Alaric chodził tam i z powrotem po słabo oświetlonym salonie, a jego cierpliwość kończyła się, gdy spoglądał na zegar. Było grubo po północy. Drzwi wejściowe skrzypnęły, a on odwrócił się gwałtownie, mrużąc oczy na widok wchodzącej Genevieve, wciąż w stroju roboczym i w szpilkach stukających o marmurową podłogę. Spojrzała na niego z obojętnym uśmieszkiem.
— W końcu jesteś w domu — powiedział Alari
















