania? Potrzebuję Sebastiana, żeby pokazał mi mój pokój.
Przyglądał mi się uważnie. — Ach — wykrzyknął nagle, jakby coś go tknęło. — Serafina. Córka Viviane i nowy nabytek w rodzinie. Miło cię w końcu poznać, młodsza siostrzyczko.
— Słucham? — zapytałam, a złość była wyraźnie słyszalna w moim głosie. — Kim ty, do cholery, jesteś, żeby nazywać mnie siostrą?
Wyprostował się, rozprostował ramiona i w tej chwili uświadomiłam sobie, jak jest wysoki. Nie należałam do niskich osób, ale teraz czułam się mała.
— Archer Sterling — przedstawił się, kłaniając lekko.
Wpatrywałam się w niego z marsową miną. — Sterling… — zmierzyłam go wzrokiem. Od niebieskich oczu po łagodny wygląd. Jedyną rzeczą, którą miał wspólną z tamtym mężczyzną, była ta aura.
— Jestem najmłodszym synem Alarica — wyjaśnił, widząc pytanie na mojej twarzy.
Po prostu skinęłam głową. — Możesz mi wskazać, gdzie znajdę Sebastiana?
Archer skrzyżował ramiona, opierając się biodrem o ścianę. — Nawet żadnego „miło cię poznać, starszy braciszku”?
— Nie. Jesteś. Moim. Bratem — warknęłam i właśnie zamierzałam go minąć, gdy chwycił mnie za rękę, szybciej niż zdążyłam mrugnąć, przygwoździł do ściany i przycisnął swoje ciało do mojego.
— Jesteś nieuprzejma — mruknął, nachylając się i przyciskając nos do mojej szyi. Wziął głęboki wdech, a potem zadrżał, wydając z siebie głęboki jęk. — Boże, twój zapach…
Szamotałam się, czując obrzydzenie i — wbrew sobie — podniecenie. Jego ciało było twarde. Gorące. Gorętsze niż powinno być u człowieka. I, bez cienia wątpliwości, pewna konkretna część niego twardniała.
— Puszczaj, Archer — mruknęłam, walcząc o uwolnienie się mimo wilgoci, którą czułam między nogami.
Odsunął się od mojej szyi i spojrzał na mnie. Westchnęłam, moje oczy rozszerzyły się, a usta rozchyliły, gdy zobaczyłam jego oczy. One… świeciły. Nie jaskrawo, ale bił od nich słaby blask — na tyle silny, by jednak wydawały się niezaprzeczalnie ludzkie.
— Powtórz to.
— Puść… mnie — wykrztusiłam cichym głosem.
Pokręcił głową, a włosy zasłoniły mu oczy. Zanim zdążyłam pomyśleć, moja ręka sama sięgnęła, by odgarnąć mu pasma z czoła, ponownie odsłaniając jego spojrzenie.
— Nie to, Serafino — powiedział chrapliwie. — Moje imię… powiedz je.
Słowa same wymknęły się z moich ust. — Archer…
Jęknął, znów wtulając nos w moją szyję i głęboko wciągając powietrze. Im mocniej wdychał, tym bardziej twardniał, aż poczułam jego pełną erekcję przyciśniętą do mojego brzucha.
— Serafino — wychrypiał, ocierając się o mnie. — Twój zapach doprowadza mnie do szaleństwa.
Jedna z jego dłoni wsunęła się w moje spodnie i to przywróciło mi zmysły. Położyłam rękę na jego piersi i pchnęłam. Zaskoczony, zatoczył się do tyłu, a jego oczy były mętne i wciąż świeciły — bardziej niż wcześniej.
— Ty… ty psie — wyplułam, ciężko oddychając, z płonącą twarzą.
Ten absolutny drań miał czelność się uśmiechnąć. — Blisko, ale jestem znacznie gorszy.
Odwróciłam się od niego, czując zawroty głowy i brak tchu, i po prostu odeszłam. Nie wiedziałam, dokąd zmierzam, chciałam tylko być jak najdalej od niego.
Co to, do cholery, było? Nigdy wcześniej nie straciłam nad sobą kontroli. Zawsze panowałam nad emocjami. Jedyną osobą, której udawało się sprawić, że pękałam, była moja mama. Ale nawet to zdarzało się rzadko.
Gdy ruszyłam w stronę schodów, pojawił się ktoś inny, więc przystanęłam. Stał u szczytu schodów, ubrany w luksusowy trzyczęściowy garnitur, z nienagannie ułożonymi włosami.
Nie musiałam być ekspertem, by wiedzieć, że to kolejny Sterling. Wszystko w nim o tym krzyczało, ale widać to było też w jego niebieskich oczach. Tych samych, które miały ten nienaturalny wyraz.
I te oczy utkwione były w czymś za moimi plecami. Obejrzałam się i zobaczyłam Archera, który toczył pojedynek na spojrzenia ze swoim bratem. Wcześniejszy wyraz twarzy zniknął, teraz biła od niego czysta pewność siebie.
Odwróciłam wzrok, czując na sobie czyjeś spojrzenie, i znów spojrzałam na schody. Oczy nowoprzybyłego spoczywały teraz na mnie. Walczyłam ze sobą, by nie zacząć wiercić się pod tym wzrokiem.
W przeciwieństwie do swojego brata, ten mężczyzna nie miał w sobie ani śladu chłopięcego uroku. Wszystko w nim mówiło, że jest typem człowieka, który bez mrugnięcia okiem zmiażdżyłby mnie swoimi wypolerowanymi, designerskimi butami.
— Panno Thorne — odezwał się jako pierwsza osoba w tym domu, która zwróciła się do mnie nazwiskiem. — Jestem Killian Sterling. Skoro Sebastian jest zajęty, ja pokażę pani pokój.
Odwrócił się i ruszył po schodach, nie oglądając się, by sprawdzić, czy idę za nim. Spojrzałam za siebie, ale Archer już tam nie stał.
Szłam za Killianem po schodach i przez długi korytarz, trzymając się za jego plecami. Ani razu nie spojrzał za siebie. Nawet nie zwolnił kroku. Po prostu szedł przed siebie, aż w końcu zatrzymał się na samym końcu i otworzył drzwi.
W końcu go dogoniłam i weszłam do środka, podczas gdy on wciąż trzymał otwarte drzwi.
— To będzie twój pokój, na razie — poinformował mnie chłodnym głosem, jakby omawiał sprawy biznesowe.
Odwróciłam się do niego z uniesioną brwią. — Na razie?
Skinął głową, nie wyjaśniając, co ma na myśli. — Zostawię cię zatem. — Zamierzał zamknąć drzwi, ale zawahał się, spoglądając na mnie. — Zawsze zamykaj drzwi na klucz.
Drzwi kliknęły cicho, gdy je zamknął, a ja stałam nieruchomo przez długi czas, gapiąc się w miejsce, w którym przed chwilą był.
— Świry — mruknęłam, ruszając w stronę łazienki.
Nie minął tu nawet dzień, a już wiedziałam, że ci ludzie nie są normalni. Już chciałam stąd uciekać.
















