Duch w jedwabiu

Duch w jedwabiu

Autor: Lucien Vesper

Znów z powrotem
Autor: Lucien Vesper
10 lip 2026
**Elysia** Siedzieliśmy w jego lśniącym czarnym Astonie Martinie, jadąc na przyjęcie. Pamiętam, że kiedy byliśmy młodsi, zawsze powtarzał, że chce mieć Astona Martina, i wyglądało na to, że to stało się rzeczywistością. Jeśli jako dzieci robiliśmy coś wspólnie, to były to rozmowy o samochodach. Zawsze byliśmy podekscytowani i zafascynowani, ilekroć w filmach widzieliśmy wyjątkowe, drogie samochody. A ja miałam do nich słabość. Do samochodów, na które nigdy nie byłoby mnie stać, a o których mogłam jedynie pomarzyć, by zobaczyć je na własne oczy. A samo to, że siedziałam w cholernym Astonie Martinie, wydawało się wręcz nierealne. Musiałam przyznać, że był to cholernie seksowny wóz, a on, prowadząc go, wyglądał jeszcze goręcej. Seksowny facet zasługuje na seksowny samochód. – Powiedz mi, Tristan, jak to się stało, że wybierasz się na to przyjęcie zaręczynowe? – Jasne, wszyscy się znaliśmy i byliśmy ze sobą blisko za dzieciaka. Po prostu nie wyobrażałam sobie, że tu zostanie, skoro zawsze gadał, że chce podróżować po świecie. Odwrócił na moment głowę, by rzucić na mnie okiem, a potem znów skupił się na drodze. – Ach, zapomniałem, że nie wiesz. – Powiedział z uśmiechem, a ja spojrzałam na niego zdezorientowana. Że czego nie wiem? – Pracuję teraz dla twojego ojca – powiedział, wciąż patrząc prosto przed siebie. Och. – Więc to znaczy, że ty też jesteś częścią... rodzinnego biznesu? – Nie wiedziałam, jak to dokładnie ująć. Wszystko to brzmiało tak obco w moich ustach i sprawiało, że czułam się trochę niekomfortowo. Zupełnie mi się nie podobało, że pracuje teraz dla mojego ojca. Dlaczego u licha miałby chcieć angażować się w tego rodzaju biznes? Chociaż niewiele o tym wiedziałam, słowo „mafia” powinno wystarczyć, by zrozumieć, że to nie jest bezpieczna ścieżka kariery. – Rodzinny biznes, mówisz? – Zaśmiał się cicho. – Tak to nazywasz? Nie bądź taka skromna, Elysia. To po prostu mafia. – Rzucił swobodnie, jakby to nie było nic wielkiego. – Mafia. – Powiedziałam na głos, jakby było to jakieś obce słowo. – Mówisz o tym, jakbyś miał normalną pracę od ósmej do szesnastej. – Powiedziałam, odwracając nieco głowę, żeby spojrzeć na niego spode łba. – Co się stało z twoim marzeniem pod tytułem: „chcę podróżować po świecie”? – A kto powiedział, że nie podróżuję po świecie, bellissima? – Powiedział z uśmiechem. – Podróżuję, i do tego zarabiam kupę kasy. Jak dla mnie układ idealny. – Zaśmiał się. O rety, nazwał mnie piękną. Czułam się tak, jakby w moim brzuchu wypuszczono na wolność tysiące motyli. Chwileczkę. – Mówisz po włosku?! Od kiedy? – Powiedziałam szczerze zaskoczona, że mówi w tym samym języku co mój ojciec. Mój ojciec był Włochem, a matka Greczynką. Dorastałam, mówiąc zarówno po włosku, jak i po grecku, więc mówiłam po włosku, kiedy byłam sama z ojcem, i po grecku z moją matką, a kiedy byliśmy wszyscy razem, rozmawialiśmy po angielsku. Moja matka płynnie mówiła po włosku, ponieważ była z moim ojcem przez dłuższy czas, a ponieważ mieszkałam z matką, przeważał język grecki i angielski. – Cóż, jesteś niejako zmuszona mówić w tym języku, kiedy bez przerwy otaczają cię włoscy mafiosi. Muszę się bronić, gdyby ktoś planował odstrzelić mi mój biały tyłek. – Zaśmiał się, jakby właśnie opowiedział najzabawniejszy żart na świecie. – Chyba masz rację – nie mogłam powstrzymać się od śmiechu. – A ty? Wciąż mówisz w tym języku, czy już dawno o nim zapomniałaś? – Mimo że od dawna nie używałam tego języka, wciąż sporo z niego pamiętałam. Nie byłam w nim tak biegła jak kiedyś, ale nie zamierzałam mu o tym mówić. Nie chciałam, żeby ktokolwiek dowiedział się, że nadal mówię po włosku, bo chciałam wiedzieć, czy ktoś nie obrabia mi tyłka. – Nie, w większości zapomniałam. – Powiedziałam, ustawiając się przodem do kierunku jazdy. – Wciąż znam parę słów, tu i tam, ale nic wielkiego. Jesteśmy tylko ja i mama, więc nie ma potrzeby rozmawiać po włosku – powiedziałam, przygryzając wargę. Miałam nadzieję, że nie zorientował się, że kłamię. Lekko odwrócił głowę w moją stronę i obdarzył mnie kolejnym ze swoich przepięknych uśmiechów, a jego oczy lekko przy tym zabłysły. Był naprawdę niesamowicie przystojnym facetem, z oczami w kolorze oceanu, w których łatwo można było się zatracić. Musiałam oderwać od niego wzrok, żeby nie przyłapał mnie na tym, że gapię się zbyt długo. Denerwował mnie trochę tą swoją urodą. – Ta, rozumiem. Bez obaw, będę twoim osobistym tłumaczem podczas twojego pobytu. – Odezwał się, unosząc podbródek jak żołnierz gotowy do pełnienia służby. Zaśmiałam się cicho na jego widok. Wyglądał tak dumnie. – Zabawne, jak role się odwróciły, co? – Powiedziałam, uśmiechając się do niego. – Kiedyś to ja ci wszystko tłumaczyłam. – Spojrzał na mnie szybko z szerokim uśmiechem, wjeżdżając przez potężne bramy rezydencji mojego ojca. Czułam, że moje zdenerwowanie tylko rośnie im bliżej głównego wejścia byliśmy. – Jesteśmy na miejscu! – Powiedział Tristan śpiewnym tonem. Gotowi czy nie, nadchodzę. Tristan zaparkował tuż przed schodami prowadzącymi do wejścia. – Poczekaj sekundę. – Rzucił, kiedy już miałam odpiąć pasy bezpieczeństwa. Szybko wysiadł z samochodu, podszedł z mojej strony, otworzył mi drzwi i podał mi dłoń, by pomóc mi z niego wyjść. Co za gorący dżentelmen. Szybko odganiając sprośne myśli, które zaczęły inwazję na moją głowę, spojrzałam na niego z dołu i uśmiechnęłam się. Podziękowałam cicho, trzymając go za rękę i starając się elegancko wysiąść z wozu bez nadmiernego epatowania długim rozcięciem w mojej sukni. Wysunięcie prawej nogi jako pierwszej było błędem, ponieważ rozcięcie sukni podniosło się wyżej, zapewniając mu pełny widok na moją nagą, opaloną nogę. Widziałam, jak wlepił wzrok w moją nagą nogę; szybko wystawiłam też drugą i stanęłam na równe nogi. Czułam, jak krew napływa mi do policzków, widząc, że Tristan uśmiecha się do mnie z rozbawieniem. Dlaczego jest tu tak gorąco? A może wcale nie jest gorąco? Albo to on mnie tak rozpala? O Boże, proszę, daj mi siłę, żebym przetrwała tę noc i nie zdarła z tego faceta ubrań. Mogłabym się założyć, że pod tymi wszystkimi warstwami prezentował się całkiem nieźle. Dobra, stop, nie brnij w to. Spojrzałam w dół, upewniając się, że moja suknia nadal jest na swoim miejscu i przypadkiem nie błyskam nikomu bielizną. Kurczę, jeśli ludzie mieliby o mnie gadać, z pewnością nie chciałam, żeby gadali o tym, jak to było widać mi stringi. Wzdrygnęłam się w myślach na samą tę wizję. Przejechałam palcami po naszyjniku, który miałam na sobie, by upewnić się, że też jest na swoim miejscu, spoczywając tuż między moimi piersiami. Był to cienki, srebrny łańcuszek z akwamarynową zawieszką w kształcie łzy, zwieńczony kamieniem szlachetnym. – Widzę, że wciąż nosisz ten naszyjnik. – Zauważyłam, jak wzrok Tristana podąża za moimi palcami. Uśmiechnął się lekko pod nosem i dotknął klejnotu. – Oczywiście! Dostałam go od Nono. W ten sposób zawsze jest ze mną. Nigdy go nie zdejmuję. Chyba że robię się mokra. – Spojrzałam na niego i się uśmiechnęłam. Opuścił rękę i uśmiechnął się z jawnym podtekstem. – Taak? – Odezwał się, przysuwając twarz do mojej. – Jak często zatem bywasz mokra? – Wyszeptał niskim głosem, spoglądając głęboko w moje oczy tymi swoimi oceanicznymi tęczówkami. Zaparło mi dech w piersiach od tego, jak blisko siebie staliśmy. W tamtym momencie byłam niemal pewna, że moja twarz zrobiła się tak czerwona, jak to tylko możliwe, a moje serce zaczęło bić nieco szybciej z powodu naszej bliskości. Lekko uderzyłam go w ramię, omijając go krokiem w bok. Czułam, że nie potrafię złapać tchu, kiedy był tak cholernie blisko mnie. – Zamknij się! Wiesz, o co mi chodzi. Dajesz, idziemy. Nie chcę się zbytnio spóźnić na przyjęcie. – Powiedziałam, spoglądając w dół na swoje dłonie, trzymające małe pudełeczko z prezentem. Usłyszałam za sobą jego cichy śmiech; zamknął drzwi samochodu i podszedł tak, by zrównać się ze mną. Wyjął z moich rąk pudełeczko, chwytając je jedną dłonią, a drugą dłoń położył na moich plecach. – Gotowa? – Zapytał, a ja lekko skinęłam głową. Wzięłam głęboki wdech, przygotowując się psychicznie na to, co miało nadejść, i mając nadzieję, że wszystko będzie dobrze. Razem weszliśmy po schodach do rezydencji, którą kiedyś nazywałam domem.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Znów z powrotem – Duch w jedwabiu | Czytaj powieści online na beletrystyka