Gideon zacisnął szczękę, wyprowadzając matkę na korytarz. Próbował opanować głos, choć pod skórą piekła go frustracja.
– Mamo – zaczął napiętym tonem – czy naprawdę zaprosiłaś mnie tutaj tylko po to, bym marnował czas na tę... tę...
– Nie nazywaj jej tak – przerwała mu Lydia z ostrzegawczym spojrzeniem. Mówiła cicho, ale stanowczo. – Gideonie, nie wiem, co się między wami wydarzyło. I szczerze mów
















