Serena przewróciła się na ogromnym, zbyt miękkim łóżku po raz setny, a prześcieradła oplatały jej nogi niczym więzy.
Słaby blask księżyca wpadał przez cienkie zasłony, kąpiąc pokój w srebrze, ale nie przynosiło jej to ukojenia.
Jej żołądek znów zaburczał — był wściekły, natarczywy, niczym bestia odmawiająca zignorowania.
Jęknęła.
— Poważnie? — szepnęła do nikogo.
Dominic jej nie nakarmił. Znowu.
O
















