Serce Seraphiny biło niczym dziki werbel w jej piersi, gdy gnała przez lśniące, sterylne korytarze Sterling Consolidated. Zwykle znajome biuro wydawało się teraz obce – każdy róg zdawał się na nią napierać, dusząc ją wspomnieniami o zdradzie. Rytmiczny stukot jej szpilek o marmurową podłogę niosł się złowrogim echem, a każdy krok napędzała wybuchowa mieszanka przerażenia, gniewu i nieugiętej determinacji. Przez tygodnie unikała tej nieuchronnej konfrontacji, ale szepty i plotki stały się ogłuszające. Jej własny ojciec, Arthur Sterling, przygotowywał się do odebrania jej wszystkiego, na co zapracowała, zamierzając oddać stery firmy jej przyrodniej siostrze, Genevieve. Sama myśl o tym sprawiała, że krew w niej wrzała.
Gdy zbliżyła się do ciężkich, mahoniowych drzwi gabinetu Arthura, Eleanor, jego wieloletnia sekretarka, zerwała się zza biurka. – Pani Sterling, nie może pani tak po prostu tam wchodzić! Pani ojciec jest na spotkaniu i...
– Nie teraz, Eleanor – ucięła Seraphina, nawet nie zaszczycając starszej kobiety spojrzeniem. Jej głos był ostry, a uwaga skupiona niczym wiązka lasera. Bez wahania chwyciła mosiężną klamkę i pchnęła drzwi z siłą, która sprawiła, że uderzyły o ścianę, płosząc wszystkich w środku.
Arthur Sterling podniósł wzrok znad biurka, a jego oczy pociemniały na widok córki. Jego szpakowate włosy były idealnie zaczesane do tyłu, a drogi garnitur szyty na miarę leżał nienagannie na szerokich ramionach. Naprzeciwko niego siedziała Genevieve, a jej regularne rysy twarzy wykrzywiał pełen satysfakcji uśmieszek. Uśmieszek ten rozszerzył się, gdy zauważyła poczerwieniałą twarz Seraphiny.
– Seraphino – zamruczała Genevieve głosem ociekającym fałszywą troską. – Naprawdę powinnaś pukać.
Wyraz twarzy Arthura stwardniał. – Co to ma znaczyć? – Jego głos był niskim warknięciem, każde słowo wymierzone jak strzał ostrzegawczy.
Dłonie Seraphiny drżały, ale jej głos pozostał pewny, gdy zignorowała Genevieve i stanęła twarzą w twarz z ojcem. – Właśnie się dowiedziałam, że planujesz odwołać mnie ze stanowiska CEO. Żeby oddać moje miejsce jej. – Splunęła ostatnim słowem, a z jej tonu kapał jad, gdy przeniosła wzrok na Genevieve, której pyszny uśmiech był ostry jak brzytwa.
Oczy Arthura zwęziły się, a powietrze między nimi stało się napięte i gęste, niczym cisza przed burzą. – Genevieve, zostaw nas – nakazał, a jego głos przeciął ciszę jak nóż.
Genevieve zawahała się, a jej rozbawienie zniknęło, gdy zdała sobie sprawę, że rozmowa przybierze mroczny obrót. – Ale tato...
– Już! – warknął Arthur, ani na chwilę nie spuszczając wzroku z Seraphiny.
Z pogardliwym wywróceniem oczu Genevieve podniosła się z krzesła. Mijając Seraphinę, nachyliła się i szepnęła: – Powodzenia, kochana. Przyda ci się.
Nozdrza Seraphiny rozszerzyły się, gdy walczyła z chęcią odcięcia się, ale ugryzła się w język. To nie był właściwy moment. Drzwi zamknęły się cicho za Genevieve, pozostawiając ojca i córkę w ciszy tak ciężkiej, że zdawało się, iż same ściany wstrzymały oddech.
– Śmiesz wpadać do mojego gabinetu w ten sposób? Po tym wszystkim, co zrobiłaś? – zapytał Arthur, podnosząc się powoli z fotela. Jego potężna sylwetka rzucała długi cień na pokój, a głos był ciężki od rozczarowania i pogardy.
Seraphina wyprostowała ramiona, odmawiając wycofania się. – Po tym wszystkim, co ja zrobiłam? A co z tym, co ty zrobiłeś, tato? – Jej głos drżał z wściekłości, a emocje chwiały się na krawędzi. – Przez ostatnie pół roku z sukcesem prowadziłam tę firmę. Zamknęłam największą transakcję w naszej historii. A ty mimo to planujesz oddać to wszystko Genevieve? Ona nigdy na nic w życiu nie zapracowała!
Wyraz twarzy Arthura pociemniał, a jego dłonie zacisnęły się na krawędzi biurka. – Nazywasz to, co zrobiłaś, sukcesem? Jeden błąd – jeden katastrofalny błąd – i własnoręcznie splamiłaś nazwisko Sterling. Upokorzyłaś nas, Seraphino. Upokorzyłaś mnie.
Seraphinie zaparło dech w piersiach. Wiedziała, że ta konfrontacja będzie brutalna, ale jad w głosie ojca i tak uderzył ją głęboko. – Zapłaciłam za ten błąd stokrotnie – powiedziała zachrypniętym z emocji głosem. – Pracowałam ciężej za kulisami niż ktokolwiek inny, by to naprawić. Uratowałam tę firmę znad krawędzi po medialnej burzy. I tak mi się odwdzięczasz? Zastępując mnie nią?
– Ty wciąż nic nie rozumiesz, prawda? – Głos Arthura podniósł się, stał się chłodny i bezlitosny. – Tu nie chodzi o twoją etykę pracy. Chodzi o dziedzictwo tej rodziny. Nazwisko Sterling to nasza waluta. Nasza reputacja to nasza siła, a ty ją zdruzgotałaś. Złapano cię z obcym facetem w wigilię twojego ślubu z jednym z najbardziej pożądanych kawalerów Nowego Jorku. Prasa miała używanie, a nasze akcje poleciały na łeb na szyję. I teraz masz czelność mnie kwestionować?
Kolana Seraphiny zadrżały, ale nie pozwoliła sobie na okazanie słabości. Fala wstydu zalała jej policzki. – To był jeden błąd! – krzyknęła, a jej głos się załamał. – Potworny, publiczny błąd, ale zrobiłam wszystko, co w mojej mocy, by to wyprostować. Zasługuję na to, by tu być. Zasługuję na prowadzenie tej firmy, nie Genevieve!
Arthur parsknął, krążąc za biurkiem niczym drapieżnik osaczający ofiarę. – Genevieve wie, jak grać w tę grę. Rozumie, czego potrzeba, by zachować honor tej rodziny. W przeciwieństwie do ciebie.
Serce Seraphiny zamarło. – To nie jest dla mnie gra, tato. To moje życie. To wszystko, na co pracowałam. – Głos jej pękł, a chłód ojca przygniatał ją niczym miażdżący ciężar. – Nie widzisz tego?
Arthur zatrzymał się, a jego twarz stała się nieprzeniknioną maską. Przez ułamek sekundy Seraphinie wydawało się, że widzi coś w jego oczach – żal? Zrozumienie? Ale zniknęło to tak szybko, jak się pojawiło. Jego następne słowa zniweczyły wszelką nadzieję na pojednanie.
– Stałaś się obciążeniem – powiedział głosem zimnym jak lód. – Nie nadajesz się już do prowadzenia tej firmy i nie pozwolę ci dalej pogrążać tej rodziny.
Seraphina cofnęła się, jakby dostała cios. – Nie możesz tego zrobić – wyszeptała ledwie słyszalnie.
– Już to zrobiłem. – Twarz Arthura pozostała beznamiętna, gdy zadawał ostateczny cios. – Ze skutkiem natychmiastowym ustępujesz ze stanowiska. Zdaj całe mienie firmy i opuść teren biura. Nie jesteś już częścią tej rodziny ani tego biznesu.
Pokój zawirował. Seraphina poczuła, jak powietrze ucieka z jej płuc, a świat wokół niej się zapada. – Co? – wykrztusiła, a obraz jej się rozmazał, gdy łzy zapiekły pod powiekami.
– Nie będę się powtarzać – powiedział Arthur tonem ostatecznym i nieugiętym. – Wynoś się.
Ciało Seraphiny drżało, a w gardle dławił ją szloch. Walczyła tak długo – walczyła, by się wykazać, by zdobyć aprobatę ojca. A teraz wszystko przepadło. Ojciec odebrał jej wszystko, zostawiając ją z pustym bólem zdrady.
Przez chwilę stała zamrożona, niezdolna do ruchu, a jej umysł szalał z szoku i niedowierzania. Ale potem powoli odrętwienie ustąpiło miejsca gniewowi – głębokiej, palącej furii, która trawiła ją od środka. Zacisnęła pięści tak mocno, że kłykcie jej zbielały.
– Jeszcze ze mną nie skończyłeś, tato – powiedziała przez zaciśnięte zęby, a jej głos był niski i groźny. – Może i rzuciłeś mnie wilkom na pożarcie, ale wywalczę sobie drogę powrotną. A kiedy to zrobię, sprawię, że pożałujesz tej decyzji.
Wyraz twarzy Arthura nie drgnął. Nie wzdrygnął się, nie mrugnął. – Wynoś. Się.
Seraphina odwróciła się na pięcie i wypadła z gabinetu, a ogień zemsty rozpalił się w jej piersi, płonąc jaśniej z każdym kolejnym krokiem. To nie był koniec. To był dopiero początek.
















