VIVI
Romanowi udało się odciągnąć mnie od szpitala i przekonać, bym pojechała do domu się odświeżyć, podczas gdy on miał zostać, obiecując informować mnie o każdej zmianie.
Jego osobisty kierowca odwiózł mnie do domu. Droga ze szpitala minęła w ciszy, jednak przyjęłam to z ulgą. W moich kościach gościło wyczerpanie.
Znów ogarnęło mnie poczucie całkowitego znieczulenia. Złapałam się na tym, że wyłą
















