Duch w jedwabiu

Duch w jedwabiu

Autor: Lucien Vesper

Widmo
Autor: Lucien Vesper
10 lip 2026
**Elysia** – Nie mieszaj jej w to. – powiedział mój ojciec z wściekłością malującą się na twarzy. – A dlaczego miałbym tego nie robić? To ty ją ukrywasz, Vincenzo. – rzucił mu wyzwanie z diabolicznym uśmieszkiem na twarzy. – Ona nie ma z tym nic wspólnego! – krzyknął na niego mój ojciec. – Spokojnie, spokojnie. – zaśmiał się cicho. – Sam o tym zadecyduję. – Przyciągnął mnie przed siebie, a ja poczułam się, jakbym stanęła twarzą w twarz z samym szatanem. Pochylił się bliżej; jego twarz była tak blisko mojej, że gdybym się poruszyła, zderzylibyśmy się czołami. Przełknęłam ślinę, wpatrując się w niego szeroko otwartymi oczami, przerażona tym, co może zrobić. – Niedługo sobie trochę porozmawiamy, dobrze? – Jego złocistobrązowe oczy wpatrywały się intensywnie w moje, gdy przesuwał kciukiem wzdłuż mojej szczęki. Nie mogłam wydusić słowa. Nie mogłam oddychać. Po prostu gapiłam się na niego z szeroko otwartymi oczami, podczas gdy moje serce waliło jak szalone. Co właściwie miałam powiedzieć? Herbata czy kawa? Byłam niemal pewna, że woli krew. I mogłam mieć tylko nadzieję, że to nie na moją poluje. Cofnął się, puścił do mnie oko i odwrócił się, by odejść. Wypuściłam powietrze z płuc, a moje słabe nogi w końcu odmówiły posłuszeństwa, sprawiając, że zachwiałam się, zanim uderzyłam o ziemię. Choć tak naprawdę nie upadłam na podłogę, bo czyjeś ramiona owinęły się wokół mnie. Odwróciłam się i zobaczyłam, że Tristanowi udało się złapać mnie w porę. – Wszystko w porządku? Nic ci nie jest? – zapytał gorączkowo, taksując wzrokiem moją twarz. Zamiast mu odpowiedzieć, rozejrzałam się wokół, zdezorientowana tym, co właściwie się przed chwilą wydarzyło. Dopiero wtedy zauważyłam, że zarówno ludzie Valeria, jak i mojego ojca mieli wyciągniętą broń, którą powoli chowali, widząc, że nic się nie dzieje. Wciąż jednak pozostawali czujni, mierząc się nawzajem wzrokiem. – Elysia! – Tristan zawołał mnie stanowczym tonem. Gwałtownie odwróciłam głowę w jego stronę; patrzył mi prosto w oczy, czekając na odpowiedź. Wyglądał tak poważnie, że szybko mu odpowiedziałam. – W porządku. – Mój głos był ledwo słyszalny. Fizycznie czułam się całkiem dobrze. Psychicznie? Prawdopodobnie powinnam porozmawiać z terapeutą i powiedzieć mu, że właśnie spotkałam samego Widmo i że prawdopodobnie będę mieć traumę do końca życia. – Tristan, zabierz Elysię do mojego gabinetu. – Tristan nie wahał się ani sekundy, przyciągnął mnie bliżej siebie i ruszył z powrotem w stronę posiadłości. Powoli otrząsałam się z oszołomienia, gdy zdałam sobie sprawę, że Tristan idzie szybko i praktycznie niesie mnie do środka. *Cholera, on też był silny. Nieźle.* – Możesz mnie już puścić, sama pójdę, wszystko w porządku. – zapewniłam go, gdy weszliśmy do wnętrza rezydencji. Poluzował uścisk, ale nadal trzymał mnie blisko siebie, prowadząc do gabinetu ojca. Gdy weszliśmy do gabinetu, uderzył mnie klasyczny wystrój z mahoniu i dębu. Po lewej stronie pokoju stało biurko z wielkim, brązowym, skórzanym fotelem, a przed biurkiem znajdowały się dwie małe kanapy ustawione naprzeciw siebie, z okrągłym, czarnym stolikiem pomiędzy nimi. Okna od podłogi do sufitu zajmowały całą prawą stronę gabinetu, a dwuskrzydłowe drzwi prowadziły na balkon. Opadłam na kanapę i zaczęłam lekko masować skronie, czując nadchodzący ból głowy. Moje myśli wcale mi nie pomagały – w głowie kłębił się ich chyba z tysiąc. Co u licha stało się na zewnątrz? W jednej chwili uścisk dłoni, a w następnej ludzie próbują się nawzajem pozabijać. To się nazywa pech. Tristan podszedł do wbudowanego w ścianę minibaru i wyjął butelkę wody. Usiadł na stoliku przede mną i podał mi ją. Rzuciłam ciche „dzięki” i wzięłam duży łyk wody. – Wszystko w porządku? – Pochylił się nieco do przodu i oparł przedramiona na udach. – Tak, w porządku. Jestem tylko potwornie zdezorientowana. – Jęknęłam i oparłam się o oparcie kanapy. Zanim Tristan zdążył cokolwiek odpowiedzieć, drzwi się otworzyły i wszedł mój ojciec. Oboje z Tristanem wstaliśmy, przyglądając mu się, gdy podszedł do przodu swojego biurka. Oparł się o nie, mierząc mnie wściekłym wzrokiem. – Czy ty masz w ogóle pojęcie, w jakie kłopoty się wpakowałaś, przyjeżdżając tutaj? Szczęka mi opadła. – Jak, do diabła, mogłam sprawić kłopoty samym swoim pojawieniem się? – wykrzyknęłam. – Waż słowa. – powiedział stanowczo, a ja spiorunowałam go wzrokiem. – Poza tym to ja powinnam zadawać pytania, bo ten człowiek, Valerio, powiedział tam na zewnątrz jakieś naprawdę przerażające rzeczy o mnie. – Skrzyżowałam ramiona na piersi i przyjrzałam mu się podejrzliwie. Bo choć nazwisko się nie zgadzało, cała reszta była prawdą. I choć bardzo chciałam wierzyć, że to zbieg okoliczności, w głębi duszy wiedziałam, że tak nie jest. Coś tu śmierdziało na odległość. – Dlaczego nazwał mnie Castiglione, co? I dlaczego, do jasnej cholery, powiedział, że umarłam trzy lata temu? – Zmrużyłam oczy, patrząc na niego z podejrzliwością. Mój ojciec zamknął oczy i uszczypnął się w nasadę nosa. – Próbowałem cię chronić, *figlia*. Ale obawiam się, że wyrządziłem więcej szkody niż pożytku. – Westchnął, otworzył oczy i znów na mnie spojrzał. – Chronić przed czym? – Opuściłam ramiona, zaczynając się niepokoić. Czy powinnam bać się o swoje życie? Przeprowadzić się do innego kraju i zmienić nazwisko na Fifo? Chociaż byłam prawie pewna, że nie wyglądam jak Fifo. – Nie chcę, żebyś mieszała się w to bagno, ale skoro on już wie, że żyjesz i masz się dobrze, nie ma sensu dłużej tego przed tobą ukrywać. – powiedział, podchodząc do minibaru, nalewając sobie drinka i wypijając go jednym haustem. Wciąż oszołomiona tym, co się do cholery dzieje, czekałam, aż rozwinie temat. Gestem wskazał mi kanapę, sam siadając na tej naprzeciwko. Tristan podszedł, by stanąć obok kanapy z rękami w kieszeniach, słuchając w milczeniu. – Powiem ci tylko tyle, ile musisz wiedzieć. Sfingowałem twoją śmierć, kiedy zaczęliśmy robić interesy z rodziną Morettich. Na początku wszystko szło gładko, ale potem sprawy przybrały zły obrót. O mało nie wybuchła wojna, a ostatnią rzeczą, jakiej chciałem, było to, żeby cię znaleźli. Więc sfingowałem twoją śmierć. – Wzruszył ramionami z obojętnością. Moje oczy rozszerzyły się, a szczęka opadła.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Widmo – Duch w jedwabiu | Czytaj powieści online na beletrystyka