Seraphina obudziła się z poczuciem, że głowa rozsadza jej niemiłosierny ból, a w ustach ma sucho jak na pustyni. Zamrugała, rażona ostrym światłem dziennym wpadającym przez obce zasłony. Jęcząc cicho, zmusiła się do otwarcia oczu, próbując poskładać w całość fragmenty minionej nocy. W jej pamięci tańczyły urwane przebłyski śmiechu, ryczącej muzyki i wirujących świateł. Pamiętała Tinsley trzymającą ją pod ramię, gdy piły kieliszek za kieliszkiem, i piekący żar alkoholu spływający do gardła. Żołądek podszedł jej do gardła, gdy wszystko zaczęło do niej wracać – hamulce puszczające pod wpływem procentów, a potem on.
Gideon.
Seraphina zacisnęła powieki, jak gdyby mogło to powstrzymać wspomnienia. Intensywne spojrzenie nieznajomego, sposób, w jaki zmaterializował się u jej boku, oferując kolejne drinki. Czuła się wtedy lekkomyślna, dzika, jakby mogła uciec od ograniczeń swojej idealnie zaplanowanej przyszłości, choćby na jedną noc. Ale teraz brutalna rzeczywistość była nie do zniesienia. Powoli obróciła głowę w stronę drugiej połowy łóżka.
Pusta. Pościel była zimna.
Serce jej zamarło, a w żyłach wezbrała panika. Usiadła gwałtownie, orientując się, że pod prześcieradłem jest naga. Na myśl o własnej bezbronności poczuła mdłości, a skóra niemal ją parzyła. – O Boże... co ja zrobiłam? – wyszeptała, a jej głos był ledwie słyszalny przy głośnym łomocie serca w piersi. Wydarzenia nocy były mgliste, ale duszące poczucie winy już zdążyło ją osaczyć.
Widok pogniecionych banknotów na szafce nocnej sprawił, że wykręciło jej żołądek. Tętno przyspieszyło, a w gardle poczuła żółć; jej umysł krzyczał, że coś jest bardzo, ale to bardzo nie tak. Skąd te pieniądze? Czy to był jakiś żart, jakieś chore nieporozumienie? Dzień przed ślubem – ta myśl sprawiła jej fizyczny ból. Zdradziła Alarica, mężczyznę, za którego miała wyjść, mężczyznę, którego kochała. Łzy zapiekły ją pod powiekami, więc pośpiesznie je otarła.
Nie mogła tu zostać. Ani sekundy dłużej.
W panice wciągnęła ubranie, a jej dłonie drżały podczas ubierania się. Wybiegła do drzwi, ledwie zatrzymując wzrok na nędznym pokoju hotelowym. Ostre światło dnia na zewnątrz było niemal nie do zniesienia, gdy wyszła w świat, który teraz wydawał się obcy i bezlitosny. Zauważyła kobietę pchającą wózek z przyborami do sprzątania; ich spojrzenia spotkały się na krótką, krępującą chwilę.
– Wszystko w porządku, panienko? – zapytała kobieta.
Seraphina skinęła głową, bo rosnąca w gardle gula uniemożliwiała jej odpowiedź. Przemknęła obok sprzątaczki na drżących nogach, idąc w dół ulicy i desperacko pragnąc zostawić ten koszmar za sobą.
Ale wstyd przylgnął do niej niczym druga skóra. Seraphina skręciła w pobliską alejkę, nie mogąc dłużej powstrzymywać mdłości. Zgięła się wpół, dławiąc się, a jej szloch mieszał się z gorzkim smakiem żółci. Łzy spływały jej po twarzy, każda z nich była świadectwem głębi jej żalu. Jak mogła do tego dopuścić?
Co ja narobiłam?
Jej umysł był wirem paniki, winy i nienawiści do samej siebie. Pomyślała o Alaricu – o jego ciepłym uśmiechu, o tym, jak na nią patrzył z taką miłością, jakby była jedyną osobą na świecie, która ma znaczenie. Jak mogła teraz spojrzeć mu w twarz? Jak miała mu powiedzieć o tym gigantycznym błędzie, który popełniła?
Nie. Nie mogła. Alaric nigdy nie może się dowiedzieć.
Sama myśl o wyznaniu prawdy sprawiła, że znów zrobiło jej się niedobrze. Nie mogła go zniszczyć, nie tym. Ich wspólne życie, przyszłość, którą zaplanowali – wszystko wisiało na włosku. Ta jedna noc lekkomyślności, ten jeden błąd mógł zrujnować wszystko. Musiała pogrzebać to głęboko w sobie, zamknąć w miejscu, do którego nawet ona nie miałaby dostępu. Ból i poczucie winy musiały stać się jej prywatnym brzemieniem.
Seraphina wstała chwiejnie, ocierając usta wierzchem dłoni. Poprawiła ubranie i przywołała przejeżdżającą taksówkę, nakazując sobie w duchu, by wzięła się w garść. Gdy samochód odjechał od krawężnika, wpatrywała się w okno, próbując uspokoić szalejącą w niej burzę. Miasto przemykało obok w rozmyciu, ale ona widziała tylko twarz Alarica, miłość, która ich łączyła, i ślub, który miał się odbyć jutro.
– Naprawię to – szepnęła do siebie drżącym głosem. – Naprawię to, a Alaric nigdy nie będzie musiał się dowiedzieć.
Powtarzała to w kółko jak modlitwę, mając nadzieję, że te słowa w jakiś sposób staną się prawdą.
Taksówkarz zerknął na nią w lusterku wstecznym. – Wszystko w porządku, proszę pani?
Seraphina mrugnęła, wyrwana z odrętwienia. – Tak... tak, w porządku – skłamała, ledwie panując nad głosem.
Ale nie było w porządku. Czuła się, jakby jej dusza została skażona, jakby wkradł się w nią mrok, który nieodwracalnie ją zmienił. Dokonała wyboru – jednego strasznego, pijanego wyboru – i teraz musiała żyć z jego konsekwencjami. Ale Alaric nie musiał. Nie mógł.
Myśl o jego miłości do niej, czystej i niezachwianej, sprawiła, że znów ścisnęło ją w dołku. Nie mogła go stracić. Nie straci go.
Seraphina podjęła decyzję, gdy taksówka zbliżała się do jej apartamentowca. Nigdy więcej nie wspomni o tej nocy. Zamknie ją na klucz i będzie udawać, że nigdy się nie wydarzyła. Alaric nigdy się nie dowie, a ich wspólne życie będzie trwało, nieskażone jej błędem. Musiała w to wierzyć.
Gdy taksówka zatrzymała się przed budynkiem, serce Seraphiny znów zaczęło walić. Jej mieszkanie wydawało się fortecą, bezpieczną przystanią z dala od bałaganu, który stworzyła. Podała kierowcy pogniecione banknoty z kieszeni – te same, które zostały w pokoju motelowym. Starała się o tym nie myśleć, ignorując falę wstydu, która ją zalała, gdy taksówka odjechała.
Biorąc głęboki oddech, ruszyła w stronę wejścia, ale serce podeszło jej do gardła, gdy zobaczyła Alarica stojącego przy drzwiach. Miał skrzyżowane ramiona i wyczekujący wyraz twarzy. Jeszcze jej nie zauważył, ale narastające w jej piersi przerażenie było obezwładniające.
Co ja mu powiem?
Myśli galopowały w jej głowie, gdy podchodziła bliżej, czując, że nogi mogą się pod nią ugiąć w każdej chwili. Każdy krok przybliżał ją do konfrontacji, na którą nie była gotowa.
– Gdzieś ty była? – Głos Alarica był spokojny, ale gdy podeszła bliżej, wyczuła w nim nutę głębokiego niepokoju.
















