Złamane przysięgi: Ukryty dziedzic miliardera

Złamane przysięgi: Ukryty dziedzic miliardera

Autor: Joanna's Diary

Rozdział drugi: Upadek
Autor: Joanna's Diary
24 cze 2026
Dudniacy bas przenikał kości Seraphiny, gdy przeciskała się przez słabo oświetlony klub, z umysłem zamglonym od szampana i niepewności. Migotanie neonów i gorąco bijące od zatłoczonego parkietu sprawiały, że czuła się jednocześnie oderwana od rzeczywistości i całkowicie przez nią pochłonięta. Nie powinno jej tu być — zwłaszcza tej nocy, w wigilię ślubu — a jednak była. Zauważyła go przy barze. Jego wzrok spoczywał na niej od chwili, gdy tylko weszła. Ciemne oczy, ostre rysy szczęki, nienagannie skrojony garnitur — wyglądał na kogoś, kto tu nie pasuje, zupełnie jak ona sama. A jednak stał tam z whisky w dłoni, z aurą nonszalancji otaczającą go niczym płaszcz. „Kolejny szampan dla przyszłej panny młodej?” — zapytał, a jego głos przebił się przez hałas. Jego ton nie był kpiący, lecz pobrzmiewało w nim coś na kształt zrozumienia, jakby dostrzegał w niej więcej, niż chciała wyjawić. Ręka Seraphiny odruchowo powędrowała ku pierścionkowi zaręczynowemu, przypomnieniu o wszystkim, czym miała być. „Skąd pan—?” „Ma pani ten wyraz twarzy”. Upił łyk drinka, ani na chwilę nie spuszczając z niej wzroku. „Jakby stała pani na krawędzi czegoś wielkiego i nie była pewna, czy skoczyć na głęboką wodę, czy odejść”. Jego słowa wywołały u niej dreszcz, będąc niepokojącym echem jej własnych myśli. Otworzyła usta, by zaprzeczyć, ale prawda była taka, że nie potrafiła. Na papierze Alaric był ideałem — człowiekiem sukcesu, przystojnym, stabilnym. A jednak, nawet teraz, wszystko to wydawało się puste. „Nie uciekam” — mruknęła, niemal do siebie, ale on to usłyszał. „Więc dlaczego tu pani jest?” Uniósł brew. „Taka noc tuż przed ślubem. To raczej nie brzmi jak zachowanie kogoś pewnego swoich wyborów”. Poczuła ucisk w piersi. Nie miał prawa jej oceniać, a jednak miał rację. Bąbelki szampana w jej krwi sprawiały, że czuła się lekka, ale i krucha, niczym szkło czekające na roztrzaskanie. „Jestem Gideon” — powiedział, nie oferując dalszych wyjaśnień. „Seraphina”. Nie wiedziała, dlaczego to wyznała, ale gdy jej imię padło, poczuła się jakoś lżej, mniej obciążona. „Miło cię poznać, Seraphino”. Jego usta wygięły się w półuśmiechu, który nie dotarł do oczu. „Cóż, chyba nie jestem odpowiednią osobą do oceniania. Prawdopodobnie jestem tu z tego samego powodu co ty”. Wypił resztę whisky jednym haustem. „Z jakiego powodu?” — zapytała Seraphina, opierając się o bar, jakby ten mógł być dla niej oparciem. „Z powodu złamanego serca”. Jego głos był cichy, ledwie słyszalny nad muzyką, ale wyczuła w nim ogromny ciężar. „Przyłapałem moją dziewczynę, z którą byłem trzy lata, z innym mężczyzną. Dzisiaj”. Sophia zamrugała, a te słowa uderzyły w nią mocniej, niż się spodziewała. „Ja... przykro mi”. Wzruszył ramionami, ale ten ruch był sztywny, pełen bólu. „Nie powinno. Chyba byłem po prostu ślepy na to, co działo się pod moim nosem”. Jego wzrok spoczął na jej pierścionku zaręczynowym. „Zresztą, nie ja jeden jestem ślepy, prawda?” Pokój lekko zawirował, co było efektem nadmiaru szampana i szalejącej burzy emocji. Powinna poczuć się urażona jego sugestią, ale zamiast tego poczuła się tak, jakby otwierały się przed nią drzwi, przez które nie była pewna, czy chce przejść. „Zatańcz ze mną” — wypaliła, zanim zdążyła się powstrzymać. Gideon spojrzał na nią, jakby nie do końca wierzył w to, co usłyszał. „To chyba nie jest dobry pomysł”. „Może” — przyznała, czując przypływ śmiałości pod wpływem przygaszonych świateł klubu i lekkiego szumu w żyłach. „Ale może to jest dokładnie to, czego oboje potrzebujemy”. Wahał się przez chwilę, po czym dopił resztę trunku. „Dobrze” — powiedział w końcu, a jego głos był szorstki, lecz nie nieuprzejmy. „Jeden taniec”. Weszli na zatłoczony parkiet, muzyka pulsowała wokół nich, przyciągając ich ku sobie. Dłonie Gideona spoczęły na jej talii, stabilizując ją, gdy zaczęli się kołysać. Sophia oparła się o niego, jej ciało poruszało się w rytm muzyki, a umysł po raz pierwszy od miesięcy był błogo otępiały. Ciężar świata, jej nadchodzącego małżeństwa, wszelkich oczekiwań i obowiązków zdawał się odpływać. „Czy on daje ci szczęście?” — głos Gideona był ledwie szeptem, jego ciepły oddech musnął jej ucho. Pytanie zawisło między nimi niczym gęsta chmura. Alaric miał sens. Sprawiał, że jej życie było łatwiejsze, płynniejsze, niczym element układanki pasujący dokładnie tam, gdzie powinien. Ale czy dawał jej szczęście? „Nie wiem” — odszepnęła, a to przyznanie się do winy było jednocześnie zdradą i wyzwoleniem. Gideon odsunął się nieco, szukając czegoś w jej twarzy. „Powinnaś to wiedzieć”. Zanim zdążyła odpowiedzieć, świat gwałtownie się przechylił. Krążący w jej organizmie alkohol sprawił, że wszystko zaczęło wirować, a ona się potknęła. Ramiona Gideona zacisnęły się wokół niej. „Wszystko w porządku?” — zapytał z autentyczną troską w oczach. „Muszę tylko zaczerpnąć powietrza” — wybełkotała, próbując odzyskać równowagę. Migoczące światła i głośna muzyka stały się zbyt przytłaczające dla jej zmysłów. Gideon nie wahał się ani chwili i poprowadził ją ku wyjściu. Na zewnątrz chłodne nocne powietrze musnęło jej skórę, ale w niewielkim stopniu rozproszyło mgłę w jej głowie. Próbowała wziąć głęboki oddech, lecz nawet to wydawało się zbyt trudne. „Coś jest nie tak” — wymamrotała, ciężko się o niego opierając. „Nie wypiłam aż tyle...” „Pozwól, że wezwę taksówkę” — powiedział Gideon z wyraźnym niepokojem. Jednak gdy sięgnął po telefon, nogi Sophii ugięły się pod nią. Złapał ją, zanim uderzyła o ziemię, tuląc ją do piersi. „Nie mogę do domu” — bełkotała. „Nie mogą zobaczyć...” „Dobrze, już dobrze”. Głos Gideona zdawał się dobiegać z oddali. „Mam niedaleko pokój w hotelu. Możesz tam odpocząć, aż poczujesz się lepiej”. Przez mgłę Sophia poczuła, że jest wnoszona do samochodu. Światła miasta rozmywały się za oknem, gdy jej głowa opadła na ramię Gideona. Gdzieś w głębi wiedziała, że powinna się bać. Zamiast tego czuła się bezpiecznie w ramionach tego nieznajomego, bezpieczniej niż od lat. Pokój hotelowy był luksusowy, urządzony w kremach i złocie. Gideon położył ją delikatnie na łóżku i natychmiast się odsunął. „Zajmę kanapę. Po prostu odpocznij”. „Zostań”. Sophia sięgnęła po jego rękę, podczas gdy pokój wirował wokół niej. „Proszę. Nie chcę być dzisiaj sama”. Wahał się przez długą chwilę, a w jego spojrzeniu malował się wewnętrzny konflikt. „Sophio, nie powinniśmy...” Ale ona przyciągnęła go do pocałunku, a jej potrzeba pocieszenia i ucieczki wzięła górę nad zdrowym rozsądkiem. Usta Gideona spotkały jej — początkowo niepewnie, a potem z rosnącą intensywnością, jakby on również tonął, a ona była jego ostatnią deską ratunku.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział drugi: Upadek – Złamane przysięgi: Ukryty dziedzic miliardera | Czytaj powieści online na beletrystyka