Popołudniowe słońce wpadało przez baldachim liści klonu, malując migotliwe cienie tańczące na świeżo skoszonej trawie. Drobinki kurzu lśniły w złotych promieniach, tworząc w ogrodzie niemal magiczną atmosferę. Alistair trzymał spracowane dłonie na kolanach, kucając nisko; jego zwykle surowe rysy złagodniały, gdy obserwował zdeterminowaną małą postać przed sobą. Jego znoszone dżinsy marszczyły się
















