**Elysia**
Często podawałam jej wodę zaraz po wybuchu emocji. Byłyśmy wciąż zamknięte szczelną obudową biurka dla osłonięcia zjawiska potężnej kałuży krwi zamieszanej na truchle po poprzedniku i dla ulokowania strefy komfortu poza strefami trujących oczy ciał.
– Wszystko w porządku? – zapytałam spokojnie, gdy przerywała pić kolejne wdechy płynu za zamkniętego ustnika trzymanego od wewnętrznej poło
















