*****Punkt widzenia Tragedy*****
Wzrok Alfy wwiercał się we mnie, analizując mnie z kalkulującą intensywnością.
Jego głos był głęboki i władczy, gdy przemówił, a każde słowo ociekało autorytetem.
– Twierdzisz, że jesteś zagubioną wilczycą szukającą schronienia – stwierdził, a jego głos rezonował wewnątrz celi. – Ale muszę przyznać, że mam wątpliwości.
Strach ścisnął moje serce, ale zebrałam w sobie resztki odwagi, by znów napotkać jego spojrzenie, nawet gdy moje ciało drżało z trwogi.
– Proszę, Alfo – błagałam, mój głos się łamał. – Nie jestem szpiegiem. Jestem tylko wilczycą, która nie ma dokąd pójść. N-Nie chciałam wyrządzić krzywdy! Wsiadłam do pociągu, a on przywiózł mnie tutaj. – Pociągnęłam nosem, modląc się, by mężczyzna mi uwierzył.
Zimny uśmiech szarpnął kącikami jego ust, pozbawiony ciepła czy współczucia.
– Słowa nic dla mnie nie znaczą – stwierdził głosem ociekającym sceptycyzmem. – Czyny zadecydują o twoim losie.
Serce zapadło mi się głębiej, ciężar jego słów miażdżył mojego ducha. Alfa dał znak swoim ludziom, którzy otworzyli drzwi celi z głośnym brzękiem. Podeszli do mnie pewnym krokiem, stawiając mnie na nogi.
Zatoczyłam się do przodu, nogi miałam słabe i zdrętwiałe od ciasnego zamknięcia, a stopy wciąż pocięte i poranione po poprzednim dniu.
– Zostaniesz poddana ścisłej obserwacji – rozkazał Alfa tonem nieznoszącym sprzeciwu. – Ustalimy prawdziwość twoich twierdzeń, a w międzyczasie będziesz mi służyć, w moich kwaterach. – Zakończył, a ja zamrugałam niezliczoną ilość razy, by przetworzyć jego słowa.
Czy to było okazanie mi łaski? Mam mu służyć w jego kwaterach?
Skinęłam natychmiast, gardło miałam suche, gdy walczyłam o odzyskanie głosu.
– R-Rozumiem, Alfo. Będę w pełni współpracować i nie potrafię w-wystarczająco podziękować! – Zdołałam jedynie wyszeptać.
Jego spojrzenie nieco złagodniało, błysk ciekawości zamigotał w jego oczach, zanim zniknął...
– Dobrze – stwierdził, a jego głos zabarwiony był nutą intrygi. – Osobiście będę nadzorował twoją ocenę. Jeśli okażesz się niewinna, może pojawić się szansa na odkupienie tutaj, w naszej watasze.
Odkupienie?
Słowo to odbiło się echem w moim umyśle, prezentując skrawek nadziei pośród wyczerpującej rozpaczy, z którą się do tej pory mierzyłam.
– Umieśćcie ją w małym pokoju na końcu mojego piętra! Będę jej potrzebował blisko, by wypełniała swoje obowiązki – rozkazał swoim dwóm ludziom ruchem nadgarstka, na co ci skinęli głowami.
Strażnicy nie tracili czasu, wyprowadzając mnie z celi, prowadząc znów słabo oświetlonym korytarzem i z powrotem po schodach do świata zewnętrznego...
Moje kroki były ciężkie i niepewne, każdy niósł ciężar moich problemów, podczas gdy nierówne podłoże wciąż raniło moje podeszwy.
Alfa szedł tuż za nami, cicha i imponująca obecność, która sprawiała, że czułam się nieswojo...
Niedługo potem dotarliśmy do budynku przypominającego zamek, znacznie większego niż kwatery mojego starego Alfy, a nawet nasz dom watahy. To miejsce wydawało się o wiele wspanialsze... o wiele bardziej onieśmielające...
Kim był ten człowiek? Co to była za wataha?
Zostałam poprowadzona na górę przez jego wielkich ludzi; zdecydowałam trzymać wzrok wbity w podłogę, gdy mijaliśmy część personelu – nieco zawstydzona i zażenowana moim obecnym stanem.
W końcu zatrzymaliśmy się przed drzwiami, po czym jeden z mężczyzn otworzył je i wepchnął mnie do środka.
Stopy odmówiły mi posłuszeństwa, gdy puścili mnie, pozwalając mi upaść do przodu do pokoju. Skrzywiłam się z bólu w moich i tak posiniaczonych kolanach, zanim podniosłam się z powrotem, by stanąć...
Pokój był przyzwoitych rozmiarów, znacznie większy niż to, do czego byłam przyzwyczajona w domu; gapiłam się na drogie wnętrze i prywatną łazienkę...
Alfa odchrząknął, sprawiając, że wyrwałam się z transu, po czym gestem nakazał mi stanąć na środku pokoju.
Zrobiłam, jak kazał, po czym zaczął krążyć wokół mnie jak drapieżnik, a jego wzrok analizował każdy cal mojej istoty.
Napięcie w powietrzu było namacalne, gdy rozpoczął przesłuchanie – jego ludzie zdawali się zniknąć, zostawiając nas samych w swoim towarzystwie.
– Powiedz mi, Tragedy – zaczął, a jego głos niósł aurę autorytetu. – Co robiłaś w pobliżu terytorium mojej watahy? Jak znalazłaś się w tym pociągu?
Wzięłam głęboki oddech, zbierając całą odwagę, tylko po to, by mu odpowiedzieć...
– Alfo, panie, nie jestem szpiegiem – zaczęłam, mój głos był stabilny mimo kłębiącej się wewnątrz niepewności. – Zostałam odrzucona przez mojego p-partnera... który mnie wygnał... więc w desperacji wsiadłam do pociągu w nocy, mając nadzieję, że zabierze mnie daleko od mojej bolesnej przeszłości. – Pod koniec mojego wyznania pojedyncza łza spłynęła mi po policzku, a on obserwował, jak miarowo opada.
Wzrok Alfy pozostał utkwiony we mnie, nieustępliwy.
– A jaki masz dowód na poparcie swoich twierdzeń? Jeśli twój partner miał moc wygnania cię z watahy, to musi mieć wysoki status, tak? – naciskał.
Spuściłam oczy, czując, jak zalewa mnie fala bezradności.
– Nie mam dowodu, Alfo – przyznałam. – Tylko moje słowo. Rozumiem jednak, że moje słowo może nie wystarczyć, ale błagam cię tylko o szansę. – Kontynuowałam, podczas gdy jego potężna sylwetka stała cale nade mną.
W pokoju zapadła ciężka cisza, wnikliwość Alfy była nieubłagana, gdy zdawał się pogrążony w myślach. Minuty ciągnęły się w wieczność, gdy on rozważał, a jego przenikliwe zielone oczy szukały jakiegokolwiek śladu oszustwa.
– Podaj mi imię swojego partnera, jego status, watahę i powód, dla którego cię odrzucił! – zażądał kolejnej wiedzy, a ja spięłam się na jego ton.
– O-On... Jestem... – zaczęłam się jąkać, niezdolna do skutecznego sklejenia słów, gdy jego brwi ściągnęły się w gniewnym spojrzeniu.
– Zacznij od jego imienia? – Uprościł swoje żądanie, a ja skinęłam słabo i wzięłam oddech.
– D-Derrick Colt... – Serce ścisnęło mi się, gdy wypowiedziałam to imię na głos; nagle przyłożyłam rękę do piersi, by ją uścisnąć – Alfa studiował mnie intensywnie.
Dlaczego to wciąż boli?
– Jaki jest jego status? – naciskał, wydając się nagle zaniepokojony tym nazwiskiem.
– On... był synem mojego Alfy... następnym w kolejce... w watasze Moon Lust... – Wciąż trzymałam się za serce, które waliło, wysyłając fale bólu przez moje ciało, gdy przypominałam sobie mężczyznę, który potraktował mnie tak okrutnie.
Obrzydzenie, jakie miał na twarzy, gdy mnie odrzucał...
– Dlaczego cię odrzucił? – Alfa wycedził pytanie przez zęby, wydając się wściekły tą historią, a ja otwierałam i zamykałam usta ze strachu.
– Ponieważ, panie... Ja... jestem tylko wilczycą-cherlakiem... Byłam dla niego bezużyteczna... Byłam ciężarem dla tamtej watahy. – Wyszeptałam ostatnie wyznanie, nie wiedząc, czy w ogóle mnie usłyszał.
Cisza zapadła między nami ponownie, gdy Alfa zaczął powoli chodzić tam i z powrotem po pokoju – zdając się nad czymś zastanawiać.
– Więc powiedz mi to, Tragedy... dlaczego jeszcze nie zaakceptowałaś jego odrzucenia? Chcesz być z nim nadal związana? Odzyskać go? Może pewnego dnia wrócić do swojej starej watahy? – Alfa zatrzymał się w swoim chodzie, a jego zielone spojrzenie znów spoczęło na mnie.
– C-Co? N-Nie? – Szukałam słów, nie rozumiejąc, co miał na myśli przez to oskarżenie.
– Zatem, aby zostać tutaj... w mojej watasze... musisz go odrzucić w tej chwili, abym mógł być świadkiem zerwania przez ciebie wszelkich więzi! – podsumował, a ja przestępowałam z nogi na nogę pod jego przesłuchaniem.
– T-Tak, panie... ale nie... nie wiem jak? Nie wiedziałam, że muszę... zaakceptować jego odrzucenie. – Powiedziałam mu prawdę, zdezorientowana, dlaczego nigdy o czymś takim nie słyszałam.
Alfa prychnął lekko, wydając się poruszony moim brakiem wiedzy, po czym zaczął:
– Dlatego wciąż czujesz ból, gdy wymawiasz jego imię! Musisz zaakceptować, że cię odrzucił, zanim będziesz mogła ruszyć dalej! – stwierdził, jakby to było oczywiste.
Skinęłam głową w zamyśleniu, myśląc, że to ma sens.
– J-Ja... Tragedy... akceptuję odrzucenie... Derricka Colta... przyszłego Alfy watahy Moon Lust... – Usłyszałam, jak wypowiadam to oświadczenie na głos, po czym poczułam potrzebę zaczerpnięcia powietrza – moje płuca nagle poczuły się tak, jakby zostały uwolnione z miażdżącego uścisku.
– Grzeczna dziewczynka... – Alfa skinął z aprobatą, jego ton był pozbawiony emocji, gdy mruknął te słowa.
– Umyj się i przebierz... Wrócę wkrótce, by omówić twoje następne zadanie... i nie popełnij błędu, Tragedy... jeśli okażesz się szpiegiem lub kimś innym... każę cię torturować i wygnać... rozumiesz? – wycedził, a ja skinęłam szybko, wdzięczna za możliwość udowodnienia mu swojej wartości.
– Dz-Dziękuję... – powiedziałam mu, i z tym...
Odszedł.
















