Ten ryk nie był tylko dźwiękiem – to była wibracja, potężna siła, jakby żywa istota, która rozdzierała powietrze i przetaczała się przez moje kości. Był głębszy niż grzmot, ostrzejszy niż warkot lwa, a jednak w tym niewyobrażalnym cierpieniu kryło się coś ludzkiego.
Ściany zadrżały, a z sufitu posypał się pył. Moje kości dygotały, a serce zacisnęło się, jakby próbowało uciec z mojej piersi.
Stalow
















