**Leandro**
Obudziłem się z lodem w żyłach. Tym razem to nie była gorączka ani choroba trawiąca moje ciało – to był ten rodzaj zimna, który wnika głęboko w kości i nie chce puścić. Ten rodzaj, który zabija powoli.
Nie wiedziałem, jak długo byłem nieprzytomny. Wiedziałem tylko, że wciąż jestem na zewnątrz, moje ciało jest na wpół zasypane śniegiem, a kończyny sztywne i bezużyteczne. Zmusiłem palce
















