Duch w jedwabiu

Duch w jedwabiu

Autor: Lucien Vesper

Suczasta twarz
Autor: Lucien Vesper
10 lip 2026
**Elysia** Gdy tylko wchodziło się do rezydencji, oczom ukazywały się piękne, beżowe marmurowe schody, które rozwidlały się na dwoje mniejszych schodów po obu stronach, przypominając tym samym literę „Y” z czarną balustradą prowadzącą na piętro. Lśniący kryształowy żyrandol wisiał na suficie dokładnie pośrodku klatki schodowej, a drobne reflektory oświetlały resztę sufitu, tworząc naprawdę wykwintny widok. Minęliśmy klatkę schodową, by udać się na tyły domu, a silna fala nostalgii zalała mnie, gdy rozglądałam się dookoła. Tak wiele wspomnień powstało w tym domu i chociaż większość wnętrza została zmieniona, wciąż wyczuwało się coś znajomego. Być może nie mieszkałam w tej rezydencji przez zbyt wiele lat, ale te lata należały do najlepszych w moim życiu, ponieważ miałam u boku Talię. Muzyka i gwar dotarły do moich uszu, gdy staliśmy u wejścia na podwórko, wciąż ukryci przed wzrokiem zebranych gości. Podążyliśmy kamienną ścieżką, wijącą się za róg, ku prawej stronie domu. Rozejrzałam się uważnie; po obu stronach ścieżki rosły przepiękne kwiaty i rośliny we wszystkich odcieniach, i muszę przyznać, że ogrodnik odwalił kawał dobrej roboty, ponieważ miało się wrażenie, jakby szło się przez łąkę pełną tysiąca pięknych barw. Zatrzymałam się na chwilę tuż przed tym, jak mieliśmy wyłonić się zza rogu i dołączyć do reszty gości. – Weź głęboki wdech, Lyro. Będzie dobrze, obiecuję. – Odwróciłam się i spojrzałam na Tristana, a on obdarzył mnie dodającym otuchy uśmiechem, delikatnie ściskając przy tym moją dłoń. Lekko zacisnęłam palce na jego dłoni, wdzięczna, że tu jest, aby choć trochę uśmierzyć moje nerwy. – Wiem, to po prostu nerwy dają o sobie znać. Minęło sporo czasu, odkąd tu byłam, do tego tyle wspomnień. – Odwzajemniłam nikły uśmiech. Z powrotem położył mi dłoń na dole pleców i przyciągnął nieco bliżej siebie, co przyjęłam z ulgą, bo to faktycznie ostudziło moje potęgujące się z każdą chwilą zdenerwowanie. Gdy tylko wyszliśmy zza rogu, wydałam z siebie ciche westchnienie na widok tego, co ukazało się moim oczom. Byłam oszołomiona tym, jak pięknie wszystko wyglądało. – Wow – wyszeptałam, chłonąc ten widok. Była to wielka, otwarta przestrzeń otoczona potężnymi drzewami. Drzewa owinięto łańcuchami świetlnymi, co rozjaśniało całą okolicę, a z jednego drzewa na drugie zwisały sznury lampek, tworząc w powietrzu swego rodzaju sufit. Dookoła rozstawiono duże, okrągłe stoły przykryte jednolitymi obrusami w kolorze złamanej bieli, a na nich przezroczyste wazony ze złotymi grawerunkami, w których znajdowały się białe i bladoróżowe kamelie. Jeśli to było tylko przyjęcie zaręczynowe, nie potrafiłam sobie wyobrazić, jak okazały będzie ślub. A na pewno będzie niezwykle okazały, sądząc po samej liczbie obecnych tu osób. – Taak, zgadzam się. – Stwierdził Tristan, on również rozglądając się po podwórzu. – Pójdę tylko zostawić to na stole z prezentami. Przynieść ci coś do picia? – Wskazał głową na skrajnie prawą stronę, gdzie znajdował się bar z barmanem. – Cokolwiek bez alkoholu będzie super, dzięki. Chcę zostać tak trzeźwa, jak to tylko możliwe. – Nie żebym nie potrafiła znieść kilku kieliszków szampana; po prostu nie chciałam, by cokolwiek otępiło moje zmysły w razie, gdyby coś poszło nie tak. Poza tym nadal denerwowałam się jak jasna cholera i prawdopodobnie pochłaniałabym jednego drinka za drugim, żeby ukoić nerwy. Nie mogłam ryzykować. – Pewnie! Zaraz wracam. – Rzucił i odszedł. Okej, no to jesteśmy w domu. Zostałam sama. O rany, powinnam była z nim iść, a zamiast tego stałam tu teraz sama, zupełnie nie wiedząc, co ze sobą zrobić. Mam tak po prostu podejść i rzucić coś w stylu: „hej, pamiętasz mnie?”? Dobra, to brzmiało jak fatalny plan. Postanowiłam się rozejrzeć w nadziei, że uda mi się wypatrzyć Talię gdzieś w tym tłumie. Nie zauważyłam jednak, że połowa ludzi już się we mnie wpatruje, podczas gdy ja trwałam w mojej własnej, żałosnej bańce. Przestąpiłam z nogi na nogę, zaczynając czuć się niekomfortowo pod wpływem tej całej skupionej na mnie uwagi. Nagle poczułam się niewystarczająco elegancka – bo co to, u licha, miało być? Jakby włoski magazyn Vogue wypluł wszystkich swoich modeli na to podwórze. Nigdy w życiu nie widziałam tylu pięknych ludzi zgromadzonych w jednym miejscu. Kobiety ubrane były w długie, przepiękne suknie, a mężczyźni w garnitury, w których wyglądali jak nie z tego świata – i to było cholernie onieśmielające. Im dłużej na nich patrzyłam, tym bardziej czułam się onieśmielona. Gołym okiem dało się zauważyć, że jestem z innej bajki. Ile czasu potrzeba na to, żeby przynieść coś do picia?! Tristan, proszę, wracaj i mnie uratuj. I gdzie, do cholery, podziewała się Talia? Ciągle rozglądałam się na boki, żeby sprawdzić, czy nie uda mi się wyłowić jej z tłumu. Błądząc wzrokiem po ludziach, natrafiłam na prawdopodobnie najseksowniejszego mężczyznę, jakiego w życiu widziałam. Ubrany był w czarne, eleganckie spodnie i czarną koszulę, która była delikatnie rozpięta, co odsłaniało kawałek jego torsu; rękawy miał podwinięte do łokci, uwydatniając w pełni pokryte tatuażami ramiona. Miał ciemne włosy, krótkie po bokach, a na górze nieco dłuższe i ułożone perfekcyjnie. Ten facet stanowił definicję doskonałości i nie zdziwiłoby mnie, gdyby jego zdjęcie widniało w słowniku tuż obok słowa „perfekcja”. Wow. Był zachwycający. Właściwie to zapierał dech w piersiach. Zlustrowałam go wzrokiem, od dołu do góry, aż moje spojrzenie dotarło do jego twarzy. Drgnęłam lekko i wstrzymałam oddech, gdy nawiązaliśmy kontakt wzrokowy. Zazwyczaj odwróciłabym wzrok natychmiast, ale było w nim coś, co sprawiło, że gapiłam się nieco dłużej. Stał wyprostowany z rękami w kieszeniach. Przekrzywił nieznacznie głowę, samemu lustrując mnie od stóp do głów. Jego twarz nie wyrażała absolutnie żadnych emocji, kiedy we mnie wpatrywał. W jego oczach lśniła intensywność, a ja czułam się, jakbym zapadła w jakiś trans, bo nie potrafiłam oderwać od niego spojrzenia; wpatrywaliśmy się tak w siebie z oddali. – Nie patrz tak na niego. – Nagle Tristan wyrósł tuż przede mną, przestraszył mnie i zasłonił mi tego faceta. – Zabijał ludzi za patrzenie na niego w zły sposób. – Powiedział, podając mi napój. – Hę? – sapnęłam, przyglądając mu się ze zdezorientowaniem. – Tylko się rozglądałam. Jak mam znaleźć osobę, której szukam, skoro nie wolno mi patrzeć? – Zachichotałam krótko i uniosłam brew w jego kierunku. – Przez to, jak na niego spojrzałaś, możesz zarobić kulkę. – Spojrzał na mnie z powagą, co oznaczało, że to wcale nie są żarty. Popatrzyłam na niego szeroko otwartymi oczami, nagle przerażona perspektywą, że tamten człowiek może mnie zastrzelić tylko dlatego, że wzięłam sobie dłuższą chwilę na jego obczajenie. Nie miałam nic złego na myśli; on był po prostu zbyt piękny, by na niego nie patrzeć. – Nie wiem, czy ktoś ci to kiedyś mówił, Elysia, ale masz minę wrednej suki. Wyglądałaś, jakbyś chciała się z nim bić czy coś. Zakrztusiłam się piciem, kiedy przypadkiem wybuchnęłam śmiechem. Nie pijcie i nie śmiejcie się w tym samym czasie, bo zrobicie z siebie idiotów, dokładnie tak, jak to zrobiłam ja. I to przy tylu ludziach. – Możliwe, że parę razy obiło mi się to o uszy.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Suczasta twarz – Duch w jedwabiu | Czytaj powieści online na beletrystyka