Stały przed budynkiem – czteroosobowa rodzina z kilkoma torbami pospiesznie spakowanymi w to, co zdołały udźwignąć.
Ich matka krążyła kilka metrów dalej, z telefonem przyciśniętym do ucha. Desperacja była widoczna w sposobie, w jaki zaciskała dłonie na urządzeniu, jakby było ono jej ostatnią deską ratunku.
Elena skrzyżowała ramiona, obserwując, jak głos matki wznosi się i opada – targowała się, bł
















