W ciąży z braćmi Alfa

W ciąży z braćmi Alfa

Autor: Sloane Valentine

Rozdział 2 Wyssał światło z twojego łona
Autor: Sloane Valentine
5 cze 2026
Po spojrzeniu matki już wiedziałam, kto wszedł do pokoju, a gdy jej rysy nagle złagodniały i przybrały potulny wyraz, nie było już żadnych wątpliwości. — Och, witaj, kochanie! — zawołała z entuzjazmem, z szerokim, sztucznym uśmiechem na twarzy, mijając mnie i stając u boku męża. — Nie wiedziałam, że będziesz w domu tak wcześnie. Odwróciłam się powoli, by stawić im czoła, a moje oczy lekko się rozszerzyły, gdy zobaczyłam stojącego przed nami mężczyznę. Był wysoki, miał chyba ze sto dziewięćdziesiąt centymetrów wzrostu, był barczysty i przystojny, a w jego czarnych włosach pojawiały się srebrne pasma. Muszę przyznać, że mama tym razem trafiła na żyłę złota. — Dzień dobry panu — powiedziałam, nie siląc się na uprzejmy wyraz twarzy ani nie wkładając w głos żadnych emocji. Po prostu patrzyłam na niego beznamiętnie, ignorując ostrzegawcze spojrzenie matki. — Jesteś Serafina — zauważył. To było stwierdzenie, nie pytanie, ale i tak skinęłam głową. Jego wzrok spoczął na moim policzku, ale nie skomentował siniaka, tylko znów spojrzał mi w oczy. — Nie było cię na ślubie. — Miałam ważniejsze rzeczy do roboty. Uniósł brew. — Rzeczy ważniejsze niż ślub twojej matki? — Tak, proszę pana. To musiała być moja wyobraźnia albo gra świateł, ale jego usta drgnęły lekko, jakby chciał się uśmiechnąć, lecz w ostatniej chwili zrezygnował. Odsunął dłoń mojej matki, jakby mu przeszkadzała, i podszedł do mnie pewnym, długim krokiem. Biła od niego… aura. To było coś więcej niż dominacja; to była czysta potęga. A jego oczy… było w nich coś niespokojnego, i nie chodziło tylko o sposób, w jaki mi się przyglądał, jakby widział mnie na wylot. — Na pewno wiesz, kim jestem — powiedział, stając krok ode mnie. Pokręciłam głową. — Przepraszam, panie Sterling, ale nie wiem. Tym razem naprawdę się uśmiechnął. Ledwie zauważalne uniesienie górnej wargi, ale jednak uśmiech. — Jesteś osobliwa, Serafino — mruknął z rozbawieniem w głosie. Następnie wyciągnął ku mnie dłoń w rękawiczce. — Alaric Sterling. Położyłam dłoń na jego dłoni, a on uścisnął ją mocno, jakby witał się z partnerem biznesowym. — Serafina Thorne. — Kamerdyner wskaże ci jeden z najlepszych pokoi w Sterling Hall. Czuj się jak u siebie. Odpocznij, a jeśli będziesz mnie potrzebować, wystarczy jeden telefon. Jesteśmy teraz rodziną, Serafino. Powoli uniosłam brew. — Czy aby na pewno, panie Sterling? Jego oczy błysnęły. Tym razem to nie była moja wyobraźnia ani gra świateł — jego oczy błysnęły złotem, na ułamek sekundy. Odwrócił się przez ramię do mojej matki, a uśmiech powrócił na jego twarz. — Nie mówiłaś mi, że twoja córka jest taka bystra, moja droga. Mama zaśmiała się, a dźwięk ten był wysoki i fałszywy. — Och, jest. Jest bardzo bystra. Spojrzał na mnie ponownie, zabierając rękę. — Do zobaczenia później, Serafino. Miło było cię poznać. Jestem pewien, że moi chłopcy cię polubią. Patrzyłam na jego plecy, gdy podszedł do mojej matki, nachylił się i ucałował ją w czoło, zanim opuścił pokój. Matka odwróciła się do mnie z uśmiechem, otwierając usta, ale ubiegłam ją. — Kim on jest? Jej uśmiech się poszerzył. — Jest bogaty, Serafino. Obrzydliwie bogaty. — Nie o to pytałam. Kim on, do kurwy nędzy, jest? — Uważaj na język — syknęła, a uśmiech natychmiast zniknął z jej twarzy. — Nie chrzań mi teraz o języku — warknęłam, szczerząc do niej zęby. — Czy ty w ogóle cokolwiek o nim wiesz? Czym się zajmuje? Jakim jest człowiekiem? Czy po prostu zobaczyłaś go i jego wielki samochód i od razu zaczęłaś się ślinić? Podeszła do mnie, jej obcasy stukały o marmurową podłogę, a drżący palec wycelowała w moją stronę. — Jestem twoją matką, Serafino, i nie będę tolerować tego tonu ani takiego słownictwa. Jestem twoją matką i będziesz— — To zacznij się tak zachowywać! — przerwałam jej, a moja pierś falowała gwałtownie. Znajome, gorące uczucie wściekłości zacisnęło pięść na moim gardle, utrudniając oddychanie. — Kiedy ty kiedykolwiek byłaś dla mnie matką? Co?! Kiedy, Viviane?! „Jestem twoją matką. Jestem twoją matką”, ale ani razu nie okazałaś mi matczynej miłości. Nigdy mnie nie przytuliłaś ani nie śmiałaś się ze mną tak, jak inne matki robią to ze swoimi dziećmi. Wszystko, co od ciebie dostałam, to nienawiść i gniew, a ty wciąż śmiesz nazywać się moją matką! Wściekłość była jak drugie serce w mojej piersi, bijące z ogromną siłą, sprawiając, że cała drżałam. Moja matka gapiła się na mnie z szeroko otwartymi oczami i rozchylonymi ustami. Zrobiła powolny krok w moją stronę, jej nogi drżały, ale wciąż udawało jej się stać prosto. — Chcesz coś wiedzieć, Serafino? — zapytała szeptem, ledwie słyszalnym. — Kiedyś byłam dzika i wolna. Byłam bardzo piękna, ale potem w moim życiu pojawił się twój ojciec, ten… drań, i podciął mi skrzydła. A potem urodziłaś się ty i zabrałaś mi światło. Odkąd oboje pojawiliście się w moim życiu, moje dni wypełniły ciemność i trudy. — Czy ty w ogóle siebie słyszysz? — zapytałam, a mój głos się załamał. — Jakim cudem to niby moja wina? Jasne, możesz obwiniać tatę, bo wiedział, co robi, ale mnie? To ty sprowadziłaś mnie na ten świat! Ty dokonałaś tego wyboru! I pierwszą emocją, jaką mi okazałaś, była nienawiść. Nawet nie dałaś mi szansy, nie podjęłaś próby pokochania mnie. Mówisz, że zabrałam ci światło, ale ja od początku nie miałam w sobie żadnego światła. Twoja wściekłość i nienawiść wyssały je ze mnie jeszcze w łonie. Zrobiłam krok ku niej, a ona po prostu stała nieruchomo, patrząc na mnie beznamiętnie. Myślę, że to po niej odziedziczyłam ten brak wyrazu, bo w tej chwili wyglądałyśmy tak podobnie, jakbym patrzyła w lustro. Może byłyśmy do siebie bardziej podobne, niż myślałam. — Chcę, żebyś cierpiała, mamo. Naprawdę cierpiała. Bo nigdy nie powinnaś była mnie rodzić, jeśli to wszystko, co miałam dostać. Wypadłam obok niej, a całe moje ciało pulsowało bólem. Przez ostatnie dwadzieścia dwa lata mojego nędznego życia nigdy nie wypowiedziałam tych słów na głos. Zaciskały się na moim gardle, ale nigdy nie uległam pokusie, by je wykrzyczeć. Ale wygląda na to, że miarka się przebrała. Nie wiedziałam, dokąd idę, bo ta rezydencja była dla mnie nowa i przypominała labirynt, ale po prostu szłam przed siebie. Potrzebowałam wody, by ugasić pożar, który we mnie szalał. Byłam tak pogrążona w myślach i wściekłości, że nie patrzyłam, dokąd idę. Gdy skręcałam za róg, nieświadoma otoczenia, zderzyłam się z czymś twardym. — Cholera — zaklęłam, pocierając czoło. Coś poruszyło się przede mną i zanim zdążyłam podnieść wzrok, chłodny głos przeciągnął: — No proszę, cóż my tu mamy?

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki