Dom wpatrywał się w ojca, a ojciec odwzajemniał spojrzenie, jakby byli dwoma nieznajomymi uwięzionymi w cichym pacie.
Nie było między nimi ciepła, ani śladu ojcowskiej troski – tylko ten sam chłodny krytycyzm, w cieniu którego dorastał.
Powietrze wokół niego stawało się cięższe, tak jak zawsze. Jakby nawet tlen musiał zachowywać się inaczej, gdy on wchodził do pokoju.
Dom wypuścił powietrze, przec
















