*****Perspektywa Tragedy*****
Zostawszy sama w pokoju, poświęcam chwilę, by zebrać myśli.
Spotkanie z imponującym Alfą wstrząsnęło mną, ale w jego słowach tlił się promyk nadziei – szansa na odkupienie wewnątrz jego watahy.
Ocierając łzy plamiące moje policzki, rozejrzałam się po pokoju, chłonąc otaczający mnie przepych.
Stanowiło to ogromny kontrast wobec skromnej przestrzeni, którą znałam z mojej poprzedniej watahy. W domu ograniczano mnie do starego schowka na miotły – zakurzonego i wilgotnego, z małym, pojedynczym materacem na podłodze.
Wielkie podwójne łóżko, luksusowe meble i prywatna łazienka w tym pokoju świadczyły o życiu, o jakim jedynie śniłam, ale nie mogłam jeszcze pozwolić sobie, by wygoda mnie zwiodła... gdyż w głębi duszy wiedziałam, że to może nie potrwać długo.
Rozległo się pukanie do drzwi, przez co spięłam się i wbiłam w nie wzrok...
"Ubrania dla panienki... przysłane przez Alfę..." Do pokoju wchodzi drobna kobieta, w podeszłym wieku, uśmiechając się do mnie promiennie.
Zmuszam się do odwzajemnienia uśmiechu, wyglądając jak sarna oślepiona światłami, gdy ona kładzie mi w ramiona miękkie jedwabie i puszyste ręczniki – po czym delikatnie klepie mnie po ramieniu.
"Mogę sobie tylko wyobrazić, co przeszłaś, kochana... ale wiedz jedno, nasz Alfa może i jest groźny i przerażający, ale to bardzo rozsądny mężczyzna... weź prysznic i użyj wszelkich produktów, jakich potrzebujesz – chce, żebyś się częstowała" – wyjaśnia uprzejma starsza pani, a ja kiwam głową i posyłam jej ostatni uśmiech, zanim kieruje się z powrotem do drzwi.
Nikt nigdy nie był dla mnie tak miły, jak ona przed chwilą...
Na tę myśl moje oczy znów lekko zachodzą łzami, gdy powłócząc nogami, ruszam w stronę łazienki.
Wchodzę do środka, pragnąc się umyć i przebrać w przygotowane dla mnie świeże ubrania. Ciepła woda ukoiła moje zmęczone ciało, zmywając brud i osad nagromadzony podczas pobytu w starej watasze.
Jęczę cicho, gdy woda uderza w rozcięcia na moich stopach, ale mimo to jestem wdzięczna, że mogłam oczyścić rany... W domu nie przywykłam do kąpieli w ciepłej wodzie, więc to również było dla mnie jak sen...
Namydlam włosy szamponem o zapachu owoców leśnych i odżywkami, ciesząc się ich myciem tak wysokiej klasy produktami po raz pierwszy. Wykonałam dwa pełne mycia, chcąc, by moje włosy były tak czyste, jak to możliwe i by ułatwić sobie sprawę przy rozczesywaniu kołtunów...
Gdy wychodzę spod prysznica, korzystam z nowej szczoteczki i miętowej pasty – szorując zęby zawzięcie, dopóki nie uznałam, że są czyste.
W końcu wynurzam się z łazienki, ubrana w czystą, błękitną jedwabną piżamę, zerkając na swoje odbicie w lustrze.
Odbicie, które patrzyło na mnie, zdawało się już należeć do innej osoby, a nie do tej złamanej i odrzuconej dziewczyny, którą zawsze byłam.
W moich oczach tlił się niewielki promyk nadziei, gdy opuszki moich palców muskały miękki materiał ubrania, jakiego nigdy wcześniej nie miałam okazji dotknąć...
Przeszukuję ponownie łazienkę, wdzięczna za znalezienie szczotki do włosów, i z przyjemnością przeczesuję nią moje długie, zmiękczone fale – widząc, jak moje blond pasma lśnią po raz pierwszy od miesięcy.
Właśnie gdy kończyłam, podziwiając w lustrze moje prawie suche włosy i czystą skórę, pukanie do drzwi przerwało moje rozmyślania.
Przestraszona, pospieszyłam otworzyć, znajdując jednego z zaufanych przybocznych Alfy stojącego na zewnątrz – wyglądał na tak samo zirytowanego, jak wcześniej.
"Alfa żąda twojej obecności w swoim gabinecie" – oznajmia oschle przyboczny, a jego głos jest wyzuty z emocji, na co kiwam głową.
Nerwowo podążam za nim korytarzami, a moje kroki niosą się echem w ciszy. Ciężar oczekiwania wisiał w powietrzu, gdy zbliżaliśmy się do gabinetu Alfy, pomieszczenia, które emanowało władzą i autorytetem...
Przyboczny pchnął drzwi, ukazując Alfę siedzącego za masywnym drewnianym biurkiem. Pokój urządzony był w szmaragdowej zieleni i złocie, zdobiony dębowymi półkami wypełnionymi starożytnymi księgami i misternymi artefaktami, co stanowiło świadectwo ogromnej wiedzy i wpływów Alfy.
Weszłam do środka, wbijając wzrok w Alfę, który przyglądał mi się z nieodgadnionym wyrazem twarzy.
Jego ciemne włosy dopełniały opaloną skórę, a jego ostre rysy nosiły znamiona dominacji. Tatuaże zdobiły jego muskularne ramiona, dodając mu bogactwa, statusu i władzy. Ale to jego przenikliwe zielone oczy zdawały się zawsze trzymać mnie w niewoli.
Nigdy w życiu nie widziałam takich oczu jak jego...
"Tragedy" – przemówił Alfa, głosem władczym, a jednak zabarwionym ciekawością. "Zaakceptowałaś odrzucenie przez swojego partnera, ale wyczuwam, że wciąż wiele ze sobą dźwigasz." Wraz z jego słowami przyboczny zamyka drzwi i wychodzi – zapewniając nam znów prywatność, co mnie denerwuje.
Skinęłam głową, moim głosem ledwie głośniejszym od szeptu. "T-Tak, Alfo. Ból po jego odrzuceniu wciąż się utrzymuje, ale jestem zdeterminowana, by ruszyć naprzód. Nie byliśmy sobie pisani."
Studiuje mnie przez chwilę, jego spojrzenie jest nieustępliwe. "Dobrze" – odparł, a w jego głosie brzmiała nuta aprobaty. "Teraz mam dla ciebie zadanie."
Serce zabiło mi szybciej na jego słowa. To była moja szansa, by się wykazać, by zapracować na swoje miejsce w watasze.
"Wyglądasz znacznie lepiej, teraz gdy cię domyliśmy." Jego oczy nagle omiatają mój wygląd od stóp do głów, a ja wiercę się pod jego ognistym spojrzeniem.
"Podejdź tu." Wykonuje następnie ruch palcami, a moje stopy poruszają się z własnej woli – jakby pod jego urokiem.
"Usiądź." Mówi mi następnie, a ja powoli opuszczam się na krzesło naprzeciwko jego wielkiego biurka, podziwiając sterty dokumentów, które na nim spiętrzył.
Ewidentnie był zapracowanym człowiekiem...
Przyglądam mu się, a błysk rozbawienia zdaje się wypełniać jego oczy, zanim się odzywa: "Twoim pierwszym zadaniem jest... chcę, żebyś obcięła mi włosy i zgoliła brodę." Kończy, a ja niemalże upadam.
"C-Co?" Dukam, zanim on wstaje ze swojej pozycji i przechodzi przez pokój.
Podchodzi do szafki i wyciąga nożyczki oraz otwartą brzytwę, po czym kładzie je na biurku przede mną, obok innego sprzętu.
Ciężar odpowiedzialności osiada na moich barkach i uświadamiam sobie, że to zadanie to coś więcej niż prosta pielęgnacja.
To sprawdzian zaufania i bezbronności...
"Tragedy" – mówi, jego głos jest niski i władczy – "zrobisz, co rozkażę. To nie jest wybór. Jeśli masz być moją osobistą pokojówką, muszę ci ufać." Wzrusza ramionami, po czym siada z powrotem w fotelu i gestem nakazuje mi podejść.
Jego osobistą pokojówką...
Jego słowa wywołują dreszcz na moich plecach, a serce łomocze w piersi.
Wiem, że sprzeciwienie się mu nie wchodzi w grę, ale intensywność jego spojrzenia jasno daje do zrozumienia, że stawką jest tu coś więcej niż zwykłe strzyżenie...
Biorę głęboki oddech, próbując opanować drżenie rąk, gdy najpierw sięgam po nożyczki.
Gdy podchodzę bliżej niego, powietrze aż trzeszczy od napięcia. Zapach jego pierwotnej energii i drogiej wody kolońskiej wypełnia pokój, obezwładniający i odurzająco boski.
Przesuwam palcami po jego ciemnych lokach, czując ich gęstość i ciężar. Pasma owijają się wokół moich opuszków palców niczym żywe stworzenia, jakby były przedłużeniem jego mocy.
Z każdym cięciem nożyczek pokój wypełnia się dźwiękiem odcinanego autorytetu, a ja praktycznie wzdrygam się przy każdym kłapnięciu.
Jego oczy wwiercają się we mnie, ich zielona intensywność przeszywa moją duszę. To tak, jakby widział na wskroś każdą moją myśl i pragnienie, obnażając moją wewnętrzną surowość.
Gdy przycinam włosy, nie mogę oprzeć się wrażeniu dziwnej więzi z nim, jakbym miała go spotkać właśnie w tym momencie mojego życia...
Każde pasmo opadające na ziemię wydaje się zrzucanym fragmentem jego tożsamości, odsłaniającym stronę, którą ukrywa przed światem.
Kiedy przechodzę do jego brody, atmosfera w pokoju staje się jeszcze bardziej naelektryzowana. Brzytwa sunie po jego skórze z niebezpieczną precyzją, a zapach jego męskiej esencji wypełnia powietrze.
Czuję, jak jego dłonie przesuwają się w górę moich ud, by nagle chwycić mnie za biodra, co sprawia, że sztywnieję pod jego dotykiem...
"Trzęsiesz się." Komentuje nonszalancko, a ja odchrząkuję i w myślach przeklinam swoje płonące policzki.
Bezbronność w jego wyrazie twarzy jest zarówno zniewalająca, jak i przerażająca – surowe przypomnienie władzy, jaką nade mną dzierży, mimo że to ja trzymam otwarte ostrze przy jego gardle.
Z każdym pociągnięciem brzytwy jestem boleśnie świadoma wagi tej chwili. Nie chodzi tylko o pielęgnację; chodzi o to, czy spróbuję go zabić, czy nie.
Nie odważyłabym się...
Gdy w końcu kończę, cofam się, by podziwiać swoje dzieło, a oddech więźnie mi w gardle, gdy uwalniam się z jego uścisku.
"Tragedy" – mruczy, a jego głos wypełnia mieszanina satysfakcji i głodu. "Wykazałaś się posłuszeństwem i umiejętnościami. Podoba mi się to." Przyznaje, przesuwając się, by podziwiać efekt w lustrze.
Jego słowa wywołują dreszcz na moich plecach, potężną mieszankę strachu i ekscytacji.
Ten mężczyzna, ten Alfa, był jak żaden inny, którego spotkałam wcześniej.
Był inny...
















