Złamana korona

Złamana korona

Autor: Aeliana Thorne

Rozdział piąty
Autor: Aeliana Thorne
14 cze 2026
**Soren** Atmosfera w pokoju stała się dusząca, gdy Moretti wszedł do środka z tym samym bezczelnym uśmieszkiem na swojej przystojnej twarzy. Pewność siebie praktycznie z niego promieniowała. Nie mogłem się zdecydować, czy jest to irytujące, czy upajające – pewnie jedno i drugie. – Dobry wieczór, panie... – udałem, że szukam nazwiska w notatkach, choć wcale nie musiałem tego robić. – Leandro Francesco Moretti. – Wow, nikt nie mówił do mnie pełnym imieniem, odkąd matka ostatni raz suszyła mi głowę. – Zaśmiał się z niemożliwie seksownym uśmiechem, unosząc jeden kącik ust. Nie dałem po sobie nic poznać – przynajmniej na zewnątrz. – Myślałem, że jasno dałem do zrozumienia, że skończyliśmy rozmawiać. – Nie, powiedziałeś, cytuję: *Następnym razem, gdy będzie pan chciał do mnie podejść, proszę umówić się na audiencję* – powiedział Moretti, podchodząc do mnie. Znów ten uśmieszek, jakby wiedział coś, czego ja nie wiedziałem. – Więc jestem, przestrzegając zasad jak grzeczny chłopiec. *Grzeczny chłopiec, jasne...* Nic nie powiedziałem. Tylko go obserwowałem. Był zbyt spokojny, zbyt pewny siebie w sposób, który mnie drażnił. A jednak... chciałem zetrzeć mu ten protekcjonalny wyraz z twarzy. – Chciałem przeprosić za moje wcześniejsze zachowanie – kontynuował swobodnym tonem, jakby nie spędził ostatnich kilku godzin na uprzykrzaniu mi życia na oczach całego świata. – Przesadziłem. Nie powinienem był mówić tak ostro. Uniosłem brew. – Doprawdy? Nawet nie drgnął. Zamiast tego oparł się o krawędź mojego biurka, rozgaszczając się bez pytania. – Ale bądźmy szczerzy, *Wasza Wysokość*. – Jego ton niemal kpił z mojego tytułu. – Nie możesz zaprzeczyć, że poruszyłem kilka istotnych kwestii. Zacisnąłem szczękę. – Nie interesuje mnie pana opinia, panie Moretti. Pochylił się jeszcze bliżej, a jego oczy błysnęły czymś niebezpiecznym. – O, myślę, że interesuje. W końcu od godzin odtwarzasz moje słowa w swojej głowie, prawda? Czując mój dotyk... Czułem, jak tętno mi przyspiesza, a ciało zdradza mnie mimo wciąż kipiącego gniewu. Niech go szlag. Nie zamierzałem pozwolić mu znów wejść mi pod skórę. – Czego pan chce, panie Moretti? Uśmiechnął się, tym samym prowokującym uśmiechem, od którego mój żołądek wykręcał się w sposób, który mi się nie podobał. – Chciałem tylko oczyścić atmosferę. Może... sprawdzić, czy kryje się w tobie coś więcej, niż widać na pierwszy rzut oka. Serce waliło mi o żebra. – Gówno mnie obchodzi, co pan o mnie myśli. – Wstałem, odsuwając się od niego, potrzebując dystansu. *Zachowaj spokój, Soren. Nie pozwól mu znowu tego zrobić.* – Tak, tak... Ale czy kryje się? – Podchodził do mnie powoli. – Myślę, że tak... Widzę ogień, strach... – Niczego się nie boję, a już na pewno nie pana! – broniłem się, nie potrafiąc przerwać kontaktu wzrokowego. Wchodząc w moją bardzo małą strefę prywatną, zbliżył swoją twarz do mojej. – Myślę, że boisz się wielu rzeczy, Ren, a zwłaszcza mnie, bo wiesz, że dopiero co się poznaliśmy, a ja już widzę cię na wylot. – Nic o mnie pan nie wie – poprawiłem go butnie. Ale wtedy zrobił coś, co mnie zamurowało. Wyciągnął rękę, delikatnie przesuwając palcami po moim policzku; jego dotyk posłał przez moje ciało falę żaru. – Wiem, że czujesz to samo przyciąganie, które ja czuję w tej chwili. Niemal słyszę stąd twoje serce, Wasza Wysokość. – Jego dłoń zsunęła się powoli po mojej szyi, aż dotarła do serca i tam się zatrzymała: jego dłoń spoczywała na mojej piersi. Westchnąłem w duchu, czując, jak całe moje ciało drży, przerażony, że on też może to poczuć. I przez ułamek sekundy prawie pozwoliłem sobie uwierzyć, że jest w tym coś więcej... coś prawdziwego. Ale nie pozwoliłem. Odepchnąłem go, mówiąc ostro: – Nie interesuje mnie to, co ma pan do zaoferowania, panie Moretti. Zaśmiał się, a był to dźwięk niski i doprowadzający do szału. – A skąd możesz wiedzieć, co oferuję? Wątpię, by ktokolwiek z twoich królewskich znajomych kiedykolwiek zaoferował ci to, co ja. Z jakiegoś powodu mu uwierzyłem. – A co to konkretnie miałoby być? – Ciekawość to pierwszy stopień do piekła. – Myślałem, że nie jesteś zainteresowany – zakpił, a ja, mój Boże, miałem ochotę go uderzyć. – Niech pan mówi. Podchodząc jeszcze bliżej, jednym szybkim ruchem przyparł mnie do ściany. – Może po prostu staram się poznać prawdziwego ciebie, Książę Pięknisiu. Mój oddech stał się cięższy, gdy poczułem jego ciepły, miętowy oddech tak blisko moich ust, że niemal czułem jego męski zapach. – Nie nazywaj mnie tak – zdołałem wykrztusić niemal szeptem. – Człowieka pod królewską maską. Człowieka, który tego pragnie. – Przesunął językiem po dolnej wardze, wyzywając mnie. *Królewska maska*. Czy tym właśnie byłem? Tylko maską? I czy naprawdę tego chciałem? – W końcu – kontynuował – trzymam cię przypartego do ściany, a jedyne, przeciwko czemu oponujesz, to przezwiska... Powinienem go odepchnąć; to właśnie powinienem zrobić... Ale stałem tam, częściowo zahipnotyzowany przez tego błazna. – To się rozumie samo przez się, panie Moretti... – Och, daj spokój, *Wasza Wysokość*, wolę, żeby faceci, których całuję, mówili mi Lean – przerwał mi, przesuwając palcami z powrotem na linię mojej szczęki. – Może pan być tak poufały, jak panu się podoba, z tymi, których pan całuje – odpowiedziałem niespodziewanie i, do diabła, dlaczego się nie ruszałem? – Będę o tym pamiętał. – Przyciskając swoje twarde ciało do mojego, przyciągnął mnie bliżej za kark i zawładnął moimi ustami w bolesnym, miażdżącym pocałunku. Zszokowany, znieruchomiałem, pozwalając jego językowi szukać mojego, zanim ugryzł mnie w dolną wargę, uwalniając mnie z tego nagłego ataku. Czułem jego erekcję ocierającą się o moje krocze, podczas gdy mój skołowany mózg próbował pojąć, co się właśnie stało. – Co do kur...? – Sam mi rzuciłeś wyzwanie, Ren – odpowiedział, zanim zdążyłem dokończyć pytanie. Odepchnąłem go, wycierając usta z niedowierzaniem, płonąc ze wstydu i czegoś nieznanego, czego nie miałem zamiaru dalej zgłębiać. Odzyskując panowanie nad sobą, odwróciłem się. – Powiedział pan i zrobił wystarczająco dużo jak na jeden dzień. A teraz, jeśli pan wybaczy, mam pracę. Nie kłócił się, tylko po raz kolejny posłał mi ten swój diabelski uśmiech. – Zostawiam cię z tym, Ren. Ale nie bądź zbyt zdziwiony, jeśli znów pojawię się w twoich myślach. Patrzyłem, jak wychodzi, drżąc i próbując zignorować każdy ślad jego obecności, który wciąż unosił się w powietrzu. Ale w głębi duszy wiedziałem, że to beznadziejne. **** Później tego wieczoru siedziałem sam w pałacowym obserwatorium, wpatrując się w gwiazdy. Świat na zewnątrz wydawał się taki mały, taki odległy, jakby nie miał ze mną nic wspólnego – a jednocześnie miał wszystko. Czułem się obcy dla samego siebie. Czasem żałuję, że nie mogę porzucić lekcji królewskiej etykiety, wrzucić na siebie bluzy z kapturem i po prostu... być. Jak każdy inny dwudziestojedlatek szukający swojej drogi w życiu – może oglądać beznadziejne komedie romantyczne o trzeciej rano albo jeść pizzę na kanapie bez ochroniarza ganiącego mnie za „szarganie królewskiego wizerunku”. Dałbym wszystko za choć jedną noc, kiedy mógłbym się wymknąć, skoczyć na drinka z przypadkowymi znajomymi i nie martwić się setką aparatów śledzących każdy mój ruch. Ale oto jestem. Książę – ktoś, kto powinien mieć wszystko pod kontrolą. Gwiazdy nade mną migotały w niemym osądzie, a ja zastanawiałem się, czy widzą, jak bardzo czuję się zagubiony. To nie tak, że nienawidziłem swojego życia; po prostu nienawidziłem poczucia, że żyję je dla wszystkich innych. I to powracające pytanie – „Kiedy kamery są wyłączone i jesteś po prostu Sorenem, w co tak naprawdę wierzysz?” – odbijało się echem w mojej głowie wraz ze wspomnieniem tego, który je zadał. *Leandro Moretti. Niech go szlag.* Zacisnąłem pięści, próbując stłumić uczucie narastające we mnie. Nie mogłem przestać o nim myśleć. O tym, jak na mnie patrzył, jakbym był czymś, co trzeba rozwikłać. I, jasna cholera, czy ja naprawdę pozwoliłem mu się pocałować? *Jak, do kurwy nędzy, pozwoliłem temu protekcjonalnemu palantowi się pocałować?* W ciągu jednego dnia znajomości z tym facetem zdążyłem już zrobić z siebie idiotę publicznie i prywatnie – i to było doprowadzające do szału. Ale było to też... coś innego. Coś, do czego nie byłem gotowy się przyznać.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział piąty – Złamana korona | Czytaj powieści online na beletrystyka