Paznokcie Lyry St. Claire wbijały się w dłonie, gdy Mercedes Gideona wjechał mrucząc na jej ulicę. Sodowo-żółte światła latarni przemykały po jego profilu rytmicznymi falami, oświetlając łagodną krzywiznę uśmiechu — tego rodzaju uśmiechu, który sprawiał, że jej pierś kłuła z poczucia winy. Jego woda kolońska — coś drogiego i o ziemistym zapachu — wypełniała zamkniętą przestrzeń, mieszając się z wo
















