Alaria:
Weszłam na teren Posiadłości, Posiadłości, którą kiedyś nazywałam swoim domem. Posiadłości, z której zostałam wygnana pięć lat temu.
Wspomnienie:
– Mogłaś walczyć przeciwko rozwodowi. Powinnaś była walczyć z tym, czego on chciał…
– Nie zamierzałam walczyć o mężczyznę, który wyraźnie nie chciał mieć ze mną nic wspólnego! – powiedziałam, zatrzymując matkę. Mój ojciec, który w milczeniu obserwował tę scenę, postukał ręką w biurko dwa razy. Nie wiedziałam wtedy, że to był ostatni raz, kiedy miałam go widzieć. Ostatnią rzeczą, jakiej bym się spodziewała, było to, że zostanę w tym wszystkim sama.
– Jesteś jego żoną. To, czy on chciał mieć z tobą cokolwiek wspólnego, czy nie, nie powinno mieć znaczenia. Obowiązek między wami był święty i TY powinnaś była walczyć, by to przetrwało. Ale nie, Alaria musi postawić na swoim, musi robić wszystko to, czego my NIE chcemy, żeby robiła – warknęła na mnie Matka.
Luna Rebekah Venier, żona mojego ojca i Luna, była kobietą, która nie lubiła, gdy sprawy przybierały obrót niezgodny z jej wolą. A kiedy tak się działo, gniew, jaki okazywała, był czymś, z czym żaden mężczyzna nie chciałby mieć do czynienia.
– Mężczyzna przyniósł mi papiery rozwodowe, co miałam zrobić? Powiedzieć mu, że chcę z nim być? Mimo wszystkich obelg, oczekiwałaś, że nadal będę chętna z nim być? – zapytałam, zaskoczona bezpośredniością mojej matki.
Jej oczy były utkwione w moich o sekundę za długo, zanim mój ojciec, który postanowił interweniować, by bronić swojej partnerki, wstał.
– Twoje małżeństwo nie było z miłości ani dla przyjemności – powiedział, nawet nie mrugnąwszy okiem. – Miałaś swoje obowiązki i żaden z nich nie został spełniony…
– Wypełniłam moją część lojalności, szacunku i miłości do niego. Jeśli on odmówił dostrzeżenia tego…
– Luna ma dać swojemu Alfie dziecko – powiedział, przerywając mi. Musiałam powstrzymać się, by nie spojrzeć na swój brzuch, jako że moje dziecko było jedyną rzeczą, o której mogłam myśleć. Nie wiedziałam nawet, dlaczego zdecydowałam się je zatrzymać, ale w głębi duszy wiedziałam, że i tak nie byłabym w stanie dokonać aborcji. To nie było coś, co bym zrobiła. – Nie udało ci się tego dokonać i nie udało ci się utrzymać pozycji jego Luny oraz matki jego jedynego dziedzica.
Milczałam przez chwilę, patrząc na swoje stopy, czując, że brakuje mi słów. Nie wiedziałam nawet, jak powinnam zareagować; wiedziałam tylko, że to była ostatnia rzecz, jaką spodziewałam się od nich usłyszeć.
Moje oczy napotkały wzrok Ezio i choć wiedziałam, że chciał się odezwać, pokręciłam głową, powstrzymując go przed interwencją. Ostatnią rzeczą, jakiej dla niego chciałam, było to, by znalazł się w bagnie bez wyjścia z mojego powodu.
– Masz natychmiast opuścić tę watahę – powiedział mój ojciec, Alfa Mario Venier, sprawiając, że serce podeszło mi do gardła. – Jako rozkaz Alfy, nie chcę nawet, żebyś pojawiła się na moim pogrzebie. To, co dzieje się poza moją watahą, mnie nie obchodzi. Co stanie się z tobą po mojej śmierci, jest mi obojętne. Ale dopóki żyję i oddycham, nie masz prawa postawić stopy wewnątrz watahy, czy to kurwa zrozumiałe?
Koniec wspomnienia.
– Mamo, czy mieszkałaś tu wcześniej? – zapytał mój syn, Ashton, przerywając mój ciąg myśli. Spojrzałam na niego i mimo bólu, który czułam, kiwnęłam głową z uśmiechem na twarzy.
Dobrze było być w domu. Pomysł mojego przyjazdu tutaj był absurdalny, ale biorąc pod uwagę fakt, że Ezio przyjechał, by osobiście ze mną porozmawiać, wiedziałam, że nie mogę złamać danego mu słowa.
– Tak, kochanie. Kiedy mama była młodsza, mieszkała tutaj – powiedziałam, a jego oczy rozszerzyły się.
– Jest bardzo duży – stwierdził, a ja zaśmiałam się, kładąc dłoń na tyle jego głowy. To była w istocie wielka Posiadłość, odziedziczona po moim dziadku, który otrzymał ją od swojego ojca; Posiadłość rosła wraz z naszą watahą.
– Tak! Liczba razy, kiedy twoja mama się tu zgubiła, jest niezliczona. Ale po pewnym czasie można się przyzwyczaić – powiedziałam, a on zrobił nadąsaną minę.
– Nie wracamy już do domu? – zapytał, a mój wzrok złagodniał.
– To zależy od tego, jak potoczą się sprawy tutaj, piccolo lupo. Niezależnie od tego, będziemy szczęśliwi z jakimkolwiek wyborem, którego dokonamy, dobrze? I obiecuję ci, że nie podejmę go sama. Najpierw o tym porozmawiamy we dwoje, a potem zobaczymy, co się stanie – powiedziałam, a mój głos łagodniał, gdy mówiłam, wiedząc, że dopilnuję, by wyrósł na silnego wilka, jakim chciałam, żeby był.
– Tak, mamo – powiedział, a ja się uśmiechnęłam. Przesunęłam palcami po jego włosach, zanim drzwi się otworzyły, ukazując Ezio, moją jedyną podporę, oparcie i najlepszego przyjaciela. Bez względu na trudności i bez względu na to, ile razy był ostrzegany przez mojego ojca; zawsze znajdował sposób, by przyjechać i mnie odwiedzić, kiedy byłam daleko.
– Wujek Ezio! – krzyknął podekscytowany Ashton. Pobiegł w jego stronę, a Ezio uśmiechnął się, podnosząc go w ramionach. Przytulił go mocno, a ja uśmiechnęłam się na ten widok, podchodząc do nich.
Ezio postawił mojego syna na ziemi, po czym objął mnie ramionami, przyciągając do uścisku, za którym nie mogłam nie tęsknić. To właśnie w chwilach, gdy byłam całkowicie sama i zmęczona, łapałam się na tym, że tęsknię za objęciami rodziny. A fakt, że mimo swojego bólu zdecydował się do mnie zadzwonić, chcąc, bym była u jego boku po pogrzebie ojca i podczas jego ceremonii, znaczył dla mnie wiele.
– Witaj w domu, sorella. Siostro – powiedział, a ja rozejrzałam się po miejscu, w którym dorastałam.
– Dobrze być w domu, fratello, bracie.
















