Zasada i Uciekinier

Zasada i Uciekinier

Autor: cumin

Rozdział trzeci
Autor: cumin
2 mar 2026
**DOMONIC** Coś jest ze mną dzisiaj niepokojąco nie tak i chociaż nie chcę się do tego przyznać, wiem, co to jest. Ta dziewczyna. Nie ta, która obecnie klęczy przede mną, fachowo ssąc mojego fiuta. Ale ta z dzisiejszego popołudnia. Ta z baru. Draven. Obraz jej długich czarnych włosów i jasnych zielonych oczu wypełnia moją wizję i nagle moja klatka piersiowa znów boli. Sposób, w jaki na mnie patrzyła – błaganie w jej spojrzeniu, potem rozczarowanie w jej oczach, gdy powiedziałem jej, że musi wyjść – prześladuje mnie. Zostawiając mnie z pieczeniem w piersi, które sprawia wrażenie, jakby moje serce miało eksplodować. Skończyłem z tą dziwką przede mną. Choćbym nie wiem jak próbował, ona mnie już nie kręci. Chyba nigdy tak naprawdę mnie nie kręciła. Ale teraz, od spotkania z *Draven*, nie potrafię nawet udawać, że tak jest. Po pierwsze, Margo w ogóle nie przypomina Draven, a nagle ta ognista dziewczyna, którą właśnie wysłałem na pociąg, jest jedyną kobietą, którą chcę na moim kutasie. *Kurwa!* – Wstawaj – syczę, a ona się uśmiecha. Podnosząc się z kolan i sięgając do mojej szyi. Strząsam ją. – Nie. Nie dotykaj mnie. Nie jestem w nastroju. Cofa się gwałtownie, jej blond włosy kołyszą się wraz z piersiami, gdy kręci na mnie głową. – Co się z tobą dzieje, kochanie? Zachowujesz się dziwnie przez cały dzień. Przewracam oczami i kieruję się do łazienki, by zmyć jej usta z mojego penisa. – To nic – mówię, pocierając klatkę piersiową i pulsujący tam ból. *To nie jest nic. Ale wkrótce będzie.* Patrząc na siebie w lustrze, wstydzę się. Prawdopodobnie nigdy więcej jej nie zobaczę. Tej dziewczyny. Nigdy nie dowiem się o niej niczego więcej niż dzisiaj. Nie poczuję też więcej tego przyciągania, które czułem wcześniej. Sposobu, w jaki każdy włos na moim ciele stanął dęba, gdy weszła do baru, a wilk we mnie zamruczał, gdy świat upadł mi do stóp. Kiedy dorastałem, matka zawsze mi powtarzała, że pewnego dnia ona mnie znajdzie... moja towarzyszka. Mama mówiła, że kiedy to się stanie, nikt inny nie będzie się dla mnie liczył, tylko ona. Wtedy mama udawała zazdrość o tę wyimaginowaną osobę tylko po to, by trzymać mnie w ramionach i kazać mi obiecać, że *nigdy* nie dorosnę. Chyba nigdy nie wierzyłem, że to się naprawdę może zdarzyć. Ale stało się dzisiaj. *Spokojnie. Ona odeszła. Będzie łatwiej.* Lepiej, żeby było. – Hej Dom! Mówiłam do ciebie – warczy Margo, wchodząc w odbicie mojego lustra, jej wielkie piersi wciąż uwolnione i falujące seksualną energią. – Chcę cię w sobie. Proszę? – Sięga po mnie, a ja chwytam jej dłonie w swoje, wymuszając uśmiech na twarzy. – Później – mówię, po czym zapinam spodnie i omijam ją. – Weź prysznic. Idziemy do baru. Muszę pogadać z Bartlettem o kilku sprawach. adyma usta, spłaszczając swoje cienkie wargi w sposób, który uważa za seksowny. – Naprawdę? – Teraz – ucinam ostro, po czym ruszam w dół po schodach. Może jeśli zobaczę na własne oczy, że Draven zniknęła, ten pieprzony ból w piersi ustąpi. Z drugiej strony... może się tylko pogorszyć. **DRAVEN** Mój pierwszy wieczór jako „seksowna barmanka” miał się zacząć lada chwila. Po szybkim i przyjemnym oprowadzeniu po lokalu oraz mieszkaniu nad nim, Bart zostawił mnie, abym przygotowała się na nadchodzącą noc. Miałam tylko kilka rzeczy w plecaku, więc rozgoszczenie się zajęło mi całe dziesięć minut. Kiedy byłam już świeżo po prysznicu, rozczesałam kołtuny z moich długich czarnych włosów i postanowiłam zostawić je rozpuszczone, by kołysały się za mój tyłek. Opadały prosto i lśniły bez cienia możliwości skrętu, ale zazwyczaj nosiłam je splecione i owinięte w ciasny kok. Nawyk, który wyrobiłam sobie, by nie można ich było łatwo chwycić. Teraz, gdy byłam wolna, mogłam nosić je, jak tylko chciałam, i ten fakt sam w sobie wystarczył, by wywołać zadowolony uśmiech na mojej twarzy. Zakładając parę postrzępionych dżinsów i obcisły czarny golf z długim rękawem, bardzo podobny do białego, w którym przyjechałam, uśmiecham się do swojego odbicia. Mimo worków pod moim błyszczącym zielonym spojrzeniem i wklęsłego wyglądu mojej „zbyt szczupłej” talii, wyglądam cholernie dobrze. Nie jadłam od kilku dni, więc po paru dobrych posiłkach będę jeszcze gorętsza. Po nałożeniu błyszczącego błyszczyka w kolorze nude na moje naturalnie pełne usta i dwukrotnym pociągnięciu tuszem moich długich rzęs, jestem gotowa do pracy. Zbiegając tylnymi schodami sprężystym krokiem, wchodzę do kuchni i zastaję tam Barta stojącego z maleńkim fioletowym topem w ręku. Z przodu widnieje napis „The Moonlight Lounge” tą samą czcionką co szyld na zewnątrz, ale na czarno. *Chce, żebym ubrała to maleństwo, po prostu to wiem.* Zanim zdąży mi go podać, jego usta otwierają się w szoku i gwiżdże. – Cholera, dziewczyno. Nieźle się odstawiłaś. Rumienię się. – Dzięki. Um... Zgaduję, że chcesz, żebym to założyła. – Krzywię się, a moje zęby błyskają w napiętym grymasie otwartych ust. Bart szczerzy się, taksując mnie sugestywnie. – Taa. Zaczynam bawić się końcówkami włosów, jak to mam w zwyczaju, gdy się denerwuję. – Czy to może poczekać, powiedzmy, tydzień od teraz? Jego uśmiech słabnie. – Wolałbym, żeby nie, ale przypuszczam, że może. Jakiś konkretny powód? Myślę, że będziesz w tym świetnie wyglądać. Wtedy wygląda to tak, jakby zauważył golf, który mam na sobie, i nerwowość w moich oczach. – Pokaż mi – żąda. Kręcę głową z napięciem, ale ulegam, gdy on po prostu stoi i gapi się na mnie, odmawiając ruszenia się. Podwijając rękaw jednej ręki, pokazuję mu najnowszy z siniaków w kształcie odcisków palców, które barwią moje przedramię. Wciągając z sykiem ostry oddech, jego twarz chwilowo czerwienieje ze złości. – Zgaduję, że to nie jest ten najgorszy. – Nie jest – przyznaję, podciągając koszulkę tuż pod piersi i odwracając się. Daję mu chwilę na obejrzenie tych na plecach. – Ja pierdolę – ryczy. – Twój ojczym ci to zrobił? Odwracam się z powrotem, wygładzając bluzkę na miejsce. – On. – Po czym decydując, że trochę więcej szczerości może tylko pomóc zabezpieczyć moją pozycję tutaj, dodaję: – I jego syn też. Prawda zawsze ciężko wychodzi na jaw. – Jego syn? – warczy Bart. – Ile lat ma ten mały bękart? – Tyle co ja. W tym momencie wiem, że właśnie ugruntowałam swoją pozycję tutaj, a sytuacja jest taka, jaka jest – odmówiłam pozwolenia na wykorzystanie mojej traumy do zyskania współczucia, bym poczuła się źle. *Jeśli już, to zasługuję na to, by wykorzystać to do czegokolwiek, kurwa, mogę!* Bart dosłownie trząsł się z wściekłości i jako że dopiero co mnie poznał, nie do końca rozumiałam siłę, która za tym stała. Wygląda, jakby był gotów zabić. *Może wpadłam mu w oko.* – Kiedy pytałaś mnie, gdzie jest klub ze striptizem... – Nie próbowałam wpędzić cię w poczucie winy – wzdycham. Haha – no może próbowałam... – Naprawdę poszłabym tam złożyć podanie. Po prostu nie od razu. Czy mogę założyć top na to, tylko dopóki... – Oczywiście – przerywa, rzucając we mnie koszulką, abym mogła ją wciągnąć przez głowę. – I Draven, jeśli kiedykolwiek będziesz chciała o tym porozmawiać... Uśmiecham się, kiwając głową. Ale wiem, że nigdy tego nie zrobię. – Dzięki, Bart. – Bartlett – poprawia mnie. – Bart – puszczam oczko, kołysząc biodrami, gdy mijam go sprężystym krokiem wchodząc do właściwego baru. Pierwsze parę godzin mija śpiewająco. Pracowałam kiedyś w klubie przy Beach Avenue w Miami, a tamtejsi barmani byli dziko rywalizujący, więc wiem, jak przyciągnąć tłum. Nie szkodzi też, że miejsce jest pełne wolnych młodych mężczyzn. Wszyscy walczą o uwagę nowego smakołyka za barem. Jestem w trakcie bełtania Moscow Mule dla gorącej brunetki w biznesowym garniturze, kiedy drzwi do baru otwierają się i wysoka blond „barbie” wchodzi pod ramię z kutasem z dzisiejszego popołudnia. Domonic. Jego oczy natychmiast chwytają moje i powietrze zdaje się skwierczeć między nami. Gorąca iskra zazdrości przejmuje kontrolę na sekundę i łamię mieszadełko. Patrząc, jak dłoń Barbie przesuwa się po klatce piersiowej Domonica, jęczę i wymieniam patyczek, ciesząc się tylko, że nie rozcięłam sobie ręki. *Suka.* Potrząsam sobą, wiedząc, że ta absurdalna myśl nie ma nic wspólnego z dziewczyną, a wszystko z jej osobą towarzyszącą. *Pieprzyć tego przystojnego skurwysyna.* Ale z jakiegoś powodu nie potrafię stłumić bólu w piersi, który pulsuje na pierwszy widok ich razem. – Proszę bardzo, kochanie – mówię, obsługując Pana Przystojniaka w trzyczęściowym garniturze i przyjmując dwudziestodolarowy napiwek wraz z numerem telefonu, który wsuwa mi do dłoni. Zerkając z powrotem w górę, widzę, że Domonic i jego randka zajęli miejsce w tylnym rogu. Ten sam stolik, przy którym on i jego przyjaciele byli wcześniej dzisiaj. Zauważając, że na niego patrzę, jego pięści zaciskają się na stole, a mięśnie napinają pod koszulką. Barbie mruczy mu coś do ucha, a on odpycha ją od siebie, warknąwszy coś do niej, czego nie słyszę przez hałas zatłoczonego baru. Zaciskam usta, ukrywając uśmiech i odwracając wzrok, by obsłużyć, kolejnego już, przystojniaka w trzyczęściowym garniturze. Muszę się zastanowić, czy Barbie pracuje w jego klubie? Zdecydowanie pasuje do typu. Mam całkiem niezły zestaw na górze, ale nie są nawet w przybliżeniu tak łamiące kręgosłup jak jej. Może to miał na myśli, mówiąc, że „nie mam tego, czego trzeba”. Za klientami siedzącymi przy barze zaczęła tworzyć się kolejka, więc porzuciłam wszelkie myśli o Domonicu na następne kilka minut i skoncentrowałam się na pracy. Bart wślizguje się za mnie i szepcze: – Świetnie ci idzie, młoda. Tak trzymaj. Śmieję się, odwdzięczając mu się groźnym spojrzeniem. – Młoda? Nie możesz być o wiele starszy ode mnie, Bart. Puszcza oczko. – Pewnie nie jestem, ale jeśli ty będziesz upierać się przy kaleczeniu mojego imienia tak jak to robisz, ja będę upierał się przy nazywaniu cię młodą. – Umowa stoi. – Uśmiecham się szeroko, tracąc uśmiech, gdy widzę, kto jest następny w kolejce. – Co podać? – Wygląda na to, że spóźniłaś się na pociąg – mówi chłodno Domonic.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział trzeci – Zasada i Uciekinier | Czytaj powieści online na beletrystyka