Serena posłała jedno, długie spojrzenie Marcelli, stojącej w drzwiach.
W przytłumionym świetle starsza kobieta wyglądała krucho — miała zgarbione ramiona, jej oczy były nieco zbyt szkliste. Ale w powietrzu unosiło się też coś jeszcze, coś ciężkiego, co Serena instynktownie zrozumiała. To nie było miejsce dla niej.
Zwróciła się do Dominica, obdarzając go łagodnym spojrzeniem, po czym się odezwała.
















