W przededniu najbardziej wyczekiwanego ślubu w imperium Sterlingów, Seraphina Sterling, idealna dziedziczka, zostaje wciągnięta w pułapkę neonowych świateł i zdrady. Jedna noc buntu z mrocznym nieznajomym o imieniu Gideon obraca jej świat w ruinę. Gdy jej narzeczony, Alaric, odkrywa zdradę, nie tylko odwołuje ślub – porzuca ją dla jej przebiegłej przyrodniej siostry, Genevieve. Teraz, pozbawiona dziedzictwa i napiętnowana skandalem, Seraphina odkrywa najbardziej szokującą konsekwencję nocy namiętności: jest w ciąży. Podczas gdy Alaric i Genevieve obnoszą się ze swoimi nowymi zaręczynami, Seraphina musi odnaleźć się w świecie cieni, by chronić swoje nienarodzone dziecko. Ale kim jest Gideon, mężczyzna, który zniknął, zostawiając gotówkę na jej szafce nocnej? W grze o władzę, gdzie każdy przyjaciel jest wrogiem, czy Seraphina zdoła odzyskać swój tron, czy też jej sekrety okażą się jej ostateczną zgubą?

Pierwszy Rozdział

Pierścionek zaręczynowy ciążył na palcu Seraphiny Sterling niczym kajdany, gdy dziewczyna wpatrywała się w raporty kwartalne rozrzucone na biurku. Trzy miliardy w przejęciach. Dwadzieścia tysięcy miejsc pracy. I dziedzictwo jej ojca, śledzące każdy jej ruch. Liczby zatarły się, gdy jej wzrok powędrował w stronę zegara: była 23:47. Za mniej niż dwadzieścia cztery godziny będzie szła do ołtarza, by poślubić Alarica. Gdyby tylko matka mogła ją teraz zobaczyć. Ciche pukanie przerwało spiralę jej myśli. „Znowu ślęczysz po nocach?” Seraphina podniosła wzrok i zobaczyła Tinsley opartą o fustrynę drzwi gabinetu, z markowymi szpilkami zwisającymi z wypielęgnowanych palców. Jej najlepsza przyjaciółka z czasów szkoły z internatem uśmiechała się w sposób, który zazwyczaj zwiastował kłopoty. „Niektórzy z nas faktycznie muszą pracować na swój spadek” – odpowiedziała Seraphina, choć jej usta wygięły się w uśmiechu. Zawsze trudno było jej zachować równowagę między zarządzaniem potężnym imperium rodziny a próbami prowadzenia choćby namiastki normalnego życia. Urodzenie się w uprzywilejowanej rodzinie wcale nie sprawiało, że ciężar odpowiedzialności stawał się lżejszy. „A niektórzy z nas” – Tinsley weszła pewnym krokiem do gabinetu – „wiedzą, kiedy należy zamknąć laptopa i świętować ostatnią noc wolności”. Usiadła na biurku Seraphiny, bez cienia zawahania zrzucając stos dokumentów na podłogę. „Daj spokój, nie możesz spędzić swojej ostatniej panieńskiej nocy zakopana w dokumentach dotyczących fuzji”. „Muszę to skończyć przed—” „Zanim zmienisz się w przykładną żonę korporacyjną?” – idealnie wyregulowana brew Tinsley wygięła się w rozbawieniu. „Właśnie dlatego musimy wyjść. Ostatnia przygoda, zanim zostaniesz panią Alaricową Vane”. Telefon Seraphiny zawibrował, na chwilę przyciągając jej uwagę. Na ekranie mignęła wiadomość od jej przyrodniej siostry, Genevieve: „Nie zapomnij o jutrzejszym brunchu ślubnym. Tatuś liczy na to, że oczarujesz żony członków zarządu”. „Widzisz?” – Tinsley wyrwała jej telefon z ręki, a w jej oczach pojawił się psotny blask. „Nawet twoja zła przyrodnia siostra się zgadza. No, może nie do końca, ale wiesz, co mam na myśli”. Jej palce szybko poruszały się po ekranie, odpisując, zanim Seraphina zdążyła zaprotestować. „Co ty robisz?” „Po prostu upewniam się, że jutro się pojawisz – wypoczęta i gotowa do roli idealnej dziedziczki” – odpowiedziała Tinsley z mrugnięciem oka. „Chociaż nie obiecuję tego wypoczęcia, jeśli pozwolisz, że zabiorę cię do tego niesamowitego nowego klubu w centrum”. Odpowiedzialna wersja Seraphiny podpowiadała: „nie”. Miała w pamięci wykłady ojca na temat wizerunku i reputacji, wyryte w jej umyśle od dzieciństwa. Jutro nie było tylko dniem jej ślubu – to była fuzja dynastii, starannie wyreżyserowane przedsięwzięcie biznesowe owinięte w białe koronki i róże. Jednak coś w niej pękało, niczym nitka naciągnięta zbyt mocno i zbyt długo. Nagły, ostry przypływ buntu ogarnął ją, gdy spojrzała na stos lśniących papierów czekających na jej uwagę. „Jeden drink” – powiedziała, wstając i wygładzając ołówkową spódnicę. „Mówię poważnie, Tinsley. Tylko jeden”. Uśmiech Tinsley rozszerzył się triumfalnie. „Oczywiście, kochanie. Tylko jeden”. Gdy wsiadły do windy, Seraphina nie zauważyła, jak palce Tinsley znów tańczą po ekranie telefonu, ani tego, że uśmiech jej przyjaciółki nie sięgał oczu. *** Klub był dokładnie takim miejscem, którego jej ojciec by nienawidził – pełen pulsujących świateł i basu, który dudnił w podeszwach jej butów i wibrował w piersi. Neony odbijały się od lustrzanych ścian, a w zadymionym powietrzu unosił się zapach drogich perfum i papierosów. Tinsley poprowadziła ją prosto do sekcji VIP, gdzie w lodzie czekała już butelka szampana. „Za pannę młodą!” – ogłosiła Tinsley, napełniając kieliszki z fasonem. „I za wolność”. Coś w jej tonie sprawiło, że Seraphina zawahała się, a te słowa utkwiły jej z tyłu głowy. Wolność? Tinsley mówiła tak, jakby małżeństwo było wyrokiem więzienia, utratą autonomii. Zanim jednak zdążyła w pełni przetworzyć tę myśl, Tinsley wcisnęła jej kieliszek w dłoń, nakłaniając do toastu. Seraphina pozwoliła sobie na chwilę zapomnienia, czując, jak chłodne bąbelki łaskoczą ją w nos, i odsunęła od siebie gryzące przeczucie, że coś jest nie tak. „Widzisz?” – powiedziała Tinsley, trącając swoim kieliszkiem o kieliszek Seraphiny z olśniewającym uśmiechem. „Czy to nie jest o niebo lepsze od analizowania marż zysku i użerania się ze sztywnymi członkami zarządu?” Seraphina uśmiechnęła się blado, choć jej myśli były mile stąd. Alaric. Jutro. Zarząd. Potrząsnęła głową, próbując zagłuszyć ten hałas. Tylko jedna noc, przypomniała sobie. Wtedy jednak, po drugiej stronie zatłoczonego parkietu, zobaczyła go. Stał przy barze – wysoki, o szerokich ramionach, z aurą, która przyciągała uwagę bez najmniejszego wysiłku. Miał włosy w nieładzie, tym starannie wypracowanym, a jego oczy... Było w nich coś – ciemnego, mrocznego, niemal udręczonego – co poruszyło jakąś głęboko ukrytą strunę w jej wnętrzu. Ich spojrzenia spotkały się na krótką chwilę, ale to wystarczyło, by dziwny dreszcz przebiegł jej po plecach. „Kto to jest?” – zapytała, nie mogąc oderwać wzroku od nieznajomego. Tinsley podążyła za jej wzrokiem i uśmiechnęła się, ale tym razem był to uśmiech ostry, drapieżny. „To, kochanie, są kłopoty”. Kłopoty. To słowo odbiło się echem w umyśle Seraphiny, ale o dziwo jej nie przestraszyło. Nie dziś. Tej nocy czuła się niebezpiecznie żywa i po raz pierwszy od miesięcy poczuła w sobie coś innego niż tylko poczucie obowiązku czy odpowiedzialność. Zanim Seraphina zdążyła o cokolwiek dopytać, Tinsley wcisnęła jej w dłoń kolejny kieliszek. „Pij, mała. Dziś zapominasz o jutrze”. Gdy bąbelki zapulsowały na jej ustach, Seraphina poczuła, jak silne napięcie w jej klatce piersiowej zaczyna puszczać i po raz pierwszy tej nocy pozwoliła sobie zatopić się w chwili. Muzyka pulsowała, światła migotały, a świat poza klubem przestał istnieć. Nie zauważyła subtelnych ruchów Tinsley, gdy jej przyjaciółka wrzuciła coś do jej kolejnego drinka. Nie widziała też, jak Tinsley zerka na telefon, szybko pisząc wiadomość: „Połknęła haczyk. Wyślij Alarica za godzinę”. *** Klub tętnił energią, ale myśli Seraphiny wciąż powracały do mężczyzny przy barze. Sposób, w jaki na nią patrzył – jakby potrafił przejrzeć jej fasadę, przebić się przez starannie skonstruowane życie, które zbudowała wokół rodzinnego imperium. Potrząsnęła głową, próbując odpędzić to niepokojące uczucie, ale drink w jej dłoni sprawiał, że wszystko stawało się rozmyte i łagodniejsze. „Muszę zaczerpnąć powietrza” – wymamrotała Seraphina, czując, że pokój lekko wiruje. Tinsley odprawiła ją śmiechem. „Idź, ja tu będę”.

Odkryj więcej niesamowitych treści