– Archer! – załkałam, rzucając się naprzód. Złapał mnie, opadając na kolana z moją osobą w ramionach. – O, Boże! Archer!
– Moja Sera – wyszeptał, raz za razem całując mnie we włosy; jego głos drżał. – Moja słodka Sera.
Szlochałam w jego ramionach, z twarzą ukrytą w jego klatce piersiowej, a moje ciało dygotało, gdy powtarzałam: – Archer!
Był tu, trzymał mnie w ramionach w swojej ludzkiej postaci,
















