– Dominic, twoja matka jest w kuchni – chciała, by jej głos brzmiał stanowczo, ale wyszedł zaledwie zdyszany szept.
– Ciągle to powtarzasz, jakby to miało coś znaczyć – mruknął Dominic.
– Bo powinno! A co, jeśli wyjdzie i nas tak zobaczy?! – krzyknęła szeptem.
– No i co z tego?
Jego nonszalancja sprawiła, że zaklęła pod nosem. On był bezwstydny; ona nie.
Ostatnią rzeczą, jakiej potrzebowała, było
















