**Soren**
Minęły dwa pełne dni nieustannych burz i zaczęła wkradać się desperacja. Wiatr wył niczym żywa istota, uderzając o skały i potrząsając kruchą barierą, którą zbudowaliśmy u wejścia do naszego prowizorycznego schronienia. Deszcz walił tak mocno, że słyszałem, jak pędzi po ziemi na zewnątrz, zmieniając wszystko w nieprzebyte, lodowate pustkowie i grożąc, że pochłonie nas w całości.
*Chciałe
















