W przeciwnym razie.
Nie dokończył tego zdania.
Nie musiał; zrozumiała, co miał na myśli. Stałaby się kolejną zużytą rzeczą Dominica i zostałaby pośmiewiskiem.
Dominic się zaśmiał – cichym, mrożącym krew w żyłach dźwiękiem.
„Wciąż tego nie pojmujesz, starcze” – powiedział, a z każdej jego sylaby kapała czysta arogancja. „Ona nie należy już do ciebie, żebyś mógł jej rozkazywać.”
Dłoń Richarda zwinęł
















