Byłam kłębkiem nerwów. Dziś była niedziela, co oznaczało rodzinną kolację w posiadłości Romana z jego ojcem. Człowiekiem, który uważa, że nie jestem godna jego syna ani nie pasuję do jego standardów.
Stałam już przed drzwiami ich rezydencji, próbując opanować lęk. To było jak powtórka z kolacji z jego mamą, ale tym razem wiedziałam, czego się spodziewać, bo z tego, co mówił Roman, jego ojciec nie
















