Gideon poruszał się po cichym domu, trzymając w dłoni parującą kawę i planując w myślach swój dzień. Nie zdążył wziąć ani jednego łyku, gdy poranny spokój przeciął dźwięczny głos, sprawiając, że zamarł w pół kroku.
– Gideonie! – Głos jego matki, Lydii, ciepły, lecz stanowczy, poniósł się echem po holu. Dźwięk jej markowych szpilek stukających o marmurową podłogę obwieścił jej obecność, zanim zdąży
















