Serena biegła, jej oddech był rzężący, a nogi ledwo ją niosły, ale nie odważyła się spojrzeć za siebie na mężczyznę, któremu właśnie zrobiła zastrzyk.
Działanie narkotyku w jej organizmie stawało się coraz silniejsze, ale parła naprzód, a instynkt nakazywał jej uciec jak najdalej od klubu i wszystkich, którzy w nim byli.
Substancje w jej ciele sprawiały, że świat wirował gwałtownie, a krawędzie obrazu stawały się nieostre.
Tętno huczało jej w uszach, zagłuszając rytmiczną muzykę, która cichła wraz z każdym jej krokiem.
Musiała się wydostać!
Palcami przesuwała po ścianach, by zachować równowagę, bo nogi chwiały się pod nią.
Corbin na pewno czekał na sali głównej, wypatrując jej powrotu niczym drapieżnik.
Co to za klub? Zacisnęła zęby, czując mieszankę frustracji i strachu.
Zamarła, gdy nagle przed nią ktoś się pojawił. Po ubraniu poznała, że to pracownica.
– Proszę, podano mi narkotyki; potrzebuję innego wyjścia, takiego, które nie prowadzi z powrotem na salę.
– O mój Boże, chodź ze mną – powiedziała pracownica, chwytając Serenę pod ramię i pomagając jej iść.
Ruszyły w stronę wyjścia, a Serena modliła się w duchu, by kobieta nie zaprowadziła jej prosto do ludzi, przed którymi uciekała.
W końcu na końcu wąskiego korytarza ukazały się ciężkie drzwi z napisem „Wyjście”.
Ulga zalała ją, gdy pracownica je pchnęła, a ona wypadła wprost w chłodne nocne powietrze.
– Chodź, wsadzę cię do taksówki, żebyś odjechała stąd jak najdalej – powiedziała kobieta, za co Serena była jej dozgonnie wdzięczna.
Zaułek za klubem był cichy, słychać było jedynie odległy szum ulicy.
Ostry kontrast z chaosem wewnątrz sprawił, że Serena na chwilę przystanęła, próbując uspokoić oddech.
– Dziękuję – powiedziała do pracownicy, gdy dotarły do głównej ulicy.
– Nie ma za co. Ten klub jest niebezpieczny, przychodzi tu mnóstwo drapieżników. Dobra rada: nie wracaj tu więcej – poradziła kobieta, a Serena skinęła głową; nie musiała jej dwa razy powtarzać, sama już podjęła taką decyzję.
– Nie wrócę. Wracaj do środka, poradzę sobie – powiedziała, a pracownica skinęła głową i odeszła.
Serena nie miała czasu na zwłokę; jej oczy omiatały ulicę i właśnie wtedy w zasięgu wzroku pojawiła się taksówka.
Weszła w krąg światła latarni, machając gorączkowo.
Taksówka zatrzymała się z piskem opon, a ona szarpnęła za drzwi i osunęła się na tylne siedzenie. – Proszę jechać – wydyszała drżącym głosem. – Po prostu jechać!
Kierowca odwrócił się, marszcząc brwi z troską. – Proszę pani, czy pani…
– Proszę jechać! – przerwała mu ostro, mimo przerażenia.
Kierowca wzruszył ramionami i ruszył z kopyta, zerkając na nią w lusterku wstecznym.
Serena zapadła się w siedzenie, a jej ciało drżało, gdy w myślach odtwarzała wydarzenia nocy. Lubieżny uśmiech Corbina. Mroczne, przenikliwe oczy nieznajomego. Strzał.
Żołądek podszedł jej do gardła na wspomnienie mężczyzny osuwającego się na ziemię.
Po raz pierwszy widziała morderstwo na własne oczy; przycisnęła dłoń do ust, tłumiąc mdłości.
Tamten nieznajomy zabił człowieka z zimną krwią, jego ruchy były spokojne i opanowane; z jego zachowania jasno wynikało, że to nie był jego pierwszy raz.
Ta konkluzja sprawiła, że zadrżała, zadając sobie pytanie: gdyby ich spotkanie w klubie nie było tak publiczne, czy ją też by zabił?
Ta myśl sprawiła, że przeszły ją dreszcze. Zerknęła za siebie, niemal spodziewając się zobaczyć jego twarz wpatrującą się w nią przez tylną szybę.
Serena potrząsnęła głową, próbując opanować hiperwentylację.
Nie mogła wrócić do swojego mieszkania. Ludzie Corbina pewnie już jej szukali, a nie było pewności, czy ten nieznajomy nie zrobi tego samego.
Lek, który mu wstrzyknęła, powinien działać przez kilka godzin, ale nie chciała ryzykować.
Jej głos drżał, gdy pochyliła się w stronę kierowcy. – Proszę mnie zawieźć do najbliższego motelu.
– Jasne, ale to będzie kosztować. – Mężczyzna skinął głową, zmieniając pas ruchu.
Kilka minut później taksówka zatrzymała się przed małym, obskurnym motelem na obrzeżach miasta. Neon migotał, rzucając upiorne cienie na popękany chodnik.
Serena zapłaciła drżącymi rękami, mrucząc szybkie „dziękuję”, zanim wysiadła.
Zajęło jej kilka minut, by dowlec się do środka, bo powoli traciła czucie w ciele.
Corbin był bydlakiem!
Jeśli narkotyk jej nie uśpił, a zamiast tego powoli ją paraliżował, oznaczało to, że chciał, by była świadoma tego, co jej robi, ale nie mogła z nim walczyć.
Recepcjonista ledwo na nią spojrzał, gdy się meldowała, wręczając jej klucz do jednego z pokoi na piętrze. Weszła po schodach, z nogami ciężkimi jak z ołowiu.
Wewnątrz zamknęła drzwi na klucz i założyła łańcuch, a jej ręce trzęsły się przy zaciąganiu zasuwki.
W pokoju czuć było stęchliznę, a meble były stare i od sasa do lasa. Ale tu było bezpiecznie.
Natychmiast padła na łóżko.
Myśli wirowały, gdy raz jeszcze odtwarzała wydarzenia nocy. To była jej ostatnia szansa, jedyna okazja, by uratować karierę i udowodnić swoją wartość.
Teraz wszystko przepadło!
Łzy napłynęły jej do oczu i pozwoliła im płynąć, a jej ciało drżało.
Nazywała się Serena Sterling i była najmłodszą córką rodziny Sterlingów. Sterlingowie byli jedną z najbogatszych i najpotężniejszych rodzin na świecie.
Od lat rządzili światem finansów i inwestycji. Dla postronnych brzmiało to wspaniale, ale nie dla niej. W ich rodzinie panowała tradycja, że każde dziecko było przyuczane do przejęcia rodzinnego biznesu.
To był dla niej ogromny problem, ponieważ w przeciwieństwie do swojego rodzeństwa, ułożonego i posłusznego, ona zawsze była czarną owcą.
Tam, gdzie oni brylowali w salach konferencyjnych i bez pytań wykonywali polecenia ojca, ona zawsze pragnęła wolności. Chciała życia pełnego pasji i kreatywności – cech, które jej ojciec zbywał jako błahe.
Gdy w końcu zebrała się na odwagę i powiedziała mu, że chce zostać modelką, wpadł w furię.
Dał jej jednak dwa lata na wykazanie się, na dotarcie na szczyt bez używania nazwiska Sterling. Jeśli jej się uda, zostawi ją w spokoju i pozwoli kontynuować karierę.
Ale jeśli zawiedzie, nie tylko straci dziedzictwo, ale wyda ją za mąż za kogoś według własnego uznania, a znając ojca, wiedziała, że ten wybór nie będzie jej odpowiadał.
W momencie debiutu w branży jej kariera nabrała tempa; zgłaszały się do niej różne firmy, a wszystko to osiągnęła bez pomocy nazwiska.
Ludzie znali ją tylko jako Serenę; łatwo było utrzymać nazwisko w tajemnicy, ponieważ rodzina Sterlingów bardzo dbała o prywatność i ona sama nie dorastała w świetle jupiterów.
Wszystko szło dobrze, dopóki nie uderzył Corbin.
Zostało jeszcze kilka miesięcy do terminu wyznaczonego przez ojca, ale to już koniec.
Nie miała wyjścia. Będzie musiała wrócić do domu, zmierzyć się z dezaprobatą ojca i wyjść za mąż za człowieka, którego on uzna za odpowiedniego.
Ciężar porażki gniótł jej klatkę piersiową, dopóki nie zasnęła z płaczu, co nie było trudne, biorąc pod uwagę fakt, że narkotyk w końcu ją odurzył.
****
Światło słoneczne wpadające przez cienkie zasłony uderzyło Serenę w twarz, zmuszając ją do otwarcia oczu.
Przez chwilę leżała tam, zdezorientowana, ale spokojna, a wydarzenia poprzedniej nocy wydawały się mglistym wspomnieniem.
Ziewając, usiadła i przeciągnęła się, zamykając oczy i próbując otrząsnąć się z zalegającego zmęczenia.
– Dzień dobry – odezwał się niski, lodowaty głos, a jej serce na moment zamarło.
Gwałtownie otworzyła oczy i zamarła z zapartym tchem, odwracając się w stronę, z której dobiegł dźwięk.
Diabeł siedział na krześle przy oknie, a jego ciemne oczy wpatrywały się w nią z drapieżnym błyskiem.
Siedział w swobodnej pozie, z ramieniem przewieszonym przez oparcie krzesła, jakby był właścicielem tego pokoju.
















