Wzrok Sereny wciąż błądził gdzieś w przestrzeni, uwięziony we wspomnieniu niedoszłego pocałunku Dominica, gdy dźwięk otwieranych drzwi frontowych wyrwał ją zamyślenia.
Kroki odbiły się echem w holu – miarowe, władcze – a brwi Dominica ściągnęły się, gdy rozpoznał ich rytm.
– Co do diabła? – mruknął, odwracając się.
Serena odwróciła się w tym samym momencie, w którym do salonu wszedł wysoki, dystyn
















