Księżyc wisiał wysoko, blady na nocnym niebie, rzucając upiorny blask na posiadłość Dominica.
Cała rezydencja spowita była ciszą, przerywaną jedynie okazjonalnym szeptem wiatru szeleszczącego w liściach drzew na zewnątrz.
Korytarze pałacu milczały, a przygaszone światła rzucały długie cienie na ściany. Dominic poruszał się po nich jak duch, stawiając bezgłośne kroki; wino i kolacja zjedzona wcześn
















