**Elysia**
Weszliśmy do ogromnej sali bankietowej, którą urządzono z największym możliwym przepychem. Był tam istny rój ludzi, poubieranych w wykwintne suknie i garnitury. Marco i Enzo zniknęli gdzieś, zostawiając nas samych. Cóż, nie do końca samych, bo teraz już wiem, że zawsze będą mieć na nas oko i po prostu trzymali się gdzieś w tle.
Ludzie zatrzymywali nas w każdej sekundzie, gdy tylko się p
















