Tamtej nocy Elena prawie wcale nie spała. Przewracała się z boku na bok, raz za razem odtwarzając w myślach surrealistyczne spotkanie z Dominikiem Sterlingiem. Sposób, w jaki na nią patrzył, arogancja w jego głosie, absurdalność jego propozycji – pięć tysięcy za randkę? Brzmiało to jak okrutny żart, mający na celu jedynie ją upokorzyć.
Jednak myśl o pieniądzach nieustannie wracała, nieproszona. Pięć tysięcy dolarów. Za trzy randki dałoby to piętnaście tysięcy dolarów. Było to więcej pieniędzy, niż mogłaby mieć nadzieję zaoszczędzić przez lata pracy w Onyx Lounge.
Piętnaście tysięcy mogło opłacić wiele rzeczy: czynsz, jedzenie... To mogła być jej najszybsza droga ucieczki z Havenbrook.
Elena usiadła na łóżku i jęknęła, przeczesując włosy dłońmi. Nie. Nie powinna nawet dopuszczać do siebie takich myśli.
W cokolwiek grał Dominic Sterling, nie chciała brać w tym udziału. Te pieniądze mogły ją teraz uratować, ale wzięcie ich od Sterlinga z pewnością wiązałoby się z układami, w które nie zamierzała się wikłać.
Do rana wciąż była wyczerpana, ale zdeterminowana, by trzymać się swojej decyzji. Powlokła się ze swojego maleńkiego pokoju do kuchni, licząc na odrobinę kawy na dobry początek dnia. Kiedy weszła, usłyszała siostry rozmawiające przyciszonymi głosami.
– Nie ma mowy, żeby to była prawda – mówiła Sienna, a z jej głosu aż kapał sceptycyzm.
– To możliwe – odparowała Talia, odrzucając włosy przez ramię. – Wszyscy w mieście o tym gadają.
– O co chodzi? – zapytała zaspana Elena, kierując się do szafki po szklankę. – Gdzie jest mama?
– Wyszła. Pewnie nie wróci, dopóki sam Bóg nie zadecyduje inaczej – odpowiedziała Talia, nawet nie zaszczycając jej spojrzeniem.
– Masz urojenia, jeśli myślisz, że zerwali – powiedziała Sienna ze śmiechem. – Genevieve wolałaby żuć szkło, niż zerwać ze Sterlingiem.
Elena zamarła, mocno zaciskając dłoń na szklance.
– Albo to on zerwał z nią – rzuciła Talia z chytrym uśmiechem.
Sienna parsknęła. – O mój Boże, Talia, tylko mi nie mów, że wciąż łudzisz się nadzieją, że pewnego dnia go zdobędziesz. Na tym etapie to po prostu żenujące.
Elena odwróciła się powoli, czując, jak żołądek podchodzi jej do gardła, gdy przysłuchiwała się tej wymianie zdań.
– Nie mam rojeń! – warknęła Talia. – A ty nie masz prawa nic mówić. Przynajmniej spróbowałam. W przeciwieństwie do ciebie; ty jesteś zbyt zajęta uganianiem się za każdym bogatym kolesiem, który obdarzy cię drugim spojrzeniem.
– Słowo "spróbowałaś" to mało powiedziane – skwitowała Sienna ze złośliwym chichotem. – Paradowanie nago po Posiadłości Sterlingów zaledwie trzy dni po tym, jak cię zatrudniono? Błagam. To było żałosne.
Twarz Talii poczerwieniała. Otworzyła usta, żeby ostro odpowiedzieć, ale Sienna mówiła dalej.
– Pogódź się z tym, Talia. Jesteśmy z Wilderów. Sterlingowie nawet nie patrzą na nas jak na ludzi. Nienawidzą samego faktu istnienia naszej rodziny.
– Nieważne – prychnęła Talia, krzyżując ramiona.
Elena zmusiła się do ruchu, podchodząc do zlewu, żeby nalać sobie wody. Dłonie jej się trzęsły; modliła się, aby żadna z sióstr tego nie zauważyła.
Gdy tylko wróciła do siebie, chwyciła telefon z szafki nocnej i natychmiast otworzyła stronę Havenbrook Chronicle. Tam, wpatrując się w nią pogrubionymi literami, widniał nagłówek:
**Dominic Sterling i Genevieve Ashford kończą ze sobą.**
Serce Eleny zabiło mocniej, gdy czytała artykuł. Genevieve potwierdziła rozstanie w wywiadzie zeszłej nocy, mówiąc, że zdecydowali się na "przerwę", by skupić się na sobie. Ton artykułu był jednak podejrzliwy i sugerował jakiś zakulisowy dramat.
Elena odłożyła telefon i oparła się o ścianę, a w jej głowie aż wirowało. Czy to dlatego do niej zagadał? Bo był teraz singlem i potrzebował kogoś, by... co? Wypełnić pustkę? Stać się częścią jego absurdalnych gier?
Pokręciła głową.
Nie mogła pozwolić, by wciągnięto ją w to szaleństwo, czymkolwiek by ono nie było.
Właśnie wtedy telefon w jej dłoni zawibrował. Na widok powiadomienia żołądek wywrócił jej się do góry nogami. Zahała się przez moment, zanim spojrzała na ekran.
Wiadomość była od nieznanego numeru.
"Dzień dobry, Wilder. Nie kłopocz się pytaniami, skąd mam twój numer. Moja propozycja wciąż jest aktualna: trzy randki, 5 tysięcy za każdą. Masz trzy dni na podjęcie decyzji."
Elena wpatrywała się w wiadomość z sercem łomoczącym w piersi. Jej palce drżały, gdy czytała ją ponownie. Niemal słyszała jego głos przebijający przez ten tekst; ten chłodny, arogancki ton, który mówił jej, że był przyzwyczajony do dostawania dokładnie tego, czego chciał.
Przez chwilę rozważała skasowanie wiadomości i udawanie, że nigdy nie istniała. Zamiast tego opadła na brzeg łóżka, kurczowo ściskając telefon.
Piętnaście tysięcy dolarów.
Jej umysł gorączkowo analizował możliwości. Mogłaby w końcu pozwolić sobie na wyjazd z Havenbrook, na nowy start.
Ale wtedy przed oczami mignął jej drwiący uśmiech Dominica Sterlinga, a gniew ponownie wypłynął na powierzchnię.
Trzy dni.
















