Elena Wilder stała znieruchomiała w progu salonu, zaciskając palce na pasku od torby do pracy. Jej siostra, Sienna, przeszkodziła jej w szykowaniu się do wyjścia, upierając się, że matka musi z nimi porozmawiać o czymś ważnym.
– Elena, usiądź – rozkazała jej matka, Beatrice Wilder, rozparta na wysłużonej kanapie niczym królowa udzielająca audiencji. Jej jaskrawoczerwona szminka gryzła się z wyblakłym różem na policzkach, a starannie wymanikiurowane paznokcie stukały o kieliszek z winem.
– Czy to nie może poczekać? Mam pracę – odpowiedziała Elena napiętym głosem. – Nie mogę sobie pozwolić na kolejne spóźnienie.
Jej matka uniosła brew. – Praca? Masz na myśli usługiwanie tym nadzianym snobom w Onyx Lounge? Błagam cię.
Elena ugryzła się w język. Była zbyt mądra, by dać się sprowokować. Potrzebowała tej pracy. Onyx Lounge nie był jedynie źródłem wypłaty; był jej kołem ratunkowym, pierwszym krokiem w planie zaoszczędzenia wystarczającej sumy, by opuścić Havenbrook i zostawić za sobą piętno bycia Wilderówną.
Caleb, jej starszy brat, siedział zgarbiony w kącie, przewijając coś na telefonie. Jego obojętność wobec rodzinnego chaosu była wręcz godna podziwu. Przynajmniej trzymał się z dala od tych niekończących się kłótni.
– O co chodzi, mamo? – zapytała Elena, tracąc resztki cierpliwości.
Wargi Beatrice wykrzywiły się w uśmiechu. – Mamy dobre wieści.
Elena zamrugała, sceptycznie nastawiona. – Dobre wieści?
– Tak! – wtrąciła się najstarsza z rodzeństwa, Sienna, wręcz promieniując z ekscytacji. – Dostałam złote zaproszenie na Galę Zenith w Havenbrook!
Elena ponownie zamrugała, tym razem wolniej, próbując przetworzyć, jakim cudem miała to być dobra nowina. Gala Zenith – najbardziej ekskluzywne, przepyszne wydarzenie dla bogatych i wpływowych – była tak samo oderwana od jej świata, jak Księżyc.
– I z jakiego powodu... to dobre wieści? – zapytała Elena, autentycznie zbita z pantałyku.
– W sumie fajnie będzie tam pójść – mruknął Caleb, nie odrywając wzroku od telefonu.
– Fajnie?! – Głos Sienny podskoczył o oktawę. – Masz pojęcie, co to oznacza? Będą tam najbogatsi kawalerowie na świecie! To jest nasza szansa!
– A jakim cudem twoje nazwisko znalazło się na liście? – spytała Elena, a jej ton był ostrzejszy, niż zamierzała.
– Znajomości – rzuciła zadowolona z siebie Beatrice, obracając kieliszek z winem.
Elena nie chciała drążyć, o jakie dokładnie "znajomości" chodziło jej matce. Wiedziała, że odpowiedź nie byłaby przyjemna.
– Okej, więc Sienna idzie na jakieś eleganckie przyjęcie. Co to ma wspólnego ze mną? – zapytała Elena, sprawdzając godzinę na telefonie. Naprawdę nie mogła pozwolić sobie na spóźnienie.
Beatrice pochyliła się do przodu, zniżając głos do konspiracyjnego tonu. – To nasza szansa, Eleno. Sienna musi tylko wpaść w oko odpowiedniemu mężczyźnie. Jakiemuś miliarderowi. Komuś, kto może odmienić całe nasze życie.
Elena powstrzymała chęć przewrócenia oczami. Oczywiście, to była kolejna intryga jej matki. Wszystko w życiu Beatrice Wilder kręciło się wokół uganiania się za bogatymi mężczyznami, a jej córki nie stanowiły tu wyjątku.
– Cieszę się szczęściem Sienny – powiedziała sucho Elena, wstając do wyjścia. – Gratulacje i powodzenia na przyjęciu. Muszę lecieć.
– Usiądź, Elena – warknęła Beatrice, a jej ton stał się ostry.
– Nie mogę się spóźnić...
– Siadaj!
Z ociąganiem Elena opadła z powrotem na kanapę, zerkając na zegar ścienny. I tak była już na styk z czasem.
– Posłuchajcie, wszyscy wiecie, jak bardzo cierpimy i ile straciliśmy, odkąd ten stary drań wsadził mnie do więzienia. To niepowtarzalna okazja, która na zawsze odmieni nasze życie.
– A co to w ogóle ma do mnie? Czyżby cała rodzina dostała zaproszenie?
– Chciałabyś... – parsknęła Sienna. – Nikt nie zaprosi cię na takie przyjęcie z taką twarzą.
Caleb zachichotał, ściągając na siebie spojrzenia.
– Sienna, musisz przestać udawać, jakby Elena nie była najładniejsza z naszej rodziny – powiedział Caleb, wciąż wpatrując się w ekran telefonu.
– Fuu, nie mów tak, jesteś moim bratem – uśmiechnęła się Elena, która zawsze lubiła drażnić się z bratem.
– Czy wspominałem już, że jest też najgłupsza?
– Staram się.
– Wystarczy tego, oboje – zganiła ich Beatrice.
– Mamo, naprawdę muszę iść do pracy, a cokolwiek to jest, najwyraźniej mnie nie dotyczy.
– Zawsze gadasz o tym z taką dumą, jakby to była prawdziwa praca – powiedziała z szyderczym śmiechem Talia, średnia z sióstr.
– Przynajmniej cokolwiek robię! – odparowała Elena.
Zanim kłótnia zdążyła przybrać na sile, telefon Beatrice zawibrował. Spojrzała na ekran, a na jej twarzy wykwitł chytry uśmiech. – Ten sam czas, to samo miejsce, Barry? Będę – powiedziała do słuchawki, a z jej głosu aż kapało uwodzenie.
Elenę zalała fala obrzydzenia. Nie musiała zgadywać, czego dotyczył ten telefon. To był stały biznes jej matki – zabawianie jakiegoś bogatego faceta w zamian za gotówkę, prezenty albo przysługi.
Kiedy Beatrice się rozłączyła, znów przeniosła uwagę na Elenę. – Rzecz w tym, że wszyscy musimy się złożyć, żeby zapewnić twojej siostrze wszystko, czego potrzebuje na to przyjęcie. Ty również.
– To jakieś żarty, mamo! Nie liczcie na mnie – powiedziała Elena stalowym głosem.
Oczy Beatrice się zwęziły. – Nie bądź samolubna, Elena. To dla dobra rodziny.
– Nie mam pieniędzy.
– Owszem, masz – pospieszyła z odpowiedzią Talia. – Oszczędzasz mnóstwo kasy na studia.
– Sama powiedziałaś, na studia.
– To coś więcej niż studia, zresztą mówiłam ci tysiąc razy, jesteś z Wilderów, nie masz czego szukać na uczelni – powiedziała Beatrice, sprawdzając telefon.
– A ja powtarzałam wam milion razy, że nie jestem taka jak wy! Nie chcę być taka jak wy, nie zamierzam siedzieć z założonymi rękami i czekać, aż jakiś bogacz przyjdzie i odmieni moje życie.
– Więc uważasz, że jesteś teraz od nas lepsza?
– Mój Boże! Wychodzę. Sienna, jestem pewna, że sobie poradzisz, a jeśli już zdobędziesz swojego chłopaka czy męża miliardera, pamiętaj, żeby nie dać mi ani centa z jego pieniędzy.
Elena chwyciła torbę i ruszyła do drzwi.
Studia w innym kraju były jej drogą ucieczki; nie pozwoli, by ktokolwiek to zrujnował.
Niczego nie pragnęła bardziej, niż opuścić to miasto i wymazać ze swego istnienia to przeklęte nazwisko.
– Och, jesteś z Wilderów, nieważne.
– Jesteś z Wilderów, nie masz nic do gadania.
– Dziewczyno, jesteś z Wilderów.
– Jesteś Wilderówną. Zamknij się i rozłóż nogi.
– Tylko nie Wilderówna zgrywająca skromnisię.
















