Słońce zachodziło, gdy Seraphina szła popękanym chodnikiem, jej kroki były powolne, lecz zdecydowane. Czuła na sobie zwykłe znużenie, a jej dłoń instynktownie gładziła brzuch, gdy kierowała się do domu. Delikatne poruszenie pod dłonią sprawiło, że uśmiechnęła się mimo wyczerpania — te małe chwile zdarzały się teraz coraz częściej. Cieszyła się na myśl o spokoju w domu Isabel, gdzie mogła odpocząć,
















