— Mamo, wróciłam! — zawołałam, a mama wbiegła do salonu z szerokim uśmiechem na twarzy, z moim bratem depczącym jej po piętach.
— Vivi! — krzyknął Arlo, biegnąc w moją stronę. Podniosłam go i zakręciłam nim w kółko, na co odpowiedział serią piskliwych chichotów.
Postawiłam go na ziemi, wciąż go trzymając, żeby nie upadł, dopóki nie odzyskał równowagi. Pobiegł z powrotem na kanapę, by oglądać swoją ulubioną bajkę o SpongeBobie.
Podeszłam do mamy, która uśmiechała się, patrząc na naszą rodzeństką więź. Pochyliłam się i ucałowałam ją w policzek.
— Jak tam w szkole? — zapytała.
— Jak zwykle w szkole — odpowiedziałam, unosząc jedną brew, by podkreślić swoją opinię.
— Czyli bez zmian; nic ciekawego się nie wydarzyło?
— Nie, mamo, nic ciekawego.
— Cóż, skoro tak mówisz, to może idź się odśwież, a ja przygotuję kolację? Wciąż nie mogę się zdecydować, co ugotować.
— Może spaghetti z klopsikami? — zasugerowałam, a na samą myśl ciekła mi ślinka.
— To dobry pomysł. Zostawiłam dla ciebie babeczki. Możesz je teraz wziąć na górę.
— Dzięki, mamo. — Poszłam do kuchni i znalazłam talerz czekoladowych babeczek. Wyjęłam tacę, postawiłam na niej talerz, po czym otworzyłam lodówkę, by wyciągnąć mój ulubiony sok pomarańczowy, nalałam go do szklanki i odstawiłam karton.
Ostrożnie weszłam do swojego pokoju z plecakem na plecach i tacą w rękach. Gdy tylko znalazłam się w środku, postawiłam tacę na stole, rzuciłam plecak na podłogę i pobiegłam pod prysznic. Wyszłam po chwili, odświeżona i czysta, ubrana jedynie w za duży T-shirt sięgający nad kolana.
Po pochłonięciu przekąsek rzuciłam się na łóżko z telefonem w ręku. Przez kilka minut przeglądałam Instagrama, oglądając śmieszne filmiki, i nawet nie zauważyłam, kiedy zasnęłam.
Poczułam wibracje pod sobą. Moje oczy były na wpół zamknięte, gdy ręką szukałam źródła dźwięku. Znalazłam telefon, zmusiłam się do otwarcia powiek, spojrzałam na identyfikator dzwoniącego i odebrałam.
— Wiem, że jestem niesamowita i zabawna, ale widziałyśmy się godzinę temu — mruknęłam zaspana, czując potworne niewyspanie.
— „Cześć Lo, co u ciebie? U mnie w porządku. Dziękuję, Vivi. Dziękuję za to wspaniałe powitanie. A co u ciebie?” — usłyszałam sarkastyczną odpowiedź.
Przewróciłam na to oczami. Królowa dramatu. — Cześć, Lo.
— Hej, Vivi. Skoro mamy już za sobą uprzejmości, chciałam cię o coś zapytać jeszcze w szkole, ale wyleciało mi to z głowy.
Jej słowa przykuły moją uwagę, więc rzuciłam krótko, chcąc wiedzieć więcej:
— Co takiego?
— Reid robi imprezę w piątek; chodźmy razem.
— Nie, wiesz, że nie chodzę na imprezy, a zazwyczaj chodzisz z Lyrą. Dlaczego jej nie zapytałaś?
Lo westchnęła ciężko, zanim odpowiedziała: — Zapytałam, ale ona ma w piątek ważną rodzinną kolację. Caleb wraca do domu. — Uderzyłam się ręką w czoło, przypominając sobie, jak Lyra mówiła, że jej starszy brat, Caleb, wraca w tym tygodniu po roku nieobecności z powodu studiów.
— Moja odpowiedź brzmi nadal „nie”, a wiesz, że mama mi nie pozwoli, bo nigdy nie sprzeciwia się tacie — powiedziałam.
Po tym, co przydarzyło się siostrze mojego taty, gdy byli młodzi, tata nienawidzi myśli o tym, by którakolwiek z nas wychodziła późno w nocy, a już zwłaszcza na imprezy.
— Możesz powiedzieć mamie, że robimy nocowanie u mnie, proszę, Vivi — błagała Lo.
— Dobra, ale pod jednym warunkiem. — Na mojej twarzy pojawił się diaboliczny uśmieszek. Wiedziałam, że nie ma wyjścia i musi zrobić to, co powiem, jeśli chce, bym poszła z nią w piątek.
— Jakim? — zapytała podejrzliwie, jakbym miała poprosić ją o coś drastycznego i szalonego.
Może i tak było.
— Pomóż mi odegrać się na Romanie za dzisiejszy poranek. — Lo zajęczała, nie chcąc mieć nic wspólnego z moimi porachunkami z Romanem.
— Muszę?
— Tak, planuję mu się odpłacić i wiem dokładnie jak. Potrzebuję tylko twojej małej pomocy.
— Dobra... Do jutra — powiedziała i rozłączyła się.
Gdy rozmowa dobiegła końca, nie mogłam powstrzymać szerokiego uśmiechu. Nie mogłam się doczekać jutra, by wcielić mój plan w życie.
— Vivi, kolacja gotowa! — krzyknęła mama. Zeszłam na dół do jadalni, podśpiewując pod nosem.
Mama spojrzała na mnie dziwnie. — Co ty tak nucisz?
— Nic, po prostu cieszę się na jutro.
♤♤♤♤
Właśnie kończyłam malować rzęsy, gdy usłyszałam klakson i wiedziałam, że Lo już czeka. Zbiegłam na dół z plecakiem.
— Pa mamo, pa Arlo! Do zobaczenia po szkole! — zawołałam i wybiegłam z domu. Wskoczyłam na tylne siedzenie samochodu, bo Lyra siedziała już z przodu.
— Hej, aniołki — przywitałam się. Wiem, że to kiczowate, ale tak się do nich zwracam. Czasami.
— Więc słyszałam od Lo o twoim planie zemsty na Romanie za wczoraj — powiedziała Lyra.
— Tak, zamierzam wyrównać rachunki. — Na mojej twarzy pojawił się uśmieszek.
— Nie uważacie, że ten wasz konflikt trwa już zdecydowanie za długo? — wtrąciła Lo.
— Chociaż wiem, że Lo ma rację, wchodzę w to — oznajmiła Lyra.
Lo przewróciła oczami, co sprawiło, że obie z Lyrą wybuchnęłyśmy śmiechem.
Wiedziałam, że na Lyrę zawsze mogę liczyć; zawsze była moją partnerką w zbrodni, podczas gdy Lo jako jedyna z naszej trójki zawsze próbuje nas odwieść od wszystkiego, co uznaje za złe. Jest jak taka kwoka.
















