Złamana korona

Złamana korona

Autor: Aeliana Thorne

Rozdział trzeci
Autor: Aeliana Thorne
14 cze 2026
**Leandro** Moderator ogłosił rozpoczęcie sesji pytań i odpowiedzi, a atmosfera w sali uległa zmianie. Ludzie wiercili się na krzesłach, paląc się do zadawania pytań. Czułem już przypływ adrenaliny krążącej w moich żyłach. To było to – idealny moment. Podniosłem rękę i w sali zapadła cisza, gdy wszystkie oczy zwróciły się na mnie. Czułem na sobie te ich spojrzenia, te pełne potępienia zerknięcia tłumu, ale miałem to gdzieś. To była moja scena, a ja zamierzałem sprawić, by królewicz się spocił. – Mamy pytanie od pana Leandro Francesco Morettiego – ogłosił moderator, przygotowując się psychicznie na to, czym zaraz w nich rzucę. *Kto by pomyślał, że moja reputacja dotrze aż do krainy piękniśia?* Szczerze się uśmiechnąłem, przybierając swoją nonszalancką postawę niczym drugą skórę. – Wasza Wysokość, z uwagą słuchałem pańskiego wywodu o zrównoważonych innowacjach i krokach, jakie pański rząd podejmuje w celu ochrony środowiska. Brzmi to bardzo ładnie – bardzo szlachetnie – ale niech mi Pan wybaczy sceptycyzm. Mówiąc szczerze: ile w tym wszystkim jest zwykłej gry pozorów? Zbiorowe westchnienie przeszło przez salę. Widziałem, jak napięcie odmalowuje się na szczęce Sorena. Już go dopadałem. *Dobrze*. To dopiero początek. Odchrząknął, a ten sam zimny, wyćwiczony uśmiech ani na chwilę nie zniknął z jego twarzy. – Panie Moretti... – Leandro wystarczy – odważyłem się mu przerwać, posyłając mój najbardziej rozbrajający uśmiech. – Nie ma potrzeby zachowywania formalności. Myślę, że powinniśmy się lepiej poznać. My wszyscy, rzecz jasna. Ale to zdecydowanie *nie to* miałem na myśli. – Jak już wspomniałem wcześniej, te kwestie są skomplikowane. Wymagają czasu, współpracy i tak, czasem kompromisu. Praca, którą wykonujemy, nie jest na pokaz – służy długofalowemu dobru naszych narodów. Nie mogłem powstrzymać sarkazmu, który wkradł się do mojego głosu. – Ach, więc chodzi o „długofalowość”, tak? Zabawne, bo odniosłem wrażenie, że prawdziwa zmiana wymaga czegoś więcej niż przemówień. Wymaga czynów. Tymczasem stoi Pan tutaj, przed pełną salą ludzi, wygłaszając peany na temat swojego „zaangażowania”, podczas gdy świat płonie. Czy naprawdę mamy wierzyć, że te działania to coś więcej niż mydlenie oczu? Czy może jest Pan po prostu kolejnym księciem z ładnym tytułem i ładną buzią, robiącym absolutne minimum, by utrzymać królewski wizerunek? W sali zrobiło się gęsto od napięcia. Błysk irytacji w oczach Sorena pojawił się tylko na ułamek sekundy, po czym znów został zamaskowany przez nieskazitelne królewskie opanowanie. *Och, uderzyłem w czuły punkt. Dalej, Soren, daj mi coś więcej.* Jego głos wciąż był spokojny, ale pobrzmiewała w nim teraz ostrzejsza nuta. – Nie jestem pewien, czy podoba mi się ta sugestia, panie Moretti – powiedział, ostentacyjnie ignorując moją propozycję przejścia na „ty”. – Moja rodzina niestrudzenie pracuje na rzecz przyszłości naszego królestwa i świata. Jeśli sądzi pan, że może tu tak po prostu wejść i skwitować to wszystko jednym pytaniem... Znów mu przerwałem, a mój ton był ostry i wyzywający. – To nie jest tylko jedno pytanie, Wasza Wysokość. Jak może Pan tam stać i mienić się głosem zmian, skoro polityka Pana własnego kraju sprawia jedynie, że bogaci stają się bogatsi, a biedni... cóż, biedniejsi? – Widzę, że ma pan mnóstwo opinii, panie Moretti – odparł chłodno. – Być może zechciałby pan podzielić się swoją wiedzą o tym, jak rozwiązywać globalne kryzysy, bazując na swoim niewątpliwie bogatym doświadczeniu. – Touché – odpowiedziałem, opierając się na krześle z uśmieszkiem. – Ale do tego potrzebowałbym nieco więcej czasu na scenie, Wasza Wysokość. Zechce mi Pan pożyczyć swoją koronę na następną sesję? I znów to samo, ledwie dostrzegalny błysk irytacji w jego oczach. – Czy tego właśnie pan pragnie? Korony? – odciął się gładko. – Być może pomylił pan to forum z konkursem piękności. *Och, jednak ma pazurki. Mój chłopiec.* – Och, nie śmiałbym z Panem rywalizować, Soren – odparowałem głosem ociekającym kpiącą szczerością. – Tak Panu w niej do twarzy. To wręcz rozpraszające, doprawdy. Przez ułamek sekundy wydawało mi się, że się zarumienił. – Proszę mi powiedzieć: kiedy kamery są wyłączone i jest Pan po prostu Sorenem, w co Pan tak naprawdę wierzy? – Pochyliłem się do przodu, patrząc mu prosto w oczy. – Czy Soren to tylko kolejna rola, którą Pan odgrywa? To go trafiło. Nie wydobyło się z niego ani słowo, choć lekko uchylił usta, jakby chciał odpowiedzieć; zamiast tego nerwowo przygryzł dolną, pełną wargę. Musiałem zebrać całą resztkę samokontroli, by nie zepchnąć go z mównicy i samemu jej nie ugryźć. *Opanuj się, Lean... Zjesz te usta prędzej czy później* – uspokajałem swoje szalejące hormony. – Nie jestem tu po to, by dyskutować o moich prywatnych przekonaniach – wykrztusił w końcu głosem napiętym od powściągliwości. – Jesteśmy tu ze względu na politykę, którą wdrażamy, by stworzyć zrównoważoną przyszłość. – Polityka jest świetna – powiedziałem, wzruszając ramionami – ale jest tylko tak dobra, jak ludzie, którzy za nią stoją. I zastanawiam się... co Pana napędza, Soren? Napięcie w sali było niemal namacalne. Wszystkie oczy krążyły między nami, a publiczność została wciągnięta w tę niewidzialną próbę sił między jego opanowaniem a moją prowokacją. – Zachęta ze strony ludzi takich jak pan, panie Moretti – powiedział z nutą sarkazmu. – Może następnym razem zechce pan przesłać swoje teorie na piśmie. – Och, ale to nie byłoby nawet w połowie tak zabawne – odparłem, zawieszając słowa w powietrzu i rozsiadając się wygodnie z założoną nogą na nogę. – Więc powiedz mi, Soren – kiedy zaczniesz być prawdziwym liderem, którego potrzebują twoi poddani? – Panie Moretti, obawiam się, że taki brak szacunku nie będzie tolerowany w tej sali... – moderator posłał mi spojrzenie pełne dezaprobaty. Oczy Sorena spotkały się z moimi i przez krótką chwilę zdawało się, że świat zewnętrzny przestał istnieć. Nie było mównicy, sali konferencyjnej ani uprzejmych ostrzeżeń. Był tylko on – z twarzą płonącą od irytacji, z ogniem migoczącym w oczach, jakby chciał mnie jednocześnie rozszarpać i poskładać na nowo. Napięcie w pomieszczeniu było aż gęste. Mimo całej jego pozy i wyuczonej kontroli, zaszedłem mu za skórę. I widziałem to – nienawidził tego. Niestety, zanim zdążyłem zadać kolejne pytanie, Soren odszedł od mównicy. Jego postawa była sztywna, a oczy płonęły intensywnością, której nie potrafiłem do końca rozszyfrować. Prasa natychmiast go osaczyła, błyskały flesze, wyciągały się mikrofony. Zostałem na miejscu, uśmiechając się pod nosem, wiedząc, że wyprowadziłem go z równowagi. Reporterzy nie dali mu nawet odetchnąć, zasypując go pytaniami. Czułem nagły przypływ emocji po tym, co właśnie zrobiłem – odrobinę winy, ale głównie dumę i ekscytację. Był to dreszcz, który czułem od stóp do głów. Soren posłał mi ostatnie spojrzenie, zanim ostatecznie wyparował z sali. Widziałem, jak wychodzi, ale wiedziałem, że jeszcze z nim nie skończyłem. Ani trochę.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział trzeci – Złamana korona | Czytaj powieści online na beletrystyka