Cena Dzikiego

Cena Dzikiego

Autor: L1VIA

Sterlingowie
Autor: L1VIA
23 cze 2026
Posiadłość Sterlingów górowała niczym mroczny, milczący drapieżnik, gdy Dom wchodził po marmurowych schodach i pchnął ciężkie drzwi.  Dom był okazały – ale w najmniejszym stopniu nie przypominał domu, w którym czuć by było ciepło ogniska.  Kolacja w tym miejscu nie polegała na budowaniu rodzinnych więzi; to był wyrachowany spektakl. Dom go nienawidził, ale znosił, bo brała w nim udział jego matka i brat. Jedynie te dwie osoby trzymały go w tym dysfunkcyjnym cyrku. Cóż... oni i Genevieve.   Wkroczył do jadalni, a jego kroki niosły się echem po wypolerowanych podłogach. Rodzina siedziała już na swoich miejscach. Napięcie było wyczuwalne, zanim padło choćby jedno słowo.   – Co to za bzdury, które słyszę o tobie i Genevieve? – zażądał odpowiedzi jego ojciec, Silas Sterling, nawet nie podnosząc wzroku. Jego ton był ostry i chłodny, niczym ostrze przecinające powietrze.   Dom się nie zawahał, nawet nie mrugnął. Opadł na swoje miejsce z wyuczoną swobodą, zachowując starannie neutralny wyraz twarzy. – Dobry wieczór, ojcze – odpowiedział gładko, ignorując ewidentną zaczepkę.   – Przyłożyłeś lód do tego rozcięcia, skarbie? – Jego matka, Eleanor, pochyliła się do przodu, a jej łagodne rysy spięły się z troski. Jej wzrok powędrował ku niewielkiej ranie na jego skroni, będącej pamiątką po ostatniej nielegalnej walce.   Dom zbył to machnięciem ręki. – Nic mi nie jest, matko.   – Nie mogę uwierzyć, że pozwoliłeś, by jakiś żółtodziób ci to zrobił – zadrwił Silas z głosem pełnym pogardy.   – Wygrałem, ojcze – odparł Dom, a w jego słowach pobrzmiewało rozbawienie. – A to się przecież liczy, czyż nie?   Wargi Silasa wykrzywiły się w gniewnym grymasie. – Myślisz, że to jakiś żart? Kazałem ci przełożyć walki na ten tydzień. Jutro przylatują inwestorzy, a ty kręcisz się wokół, wyglądając jak jakiś uliczny zbir. Zdajesz sobie sprawę ze stawki? Możemy stracić miliony!   Dom odchylił się na krześle, całkowicie niewzruszony. – A jednak zarobiłem wczoraj w nocy niezłą kasę na walkach. Twoje priorytety nie są moimi priorytetami, ojcze.   Spojrzenie Silasa pociemniało. Bez żadnego ostrzeżenia chwycił nadgarstek Luciusa i z impetem uderzył nim o stół.   Dom zesztywniał.   Lucius, jego starszy brat, skrzywił się, a jego wargi drżały, gdy desperacko walczył, by stłumić w sobie najmniejszy dźwięk bólu. Żołądek Doma skręcił się w węzeł, gdy patrzył, jak rozgrywa się ta dobrze mu znana scena.   Silas Sterling nie był ojcem. Był tyranem, potworem! Manipulatorem, który karmił się władzą i kontrolą, a kiedy Dom przekraczał jego granice, zawsze to Lucius albo jego matka ponosili główny ciężar jego gniewu.   – Myślisz, że to zabawa, Dominicu? – syknął Silas, mocniej dociskając dłoń Luciusa do blatu.   Lucius miał mocno zaciśnięte oczy, a jego oddech był urywany, lecz nie krzyknął. Nigdy tego nie robił.  Kiedyś Lucius był bohaterem Doma – starszym bratem, który był wręcz nieomylny. Teraz przypominał jedynie cień tamtego człowieka, wyprutą z emocji skorupę, która przetrwała na tym świecie tylko dzięki narkotykom.   Szczęka Doma się zacisnęła, a wściekłość wezbrała tuż pod powierzchnią skóry. Wielkie, błagalne oczy matki utknęły na nim, niemo prosząc, by coś zrobił.   Dom zmusił się do utrzymania opanowanego tonu. – Zajmę się inwestorami – powiedział, a jego słowa były precyzyjne i celowe. – To nie wpłynie na spotkanie. Dostaniesz ten kontrakt.   Silas w końcu puścił dłoń Luciusa i odchylił się na krześle z usatysfakcjonowanym uśmieszkiem. – Dobrze. To lubię słyszeć.   Lucius pospiesznie cofnął rękę, obejmując ją pod stołem. Był blady na twarzy, ale nie powiedział ani słowa.   Dom miał ochotę roztrzaskać pięścią stół, ale tego nie zrobił. Właśnie tego chciał Silas – sprowokować go, zyskać nad nim kontrolę.   Zamiast tego Dom sięgnął po telefon i bezmyślnie go przeglądał, udając, że obchodzi go stojący przed nim talerz z jedzeniem.   – Napraw bałagan, jakiego narobiłeś z Genevieve – dodał Silas lodowatym tonem. – Jej ojciec i ja omawiamy już datę ślubu. Nie pozwolę, by twoje wybryki zrujnowały nasz sojusz.   Dom uśmiechnął się półgębkiem, choć nie dotarło to do jego oczu. – Oczywiście, ojcze – powiedział, nie podnosząc wzroku. Nie mógł tak po prostu wyznać Silasowi prawdy.  Jego myśli uciekły w stronę tamtej dziewczyny, kelnerki.  Wilder – ognistej kelnerki, która zrugała go na przystanku autobusowym. Nienawidził przyznawać tego sam przed sobą, ale jej odrzucenie mocno go ubodło. Większość ludzi w Havenbrook natychmiast skoczyłaby na jego ofertę, a jednak ona spławiła go bez chwili namysłu.   Było w niej coś, co zaszło mu za skórę.   – Słyszałeś mnie, Dominicu? – warknął Silas, wyrywając go z zamyślenia.   Dom wsunął telefon do kieszeni i gwałtownie wstał. – Głośno i wyraźnie, ojcze. Smacznego, Sterlingowie.   Bez ani słowa więcej opuścił jadalnię.   Kiedy wyszedł na zewnątrz, chłodne nocne powietrze uderzyło w niego niczym policzek. Oparł się o swój elegancki samochód, przeczesując włosy dłonią. Musiał ochłonąć.   Telefon w jego kieszeni zawibrował.   Wyciągnął go, a gdy spojrzał na ekran, jego serce zamarło. To była wiadomość tekstowa. Od Wilder.   "Zrobię to." Dom wpatrywał się w wiadomość, a serce łomotało mu w piersi. Przez chwilę się nie ruszał, ani nawet nie oddychał.   Uwielbiał wyzwania, ale wplątanie się w relację z Wilderówną było wyzwaniem, w którym wcale nie miał ochoty brać udziału. Żałował, że nie powiedziała "nie".

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Sterlingowie – Cena Dzikiego | Czytaj powieści online na beletrystyka