**Leandro**
„Tato?”.
Cisza przeciągała się akurat na tyle długo, bym poczuł ucisk w klatce piersiowej. W końcu odezwał się jego głos, głęboki i opanowany jak zawsze.
„Lean”. Pauza. „Co się stało?”.
*Kurczę. Prosto do celu.* Żadnych uprzejmości, żadnych pytań o zdrowie – od razu w samo sedno. On zawsze wiedział.
„Nic”.
„Leandro”. Jego ton zaostrzył się, to było ostrzeżenie. „Może nie bywam przy tob
















