Serena odeszła, z sercem łomoczącym w piersi i gęsią skórką na ciele. Czuła na plecach wzrok tego palanta, ale nie odważyła się obejrzeć.
Jak on śmiał łapać ją za talię i przyciągać do siebie? Co gorsza, jak jej ciało mogło tak pozytywnie zareagować na jego dotyk?
Był dla niej ordynarny i oceniający, ale jakaś część jej nie mogła przestać myśleć o tym, jaki był przystojny i jak silny był jego uścisk.
Na tyle silny, by ją utrzymać, ale nie na tyle, by sprawić ból. Była pewna, że w łóżku zachowywałby się podobnie.
„Przestań, Serena” – skarciła się w duchu.
Dzisiejszy wieczór należał do Corbina i ratowania jej kariery. Nie mogła pozwolić sobie na rozproszenie.
Biorąc głęboki oddech, ruszyła w stronę sekcji VIP, gdzie znajdował się Corbin.
Z każdym krokiem jej klatka piersiowa zaciskała się coraz bardziej, zarówno ze strachu, jak i z narastającego obrzydzenia, które musiała przełknąć.
Corbin Vance. Człowiek, który niemal zniszczył jej życie, a którego teraz była zmuszona błagać i uwodzić w desperackiej próbie ratowania kariery.
Jej wschodząca kariera modelki legła w gruzach w momencie, gdy skrzyżowały się jej drogi z Corbinem Vance’em, jednym z najbardziej wpływowych i niebezpiecznych ludzi w Hollywood.
Zacisnął na niej pętlę po prestiżowej imprezie, w jej własnej garderobie, próbując zmusić ją do seksu.
Nie zastanawiała się ani sekundy – użyła gazu pieprzowego, uderzyła go kolanem między nogi i uciekła.
Od tamtej nocy Corbin uczynił sobie za punkt honoru zniszczenie jej. Drzwi, które niegdyś stały przed nią otworem, teraz zatrzaskiwały się z hukiem.
Agencje, fotografowie i marki nagle przestali odbierać jej telefony. Jej niegdyś kwitnąca kariera w ciągu kilku tygodni stoczyła się na dno.
Porażka nie wchodziła w grę. Jeśli zawiedzie w pracy, jej życie znów stanie się własnością jej ojca, a ta myśl przyprawiała ją o dreszcz przerażenia.
Corbin był otoczony przez kilku innych mężczyzn, którzy śmiali się zbyt głośno i pili zbyt dużo. Poczuła dreszcz obrzydzenia, gdy jego jasnoniebieskie oczy rozbłysły na jej widok.
– Serena – przeciągnął, wyciągając do niej ręce. Jego głos był słodki, a uśmiech tak fałszywy jak cały urok, który próbował roztaczać. – Nie sądziłem, że naprawdę się pojawisz.
Zmusiła się do kokieteryjnego uśmiechu, podając mu rękę. Żółć podeszła jej do gardła, gdy pociągnął ją, by usiadła obok niego, a jego wzrok natychmiast spoczął na jej piersiach.
Ten drań nawet nie próbował ukryć faktu, że bezczelnie się gapi.
– Corbin, uznałam, że czas puścić to w niepamięć. Myślałam o tym, jak wtedy przesadziłam, i… cóż, chciałam cię przeprosić – powiedziała gładkim, uwodzicielskim tonem.
Uśmieszek Corbina rozszerzył się, gdy bezwstydnie ją taksował. – Przesadziłaś? Tak nazywasz to, co zrobiłaś? – szepnął jej do ucha, a ona syknęła z bólu, gdy wbił paznokcie w jej dłoń.
Żołądek wykręcał jej się z obrzydzenia, ale zachowała kamienną twarz, pochylając się lekko ku niemu. – Byłam… rozemocjonowana. Wiesz, że mnie zaskoczyłeś. – Słowa miały gorzki posmak, ale Corbin zdawał się tego nie zauważać.
Położył rękę na jej talii, a ona walczyła z odruchem ucieczki, gdy przyciągał ją bliżej. – Masz szczęście, że jestem wyrozumiałym człowiekiem. Inny facet zniszczyłby cię za to, co zrobiłaś.
Wyrozumiały, jasne! Ten głupiec już zrujnował jej karierę.
– Właśnie dlatego przyszłam dzisiaj. Żeby pokazać ci, jak bardzo mi przykro… i może, żeby ci to wynagrodzić?
Jej plan był prosty: udać skruchę, zachowywać się, jakby była gotowa dać mu to, czego chce, i zwabić go do pokoju hotelowego.
Gdy będą sami, wstrzyknie mu łagodny środek usypiający, rozbierze go i zrobi kompromitujące zdjęcia.
Mając je w ręku, w końcu zyskałaby kartę przetargową, by zmusić go do zostawienia jej w spokoju.
Miała taką nadzieję.
– Cudownie, napijmy się czegoś! – W tym momencie ktoś wystąpił naprzód i nalał jej drinka. Odmowa byłaby niegrzeczna, więc upiła łyk.
– No dalej, Serena, oboje wiemy, że nie jesteś nieśmiała, jeśli chodzi o alkohol – Corbin zmrużył oczy. – Pij, kochanie, do dna!
Choć powiedział to swobodnie, wyczuła w jego głosie ukryty rozkaz, więc wypiła całą zawartość szklanki.
Oczy Corbina błysnęły z satysfakcją, gdy nalewał jej kolejny kieliszek. – Wiedziałem, że w końcu zmądrzejesz. Może jak skończymy, wyniesiemy się stąd? Apartament na górze jest o wiele bardziej prywatny.
– To brzmi idealnie – wymruczała, unosząc szklankę do ust.
Ale w tej samej chwili jej ciało zesztywniało. Poczuła to: to nieznośne wrażenie, że jest obserwowana. Skóra ją swędziała, więc zaryzykowała spojrzenie na salę.
Tam był on. Ten palant sprzed chwili.
Stał na balkonie z widokiem na klub, jedną ręką trzymając się barierki, drugą trzymając w kieszeni.
Jego ciemne oczy były w nią wlepione, a wyraz twarzy był twardy i nieustępliwy, niczym u drapieżnika oceniającego ofiarę.
Nawet z tej odległości czuła intensywność jego spojrzenia.
Dlaczego wciąż się na nią gapił? Burknęła pod nosem, próbując go zignorować, ale jego obecność wisiała nad nią niczym chmura.
– Coś nie tak? – zapytał Corbin, przywracając ją do rzeczywistości.
Szybko potrząsnęła głową, przyklejając do twarzy uśmiech. – Skądże. Po prostu… jestem podekscytowana – skłamała, gładząc go dłonią po ramieniu.
Corbin odwrócił uwagę, gdy jeden z mężczyzn coś do niego powiedział, a ona nie mogła się powstrzymać przed kolejnym spojrzeniem na balkon.
Dominic wciąż tam był, niewzruszony. Niezadowolenie było wypisane w każdej linii jego twarzy i nawet nie próbował go ukryć.
Ich spojrzenia się spotkały i przez krótką chwilę wydawało się, że hałas klubu ucichł. Powietrze między nimi stało się gęste, a napięcie wręcz duszne.
Przestań na niego patrzeć, nakazała sobie, ale nie potrafiła. Było tak, jakby te jego oczy były portalem do jakiegoś transu, w który ją wprowadzał.
Serce Sereny podskoczyło, gdy Dominic w końcu odwrócił wzrok, tylko dzięki temu, że podszedł do niego ochroniarz i szepnął mu coś do ucha.
Bez kolejnego spojrzenia w jej stronę odwrócił się i ruszył w stronę schodów, znikając w tłumie.
Poczuła ulgę i coś jeszcze – coś, czego nie potrafiła nazwać.
Ciężar jego spojrzenia zniknął, ale wrażenie pozostało. Czuła, jak bardzo ją oceniał za bycie z Corbinem.
Fakt, że zachowywała się tak wyzywająco, tylko potwierdzał jego teorię, mimo że nie była ona prawdziwa. Poczuła, że brakuje jej tchu. Kim on był, żeby ją oceniać, skoro nie znał całej historii?!
Musiała oczyścić myśli, inaczej zawiedzie. – Corbin, muszę skorzystać z łazienki, zaraz wracam – powiedziała, wstając.
Syknęła i zagryzła wargi, by go nie uderzyć, gdy klepnął ją w pośladek.
– Pośpiesz się. Apartament ci się spodoba – powiedział z lubieżnym uśmiechem. – Widok jest niemal tak zachwycający jak ty.
Zmusiła się do śmiechu, a jej myśli galopowały. To było to. Plan ruszył. Musiała tylko zachować zimną krew na tyle długo, by go zrealizować.
Szybko udała się do toalety, a gdy tam dotarła, odkręciła kran i ochlapała twarz wodą.
– Skup się! – powiedziała do siebie. Stawką była nie tylko jej kariera, ale i życie, a nie zamierzała wracać do tamtego świata.
Na jej twarzy pojawił się grymas, gdy nagle poczuła zawrót głowy – taki, który sprawił, że świat zawirował.
Serena natychmiast znów odkręciła wodę i ochlapała twarz, ale to uczucie nie znikało; przeciwnie, zaczęła czuć uderzenie gorąca w całym ciele.
Dlaczego ona… Szlag! Przeklęła, a jej oczy rozszerzyły się z przerażenia, gdy zdała sobie sprawę, że Corbin podał jej coś do drinka. To było jedyne wyjaśnienie.
Dlatego tak bardzo nalegał, by wypiła to wino, a teraz, gdy o tym pomyślała, nie widziała, by on pił z tej samej butelki.
– Nie, nie, nie! – zawołała w duchu. Nie było mowy, by wykonała zadanie, będąc pod wpływem narkotyków.
Serena zamarła, gdy drzwi do toalety się otworzyły i zobaczyła w nich dwóch mężczyzn. Ludzi Corbina.
Dyskretnie sięgnęła do torebki i otworzyła ją, szukając gazu pieprzowego.
– Panowie, w czym mogę pomóc? – zapytała i zorientowała się, że bełkocze.
– Szef czeka. Idziemy, wracaj do klubu – powiedział jeden z nich, podchodząc bliżej.
Ściskając mocno gaz, odwróciła się dokładnie w momencie, gdy weszli w jej przestrzeń osobistą i bez zwłoki psiknęła im prosto w oczy.
– Ty suko! – zaklął jeden z nich, próbując ją uderzyć.
Udało jej się uniknąć ciosu, ale drugi mężczyzna zdołał złapać ją za nadgarstki. Serena użyła więcej gazu i ugryzła go w rękę, by ją puścił.
Plan zadziałał; mężczyzna puścił ją, jęcząc z bólu, a ona nie tracąc czasu, wybiegła z toalety.
















