*****Punkt widzenia Ashtona*****
Ignorowałem błądzące spojrzenia, gdy zmierzaliśmy do naszego prywatnego stolika, natychmiast zaznaczając w sali naszą obecność jako watahy.
Nie spojrzałem jeszcze na Jacoba, ale wiedziałem, gdzie stoi, i byłem pewien, że on już nas zauważył.
Żywiłem do Jacoba sporo szacunku, jednak nie podobał mi się ten cały pomysł z sadzaniem go na podwyższeniu, ponad wszystkimi
















