**Soren**
Moje ciało zdrętwiało. Nie tylko od zimna, nie tylko od wyczerpania — ale od wszystkiego.
Widziałem płomienie wznoszące się ku niebu, mimo śniegu miękko przykrywającego wszystko wokół nas. Ogień pochłaniał puszyste, małe poduszki wody, ale nie chronił tak bardzo mojego ciała, nieustannie przemaczanego przez bezlitosny całun śniegu. Musiałem jakoś zasnąć — nie chciałem spłonąć w nocy, ale
















