Złamane przysięgi: Ukryty dziedzic miliardera

Złamane przysięgi: Ukryty dziedzic miliardera

Autor: Joanna's Diary

Rozdział 7: Pod maską
Autor: Joanna's Diary
24 cze 2026
Dłonie Seraphiny drżały, gdy sięgała do drzwi, a w jej umyśle wciąż brzmiały słowa ojca. „Nie jesteś już częścią tej rodziny”. Te zimne, bezlitosne słowa wbiły się w nią niczym ostrze. Całe jej życie kręciło się wokół Sterling Corp i nieustannej walki o to, by udowodnić swoją wartość. A jednak oto stała tutaj – odrzucona, upokorzona, pozbawiona stanowiska z taką samą łatwością, z jaką zbywa się drobną niedogodność. Gdy nacisnęła klamkę i wyszła z gabinetu Arthura, powitało ją mrożące krew w żyłach, znajome poczucie obecności. Zaledwie kilka stóp dalej stała Genevieve z tym swoim irytującym uśmieszkiem przyklejonym do twarzy. Jej idealnie wypielęgnowane paznokcie bębniły o skórzany pasek markowej torebki, a oczy lśniły z pyszałkowatą satysfakcją. Seraphinie zaparło dech, a serce załomotało w piersi. Czuła się, jakby wpadała w pułapkę, a Genevieve była myśliwym, który cierpliwie czekał, aż ofiara się potknie. – No, no... – Głos Genevieve brzmiał jak jedwab zanurzony w jadzie. – Nie spodziewałam się, że wyjdziesz stamtąd tak szybko. Ojciec musiał ci naprawdę wygarnąć. – Zrobiła krok do przodu, a jej ton ociekał fałszywym współczuciem. – Ty biedactwo. Krew w Seraphinie zawrzała. Każdy nerw w jej ciele krzyczał, by zaatakować, by zetrzeć ten pyszny wyraz z twarzy Genevieve. Zamiast tego jednak wymusiła uśmiech. Zimny, wykrzywiony uśmiech, który nie sięgał oczu. – To był twój plan od samego początku, prawda? – zapytała głosem przesyconym sarkazmem. – Wślizgnąć się, urobić wszystko i wszystkich, aż zostanę czarnym charakterem w tej opowieści? Ukraść mi ojca, stanowisko... mojego narzeczonego. Brawo, Genevieve. Naprawdę przeszłaś samą siebie. Oczy Genevieve błysnęły; lekko przechyliła głowę, udając niewiniątko. – Och, Seraphino – zanuciła, kładąc dłoń delikatnie na piersi. – To nie moja wina, że nie potrafiłaś utrzymać wszystkiego w ryzach. Zawsze byłaś trochę... rozchwiana, czyż nie? Ja po prostu... pomogłam tam, gdzie mogłam. Warga Seraphiny wygięła się w pogardzie. – Pomogłaś? To, co mi zrobiłaś, nazywasz pomocą? – Zrobiła krok do przodu, a jej głos przeszedł w niebezpieczny szept. – Sabotowałaś mnie od startu. Szeptałaś kłamstwa do ucha taty, malując mnie jako lekkomyślną i nieudolną. Czy ty w ogóle masz pojęcie, co zrobiłaś? Zatrułaś wszystko. Uśmiech Genevieve stał się szerszy. – Och, nie bądź taka dramatyczna, Seraphino. Nie musiałam niczego szeptać. Sama wykonałaś świetną robotę, rujnując sobie życie. Naprawdę, jedyne, co musiałam robić, to siedzieć wygodnie i patrzeć, jak dokonujesz samodestrukcji. – Nachyliła się, dodając kpiąco: – A co do Alarica... cóż, czy możesz go winić, że wybrał mnie? Jestem wszystkim, czym ty nigdy nie byłaś. Elegancka, opanowana... stabilna. Wspomnienie o Alaricu sprawiło, że przez Seraphinę przelała się fala wściekłości. To była Genevieve, przez cały ten czas przędła swoją sieć, czekając, aż Seraphina w nią wpadnie. A teraz stała tutaj, pławiąc się w triumfie. – Myślisz, że wygrałaś, prawda? – powiedziała Seraphina głosem zimnym i śmiertelnie poważnym. – Myślisz, że skoro masz względy ojca i owinęłaś sobie Alarica wokół palca, to wygrałaś tę małą gierkę. Genevieve uniosła brew, a na jej twarzy odmalowało się rozbawienie. – Gierkę? Seraphino, to nigdy nie była gierka. To interesy. I powiedzmy sobie szczerze – nigdy nie nadawałaś się do tego świata. Jesteś zbyt emocjonalna, zbyt... nieobliczalna. Pięści Seraphiny zacisnęły się u boków, a paznokcie wbiły się w dłonie. – To właśnie sobie wmawiasz przed snem? Że jesteś odrobinę lepsza? Bo ja w to nie wierzę. Jesteś tylko żmiją w drogiej sukience, Genevieve. Bez względu na to, jak bardzo będziesz się starać, nigdy nie będziesz mną. Oczy Genevieve pociemniały i po raz pierwszy maska spokoju na moment opadła. – Och, nie muszę być tobą, Seraphino. Już zabrałam ci wszystko, co miało znaczenie. – Nachyliła się jeszcze bliżej, a jej głos stał się lodowaty. – Twojego ojca, twoją firmę, twoją reputację. Jesteś skończona. Serce Seraphiny waliło jak oszalałe, ale nie pozwoliła, by Genevieve zauważyła choćby cień pęknięcia. – Myślisz, że to koniec? – zapytała głosem pewnym, mimo szalejącej w niej burzy. – Jesteś w błędzie, jeśli tak sądzisz. Jeszcze ze mną nie skończyłaś. Ani trochę. Genevieve zachichotała mrocznie, przerzucając włosy przez ramię. – To urocze, Seraphino. Naprawdę. Ale zdaje się, że nie rozumiesz jednego – nikt już przy tobie nie stanie. Jesteś teraz zupełnie sama. Nawet twój ukochany Alaric przejrzał na oczy. Ponowne wspomnienie o Alaricu uderzyło Seraphinę niczym cios w żołądek, ale nie drgnęła. Nie mogła. Nie przed Genevieve. – Alaric to głupiec, tak samo jak ty – splunęła. – Jeśli sądzi, że bycie z tobą to zwycięstwo, jest bardziej żałosny, niż myślałam. – Uważaj – syknęła Genevieve, mrużąc oczy. – Stąpasz po cienkim lodzie. Jeden mój telefon i mogłabym sprawić, że trafisz na czarną listę w każdym kręgu biznesowym w tym mieście. Wisisz na włosku, Seraphino. Seraphina czuła, jak ściany wokół niej się zacieśniają, ale stała wyprostowana. – Nie mam już nic do stracenia, Genevieve. Ale ty? Ty masz wszystko. I kiedy to wszystko runie wokół ciebie – bo runie – będę tam. Będę patrzeć. Twarz Genevieve drgnęła, a jej fasada pewności siebie lekko pękła. – Jesteś obłąkana – powiedziała, a jej głos nie był już tak stabilny jak wcześniej. – Może – odparła Seraphina, robiąc krok w jej stronę i mówiąc niskim, złowieszczym tonem. – Ale przynajmniej nie jestem tchórzem. Całe życie żerowałaś na innych, manipulując nimi, by odwalali za ciebie brudną robotę. Tak bardzo chcesz być mną, Genevieve, ale nigdy nie będziesz. Bo głęboko w środku wiesz, że zawsze będziesz tylko tą drugą, gorszą. Te słowa uderzyły w Genevieve niczym policzek i przez ułamek sekundy Seraphina dostrzegła w jej oczach prawdziwe emocje – strach? Gniew? Trudno było orzec. Ale to wystarczyło. Zanim Genevieve zdążyła odpowiedzieć, w korytarzu pojawiła się Eleanor, sekretarka, z oczami szerokimi z niepokoju. – Pani Sterling... czy wszystko w porządku? – zapytała nieśmiało, spoglądając to na jedną, to na drugą kobietę. Seraphina uśmiechnęła się zimnym, wyrachowanym uśmiechem, odwracając się do Eleanor. – Och, wszystko w jak najlepszym porządku, Eleanor. To tylko małe rodzinne spotkanie po latach. Eleanor skinęła głową, choć nie wyglądała na przekonaną, ale nie powiedziała nic więcej. Seraphina zwróciła się z powrotem do Genevieve, nie przestając się uśmiechać. – To nie jest koniec – powiedziała cicho, lecz z groźnym błyskiem w głosie. – Ani trochę. – Jesteś zaproszona na mój ślub – wycedziła z pogardą Genevieve. Nie czekając na odpowiedź, Seraphina odwróciła się i odeszła. Stukot jej obcasów o marmurową podłogę niosł się niczym wystrzały w pustym korytarzu. W jej głowie kłębiły się możliwości, a w żyłach pulsowało odzyskane poczucie celu. Może i upadła, ale do klęski było jej jeszcze bardzo daleko.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki