Poranne słońce wpadało przez wysokie okna rezydencji, kładąc się złotym blaskiem w pokoju.
Wydarzenia minionej nocy wciąż odtwarzały się w jej głowie — głos Dominica, jego spojrzenie oraz ta sprzeczna mieszanka czułości i kontroli, którą uosabiał.
To było doprowadzające do szału. On był doprowadzający do szału i zaczynało ją to powoli wykańczać.
Co musiałoby się stać, żeby wyrzuciła go z głowy?
By
















