**Leandro**
Szelest w krzakach był nagły, ostry, a po nim nastąpił wyraźny syk, od którego dreszcz przebiegł mi po kręgosłupie. Zamarłem, a mój krok zachwiał się, gdy zerknąłem w stronę źródła dźwięku. To nie był tylko szum liści — to było niezaprzeczalne, niskie ostrzeżenie czegoś zwiniętego i gotowego do ataku. Tętno mi skoczyło, instynktownie cofnąłem się o krok.
— Leandro, stój! — Głos Sorena
















