Enzo:
– Co masz na myśli mówiąc „ona tu jest”? – zapytałem, piorunując wzrokiem mojego betę, Matiasa.
– Widziano ją wcześniej z jej bratem. Wezwał ją, żeby przyjechała. Skoro Alfa Mario nie żyje, on zajmie jego miejsce. Ezio chciał jej u swego boku, a znasz tradycje – powiedział, patrząc na swoje stopy.
– Chcę, żeby trzymała się jak najdalej od Katherine podczas ceremonii. Rozumiem, że to jej brat, ale ostatnią rzeczą, jakiej potrzebujemy, jest to, żeby ta dwójka się kłóciła – powiedziałem, a Matias skinął głową.
– Czy możemy jej ze sobą nie zabierać? Wiesz, z całym szacunkiem dla mojego stwierdzenia, ale Alaria może wybrać milczenie. To Luna…
Wydałem z siebie ostrzegawczy warkot, przypominając mu, że mimo iż wiedziałem, że ma rację, ona była Luną watahy. Skinął głową ze zrozumieniem, a ja wyjrzałem przez okno, gdzie Katherine witała się z Alonso, naszym synem, który właśnie wrócił ze szkoły. Pobiegł w jej stronę, a ona uśmiechnęła się, otaczając go ramionami i przyciągając do uścisku.
– Ty po prostu wykonaj swoją część i powstrzymaj ich od kłótni. Ja zajmę się swoją, z moją partnerką – powiedziałem, a on przytaknął. Patrzyłem, jak cofa się o krok i wychodzi z biura, zostawiając mnie z moimi myślami. Moje serce biło szybciej przez sekundę, a w piersi osiadło ciężkie uczucie.
Postukałem dwa razy w biurko, wiedząc, że to będzie trudniejsze niż tylko ustalanie zasad. Ale z drugiej strony wiedziałem, że nic nie idzie tak łatwo, jak byśmy chcieli. Przynajmniej już nie teraz.
Uniosłem brew, słysząc kroki zarówno Katherine, mojej obecnej żony, jak i syna, gdy oboje szli w stronę gabinetu. To było coś, czego nigdy nie lubiłem – żeby wchodziła do mojego biura – ale wiedziałem, że wykorzystała fakt przyprowadzenia Alonso ze szkoły do mnie, a ja nigdy nie byłem tym, który odmawiał synowi przyjścia, kiedy tego chciał.
– Chodź, chodźmy zobaczyć się z tatą. Potem możemy się odświeżyć przed kolacją, co ty na to? – usłyszałem jej pytanie.
– Ale mamo, obiecałaś mi, że możemy przez chwilę pobawić się w ogrodzie – powiedział, i choć wiedziała lepiej, niż okazywać to w swoim tonie, wiedziałem, że była zirytowana. Słyszałem to w jej przyspieszonym biciu serca i ciężkim oddechu.
Wstałem z krzesła i podszedłem do drzwi, otwierając je. Jej oczy napotkały moje, zaskoczone, a ja pokręciłem głową w jej stronę, bezgłośnie dając jej znać, by spuściła z tonu.
– Możesz iść pobawić się w ogrodzie. Potem odświeżymy się przed kolacją. Ale musisz mi obiecać, że zajmiesz się nauką przed snem. Wiesz, że nie chcę, żeby twoje oceny się pogorszyły – powiedziałem, klękając przed nim na jedno kolano. Oczy mojego syna rozbłysły, a ja uśmiechnęłam się, ujmując jego policzki w dłonie i całując go w czoło.
– Obiecuję, tato, zajmę się całą nauką – powiedział, a ja się uśmiechnąłem. Spojrzałem na jego pokojówkę, która podążała trzy kroki za Katherine i Alonso. Miało to zapewnić im bezpieczeństwo i sprawić, że jeśli czegokolwiek by potrzebowali, zostanie to natychmiast załatwione. Skinęła głową i podeszła do niego. Spojrzał na swoją matkę, która z kolei patrzyła na mnie przez sekundę, wahając się, zanim skinęła głową.
– Nie pozwól mu zostać zbyt długo – powiedziała Katherine, a kobieta przytaknęła. Odeszła z Alonso w stronę ogrodu, a ja wszedłem do swojego gabinetu, zostawiając drzwi otwarte jako nieme zaproszenie dla niej, by weszła do środka.
– Czy zawsze musisz postępować wbrew temu, co mówię, jeśli chodzi o MOJEGO syna? – zapytała, wchodząc do środka. Jej obcasy stukały przy każdym kroku, a ja czekałem, aż zamknie za sobą drzwi, zanim nalałem dwie szklanki szkockiej. – Wiesz, że nie piję.
– To nie dla ciebie – powiedziałem, zanosząc szklanki na biurko. – A on jest MOIM synem tak samo jak twoim. Dlatego jeśli postanowiłem pozwolić mu coś zrobić, to na TOBIE spoczywa bycie matką, która okłamuje syna, żeby postawić na swoim.
– Ja nie kłamię…
– Obiecywanie mu czegoś i łamanie tego jest uważane za kłamstwo, Katherine – powiedziałem, przerywając jej, coraz bardziej nią zirytowany. – A Alonso nie kłamie ani nie wymyśla rzeczy, jeśli chodzi o to, co TY ze wszystkich ludzi byś mu powiedziała, zwłaszcza o czymś tak błahym jak zabawa w ogrodzie.
– Jestem jego matką i wiem, co jest dla niego najlepsze. Dzieciak ma rzeczy do zrobienia i szkołę…
– Więc nie składaj obietnic, których nie możesz dotrzymać – powiedziałem, chcąc zamknąć temat. – Oboje mamy ceremonię Alfy, na którą musimy się udać dziś wieczorem. Ezio Venier zostanie ogłoszony Alfą i jako jego sojusznicy będziemy musieli tam być.
Kobieta spięła się, słysząc nazwisko, którego zarówno się bała, jak i najbardziej nienawidziła. Znałem powód jej strachu. Było to przypomnienie mojego poprzedniego małżeństwa, któremu wiedziała, że nie może dorównać.
– To nie pierwszy raz, kiedy jesteśmy w Posiadłości Venierów jako mąż i żona, wątpię, by teraz był z tym problem…
– Alaria tam będzie, Katherine – powiedziałem, przerywając jej, chcąc, by dała mi spokój. Jej oczy rozszerzyły się i potrząsnęła głową, jakby próbowała przetworzyć to, co jej mówiłem.
– Enzo…
– Nie oczekuję żadnych problemów – powiedziałem, patrząc kobiecie prosto w oczy. Byłem już zmęczony jej głosem i znając ją, będzie robić więcej zamieszania, a ja miałem ważniejsze sprawy do załatwienia i żadna z nich nie obejmowała jej w tej chwili. – Nie czekaj na mnie z kolacją. Wyjdę za chwilę. Mam sprawy do załatwienia…
















